poniedziałek, listopad 16, 2009

Koncert okazał się sukcesem. To fajne.
Teraz zaczynam się denerwować przed weekendem - drugi zespół K. gra w Lublinie i Rzeszowie. Nerwy mam o tyle, że to ja załatwiałam koncerty i transport, więc aż do ich powrotu będę się stresować czy wszystko ok.

Ale póki co, jestem chora i to mocno irytujące.

piątek, listopad 13, 2009

Dynia! Dynia jest świetna, żółciutka i pachnąca. Smak zupy z dyni, jaką przygotowywała moja Babcia kiedy byłam dziewczynką, mam ciągle zapisany w pamięci kubeczków smakowych. Próbowałam go odtworzyć i chyba mi się udało. Dynię kroję w kostkę, zalewam odrobiną wody i pod przykryciem duszę na małym ogniu, aż zrobi się z niej puree. Potem dodaję trochę mleka,sól, pieprz i sporo gałki muszkatołowej. Najprostsza zupa świata. Rozgrzewająca i pozytywna. A z reszty dyni zrobiłam placki - starłam ją na tarce z dużymi oczkami, do tego jajko, troszkę masła, mąka i na patelnię. Bardzo dobre. Baaardzo.

A poza tym sennie mi. Jutro 22pm grają w Kamieniołomach i będzie można kupić ich EPkę! Wydana pięknie, mam nadzieję, że to początek wspaniałej historii :)
Na myspace wrzuciliśmy nowe numery, polecam zwłaszcza Szybki kebab http://www.myspace.com/dwudziestadrugapm

Na koncert się nie wybieram, bo muszę pracować, ale trochę żałuję. Lubię patrzeć, jak ludzie reagują na muzykę. Ile radości i entuzjazmu w nich wszystkich jest. Człowiek po takim koncercie wychodzi naładowany pozytywną energią. No ale cóż, praca.

czwartek, listopad 12, 2009

Czasami wydaje mi się, że jestem strasznie, bezdennie głupia, zła i małostkowa. Łapię się na takich myślach i nie wiem co robić, przecież to okropne! Czy ona miała rację mówiąc, że jedyne co mi wychodzi, to kopanie człowieka? Czasami ktoś doprowadzi mnie do takiego stanu, że zupełnie na zimno umiem mówić mu takie rzeczy, o których wiem, że najbardziej zabolą. Czasami czuję, że mogłabym być po prostu okrutna. To uciążliwe mieć o sobie takie mniemanie.
Chciałam dobrze, chciałam, żeby nasze stosunki wyglądały normalnie, ale się nie udało. Ona nagle zaczęła mieć do mnie jakiś problem, ja próbowałam coś z tym zrobić, aż pękłam. No i teraz jest jak jest, a ja się zastanawiam, czy ona ma rację mówiąc tak o mnie?


Zapisałam się dziś na tatuaż. Nie mogę się doczekać.




nie...ona nie ma racji

poniedziałek, listopad 09, 2009

jutro odbiorę kilka kilo książek i jeśli wszystko pójdzie dobrze, będzie to punkt zwrotny w moim dziele pisania pracy magisterskiej. nie napisałam jeszcze ani słowa, a na początku stycznia mam oddać pierwszy rozdział, ale nie lękam się. zaczyna mi się wszystko układać w głowie.

od miesiąca nie piłam kawy. trochę to uciążliwe, bo nie wytrzymuję wieczorami tyle, ile bym sobie życzyła, ale co powie mój organizm jest dla mnie rozkazem. jutro odbiorę wyniki badań krwi i mam nadzieję, że niczego ciekawego się z nich nie dowiem, czyli, że wszystko git.

K. zaczął słuchać Metalliki. to trochę wstydliwy temat, bo zawsze okrutnie się z nich śmiał i w zasadzie nawet teraz twierdzi, że to muzyka pszenno-buraczana, ale słucha. to znaczy słuchamy. a mnie się przypomina, że "Unforgiven II" to była tak zwana "nasza" piosenka, czyli moja i W., mojego pierwszego chłopaka. to było jakieś sto lat temu. może więcej. na pewno w ubiegłym wieku ;)

łapię się na tym, że 1980 rok ciągle jest dla mnie "dwadzieścia lat temu". mylę się w obliczeniach. co się stało z czasem?

niedziela, listopad 08, 2009

Boję się dziś zasnąć, bo jak się obudzę, to będzie już poniedziałek. Poniedziałek. Lubię to, że mam tyle pracy, tyle rzeczy do zrobienia, ale nie wyrabiam. Mam ciągle za mało czasu. Szkoda mi każdą wolną chwilę (czyt. kiedy Mały zaśnie) spędzać na pracy i nauce, chciałabym jeszcze i poczytać coś, napić się z K. piwa, posłuchać muzyki, wyjść. Chciałabym jeszcze sobie pożyć. Nie będę nigdy prymusem, za dużo rzeczy mnie rozprasza, za bardzo lubię się pocieszyć wolnością. Trochę tego w sobie nie lubię, a trochę się z tego cieszę.
W piątek zabraliśmy Małego na imprezę do moich dziewczyn. Przyjemna domówka, Mały bawił się dobrze, a kiedy o 23 zaczął przysypiać zawinęliśmy się do domu. Bardzo to było fajne że poszliśmy razem. 3 godziny na imprezie, w sam raz dla nas, dla niego też, nie ma obowiązku bawić się do rana. No i powrót do domu w trójkę, ze śpiącym Małym wtulonym w nas, było super. Jeszcze kilka lat i zaczniemy zabierać go na koncerty. A potem jeszcze kilka i zacznie wychodzić bez nas...

Strasznie tęsknimy z K. za podróżami. Za jazdą pociągiem, poznawaniem nowych miejsc, nocnych spacerach. Nie wiem kiedy gdzieś pojedziemy, ale byle gdzie, byle razem. Ten Berlin, jest tak blisko, a ciągle tak daleko. A w lutym - Katowice. Postanowione. Nigdy tam nie byliśmy, na pewno nam się spodoba.

piątek, listopad 06, 2009

poszłam do studia zapisać się na robienie tatuażu i było zamknięte! są tacy, co powiedzieliby, że to znak. ale nic to, będę atakować dalej.
głowa mi puchnie od przemyśleń, a po południu będę piekła kugiel jerozolimski na imprezę. zabieramy Małego ze sobą, będziemy bawić się rodzinnie.

udało mi się zobaczyć Petera Murphy'ego na żywo (po raz drugi!) i nie zawiodłam się. jego głos się nie zmienia, niesamowity jest. fantastyczny klimat. średnia wieku na koncercie ok 34-40 lat. supportowała niezapowiadana wcześniej, tajemnicza blondynka. wyszukałam w necie kto to i znalazłam, a teraz się zachwycam.

poniedziałek, listopad 02, 2009

Czytam różne dokumenty. Wyczytałam na przykład, że wraz ze śmiercią Taty anulowana jest decyzja o rozłożeniu na raty jego długu. Oraz, że od stycznia 2009 naliczane mu są karne odsetki. Urząd nie zna litości, nieboszczyk nieboszczykiem, ale skoro nie płaci, odsetki karne muszą być! ding ding ding nalicza wielkie liczydło.
Śmieszne to czy straszne?

Byliśmy dziś z K. na chwilę u Taty. Krótką chwileczkę. Jaki ładny ten grób, a nowy wieniec wręcz wesoły. Taki radosny grób, słowo daję. Stałam nad nim i myślałam, że zwymiotuję z tęsknoty, smutku, pustki. Fizycznie odczuwam brak Taty. Czuję w żołądku i w wątrobie. Gniecie, boli, mdli.

bardzo nie chcę świąt, wigilii, całego tego tematu. Najbardziej bym chciała spędzić wieczór wigilijny przed telewizorem, oglądając "2 dni w Paryżu" i popijając piwo. Udając, że to jest zwykły, wolny dzień. Nie wiem, jak przetrwam ten czas. Jeszcze zostało kilka tygodni na przemyślenia, ale Mama i Młody mają inne zdanie, chcą mieć święta, a ja chyba będę musiała łyknąć jakiś mother's little helper i tyle. fatalne to jest.