Boję się dziś zasnąć, bo jak się obudzę, to będzie już poniedziałek. Poniedziałek. Lubię to, że mam tyle pracy, tyle rzeczy do zrobienia, ale nie wyrabiam. Mam ciągle za mało czasu. Szkoda mi każdą wolną chwilę (czyt. kiedy Mały zaśnie) spędzać na pracy i nauce, chciałabym jeszcze i poczytać coś, napić się z K. piwa, posłuchać muzyki, wyjść. Chciałabym jeszcze sobie pożyć. Nie będę nigdy prymusem, za dużo rzeczy mnie rozprasza, za bardzo lubię się pocieszyć wolnością. Trochę tego w sobie nie lubię, a trochę się z tego cieszę.
W piątek zabraliśmy Małego na imprezę do moich dziewczyn. Przyjemna domówka, Mały bawił się dobrze, a kiedy o 23 zaczął przysypiać zawinęliśmy się do domu. Bardzo to było fajne że poszliśmy razem. 3 godziny na imprezie, w sam raz dla nas, dla niego też, nie ma obowiązku bawić się do rana. No i powrót do domu w trójkę, ze śpiącym Małym wtulonym w nas, było super. Jeszcze kilka lat i zaczniemy zabierać go na koncerty. A potem jeszcze kilka i zacznie wychodzić bez nas...
Strasznie tęsknimy z K. za podróżami. Za jazdą pociągiem, poznawaniem nowych miejsc, nocnych spacerach. Nie wiem kiedy gdzieś pojedziemy, ale byle gdzie, byle razem. Ten Berlin, jest tak blisko, a ciągle tak daleko. A w lutym - Katowice. Postanowione. Nigdy tam nie byliśmy, na pewno nam się spodoba.