poniedziałek, maj 30, 2005

z okazji...

zdania matury, Mąż dał mi kwiatek. A jednak! Kwiatek doniczkowy. Wyjął go z siatki na zakupy, spomiędzy kartonów soku, pudełek sera i kostki masła - wyjął i wręczył uroczyście. A potem zabrał i wkroił do sałatki. Kwiatek, zioło, zieleninka - lubczyk.

wreszcie mogę czytać bez wyrzutów sumienia, że się nie uczę do matury! Czasem odkładam zestaw 450 ćwiczeń z gramatyki francuskiej /"niveau avance" - hoho/i sięgam po ulubiony tom opowiadań.
Nazywa się "Chant des morts"-
Elie Wiesel to taki pisarz niezwykły, który urodził w się w Sighet czyli mógłby być rumuńskim chasydem. Satmarem może? I owszem, uczył się w chejderze, nawet pisze o tym. I o swoich mistrzach, nauczycielach, których bał się na codzień - a najbardziej gdy widział ich modlących się w Szabes. Elie Wiesel rumuńskim chasydem nie został, a nawet pisze się o nim "pisarz amerykański". I opowiada o tym, jak kończyły się pewne czasy, jak kończył się pewien świat. Jak pobożni tracili wiarę i agnostycy ją odzyskiwali. Opowiada o swoim spotkaniu z kapo który dręczył w obozie jego i jego ojca - a potem, a teraz spokojnie jeździ tym samym autobusem po Allenby.
Strasznie i pięknie się to czyta.


...a upał jest nieznośny.

czwartek, maj 26, 2005

prawdopodobnie

nigdy tam nie zamieszkam, możliwe, że nawet nigdy więcej tam nie pojadę. Ale marzyć każdy może, dążyć do tego też...Czy mieszkanie w Polsce też jest próbą?





środa, maj 25, 2005

enfin...

jestem absolwentką. Jestem dwujęzyczna i 3 czerwca dostanę na to papier. Gdyby nie to 65 kg byłabym po prostu idealna ;-)
Z Bożą pomoca udało mi się zdać tę historię i nawet bardzo się nie upokorzyłam przed Maciusiem. Politykę okupanta niemieckiego '39-'45 całkiem nieźle, portrait du roi Louis XIV nie nagorzej, ale crise du XIV siecle en Europe...Tu było cieniutko. Ale najważniejsze, że trójczynę dostałam i matura za mną.

Skorzystałam z wyjścia do szkoły i zaczerpnęłam nieco miejskiego powietrza. Miasto bez wózka jest tak inne! Lody u Grycana, przymiarki spódnic w H&M /tak...5 kilo przynajmniej muszę zrzucić.../i wyprawa do Empiku i Traffica. Zachłysnęłam się tą wolnością do tego stopnia, że wydałam całą zawartość portfela na prezent dla ukochanego. Widać, że jestem burżujskie dziecko i widać, że nie przyzwyczaiłam się jeszcze do oszczędzania każdego grosza. Ale kiedy zobaczyłam TO pomyślałam, że Jaakow tak by się ucieszył. Musiałam mu po prostu zrobić tę przyjemność...

wczoraj zadane pytanie - skąd taki wybór?
skąd? judaizm sam mnie znalazł. I z taką radością co raz głębiej w niego się zatapiam. Z taką radością co raz więcej go poznają. Już sobie innego życia nie wyobrażam. Już sobie innych słów modlitw nie umiem stworzyć - bo te przecież najpiękniejsze, jedyne...
To wszystko jest tak moje, tak bliskie - otula mnie jak szal kaszmirowy i daje bezpieczeństwo. Szkoda, że nie dano mi jeszcze odczuć pełni. Jeszcze muszę czekać.

wtorek, maj 24, 2005

baba-dziwo

kiedy mówię, że rodziłam ze znieczuleniem patrzą na mnie jakbym w ogóle nie wiedziała co to ból porodowy, wysiłek. Jakbym to nie ja parła rodząc syna, jakbym to nie ja napinała wszystkie mięśnie i krzyczała, że nie mam już siły.

kiedy mówię, że zdaję na studia i idę na dzienne patrzą na mnie jak na wyrodną matkę. Nie rozumiem tego. Chcę żeby mój syn był szczęśliwy. Dziecko jest papierkiem lakmusowym nastrojów matki - jeśli bedę siedziała z nim w domu, oszaleję. Mały potrzebuje mamy szczęśliwej, realizującej się, uśmiechniętej. Dwa miesiące nie wychodzę z domu i już czuję się tym stłamszona. Już czuję zmęczenie. Małemu nie jest potrzebna mama niezadowolona z siebie, znudzona codziennością. Czy wychodzenie na zajecia, na kilka godzin dziennie jest egoizmem? Czy egoizmem jest myślenie, że im szybciej zacznę studia tym szybciej je skończę i pójdę do pracy? A praca = pieniędze a tego przecież też potrzebujemy. Kocham być matką, ale nie chcę być ofiarą mitu "Matki- Polki". Jidysze mame w XXI wieku nie znaczy 24 godziny na dobę w domu i chałka co piątek. Chasydzkie żony pracowały - ja też chcę pracować!

...



to mogło być moje dziecko, to jest czyjeś dziecko - za co? ha - za PRZEKONANIA! męczeństwo za wiarę w XXI wieku.

dzieje się

jutro w samo południe ostatni egzamin. Czy moje przypuszczenia, że go nie zdam sprawdzą się?
Jestem u rodziców, jak zwykle zabobonna - nie spakowałam swojego siduru a domowy, mały. Obawiam się, że ta zamiana może mi zaszkodzić.

je tremble...je frisonne.../dziwny kontekst, a Fedra tak pasuje/

w Izraelu żołnierz wykorzystał 17-letniego palestyńskiego chłopca jako żywą tarczę. Czy ten koszmar się kiedyś skończy? Czy oni kiedyś zrozumieją, jaka jest prawda? Czy ludzie zawsze będą tacy? Może o to chodzi właśnie. Nie wiem. Modlę się, żeby jak najwięcej osób zobaczyło, że to są wszystko kłamstwa.

niedziela, maj 22, 2005

e.e. cummings

i carry your heart with me(i carry it in
my heart)i am never without it(anywhere
i go you go,my dear; and whatever is done
by only me is your doing,my darling)
i fear
no fate(for you are my fate,my sweet)i want
no world(for beautiful you are my world,my true)
and it's you are whatever a moon has always meant
and whatever a sun will always sing is you

here is the deepest secret nobody knows
(here is the root of the root and the bud of the bud
and the sky of the sky of a tree called life;which grows
higher than the soul can hope or mind can hide)
and this is the wonder that's keeping the stars apart

i carry your heart(i carry it in my heart)

piątek, maj 20, 2005

w planie

mam zostać światowej sławy, docenianą i ocenianą, nagradzaną i szanowaną tłumaczką nie tylko literatury francuskiej. Tłumaczką samowystarczalną tj.zarabiającą na siebie, męża, dom i dzieci. Tłumaczką w rozmiarze 38 co trudne, bo praca siedząca. Autorką tłumaczeń "Antigone" Anouilh'a, "Les grandes marees" Poulin oraz, oczywiście, "A la recherche du temps perdu" Proust'a. Oraz wielu innych dzieł które tylko czekają, aż się za nie wezmę.

Brod

była piękna i umiała mówić to, co myśli. Była silna i wiedziała, że jest jedyną. To ona dyktowała warunki.
Boję się ust, ramion i talii które sobie wymyślam, wyobrażam, które śnię. Boję się ich nowości, tajemnicy, inności. Nie poznane jeszcze, nie rozebrane. Jędrne piersi i płaskie brzuchy nie zniszczone dziewięcioma miesiącami rosnącej kobiecości. Nie mają pretensji, nie mają oczekiwań - w ich oczach jest tylko zachwyt. Dlatego boję się ich - kobiet. Wszystkich. "masz małe rybki w głowie" - śmieje się i głaszcze po włosach. "tylko ty". Tylko ja? Nigdy nic nie było dla mnie tak trudnym jak próba zaufania. Dlaczego nie umiem zaufać temu, któremu ofiarowałam siebie? Dlaczego boję się wejść do własnego mieszkania nie uprzedziwszy go o tym? Nie chcę nikogo narażać na przykrości. Gdyby nie to ciągłe uczucie byłabym taka szczęśliwa. Jak je wymazać?

arcykapłan miał na skraju szaty dzwoneczki, zawsze zapowiadał swe nadejście ich dzwonieniem.

czwartek, maj 19, 2005

jeszcze tylko

jeden egzamin! a z ustnego polskiego dostałam 4. Ponoć moja interpretacja "Granicy" była bardzo dobra, a refleksje nt.poezji współczesnej "pogłębione". Ach i och. Szkoda tylko, że w 6 zbiorach polskiej poezji nie było ani Zagajewskiego, ani Bursy, ani nawet "Przywracania porządku" Barańczaka :-/ Na szczęście mam pamięć do wierszy...

zamierzam stać się stanowcza

myśl tygodnia: "Prayer does not change G-d's mind. Prayer changes our soul. When that
becomes clear, we begin to understand that the Source of blessing is
the greatest blessing of all."

środa, maj 18, 2005

a poza tym

jestem bardzo zmęczona, znerwicowana i uważam, że nie ma nic trudniejszego, niż zdawać maturę mając dwumiesięczne dziecko. Dziecko cudowne, matura fajne przeżycie - ale razem -- nie polecam.

na pocieszenie - ulubiony tekst z 'le chat du rabbin':
"...et pour faire la priere en hebreu a des juifs qui parlent arabe, ils veulent que tu ecrives en francais."

już prawie, już prawie

po tej strasznej maturze - uff. Niestety - stety -- okazuje się, że moja znajomość francuskiego jest lepsza niż polskiego. Podejrzewam, że jutrzejszy egzamin ustny potwierdzi ten paradoks. Jak do tej pory - skandaliczny wynik pisemnego polskiego czyli 3. Tak, tak to nie żart. Po 13 latach nauki, po przeczytaniu ton książek nad- i obowiązkowych dostałam tę samą ocenę co niejaki M. ktory książek nie czyta, a Kaczmarskiego słucha, bo mu się kojarzy z szantami.
Nie. To żart. Dość kiepski. Zamierzam po ustnym - jeśli tylko dostanę więcej niż 3 /hehehe/ poprosić o ponowne sprawdzenie mojego wypracowania, bo mam wrażenie, że pani J. nie doczytała go do końca.
Z francuskiego i pisemnego, i ustnego dostałam 4. Co prawda, teraz się nie śmiać, zapomniałam o istnieniu Balzaca i ojcostwo "Pere Goriot" przypisałam Flaubertowi. Pani S. patrzyła na mnie z kpiną. Pewnie gdybym dodała jeszcze, że autor 'comedie humaine', Flaubert*, tworzył w "Lumieres" -- nie zdziwiłaby się.
Ale ogólną 'lecture methodique' listu Flauberta do 'pauvre cherie' czyli Louise Colet chyba zrobiłam nie najgorszą, bo mimo straszliwej wpadki jednak 4. Aha - teraz można się śmiać - na pytanie CO TAKIEGO napisał Flaubert - jak już ustaliliśmy nie "Pere Goriot" - odpowiedziałam, że >"Madame Bovary" et...sentimentale....eee....sentimentale(tu błagalny wzrok) sentimentale mais j'sais pas quoi.<

*) Gustave Flaubert tworzył w XIX wieku, ni romantique ni realiste, l'auteur de 'Madame Bovary', 'L'Education sentimentale' et 'Salammbô'. Nie mylić z Honore de Balzac, l'auteur de la serie 'comedie humaine' bla bla bla bla :-)

czwartek, maj 12, 2005

dlaczego

mam wrażenie, jakbym była już po maturze? Zupełnie nie odczuwam potrzeby nauki...hmm....Konfederację barską i mniejszości narodowe w II RP mam w małym palcu. Podobnie jak la reforme carolingienne oraz la guerre d'independence. I tyle :-)

a poza tym...
mam kilka głupich pomysłów. Tzn. nie wiem czy głupich. Ale zastanawiam się, czy warto probować, czy się nie ośmieszę. Ale PRAGNIENIE jest tak silne, że więcej nie dam rady czekać.

...dam radę, przecież muszę.

Staram się iść ciągle wyżej, robić lepiej, być bliżej - i tak trudno mi zniszczyć dawne przyzwyczajenia, tak trudno zwalczyć lenistwo. Gdybym naprawdę MUSIAŁA - byłoby pewno inaczej.

dziś

wracam do siebie, więc i netu mniej będzie. Ale to mały żal, bo w końcu jeszcze trzy okropne egzaminy ustne i muszę nauczyć się, kiedy był le congres de vienne a kiedy cent jours - a przede wszystkim o missi dominici za czasów Charlemagne. Czyli - samych niezbędnych rzeczy.

Za oknem jasno i słonecznie. Nie ma ciepłej wody, czuję się obrzydliwie. Mogę się umyć wodą do kwiatków.

środa, maj 11, 2005

Suzanne

Suzanne takes you down to her place near the river
You can hear the boats go by
You can spend the night beside her
And you know that she's half crazy
But that's why you want to be there
And she feeds you tea and oranges
That come all the way from China
And just when you mean to tell her
That you have no love to give her
Then she gets you on her wavelenght
And she lets the river answer
That you've always been her love
And you want to travel blind
And you know she will trust you
For you've touched her perfect body with your mind
___

tej najpiękniejszej na świecie piosenki słuchaliśmy tego lata w Sopocie. Za oknem było zielono i soczyście, czasem łapały nas burze w czasie których biegalam na boso. Nie z romantycznej natury powodu, a butów, które za ładne by je moczyć. A potem, w rytm "Suzanne" senny i piękny, począł się nasz syn.
A teraz wyłączam radio, w sfiras haomer muzyki nie słuchamy.

tak

czcionki działają. zostawmy więc ten potworny mylog.pl i witamy w światowej społeczności bloggersów. (fajerwerki wybuchają zagłuszając oklaski)

idę zjeść coś mlecznego. czy ja się nigdy nie nauczę, że mięso je się wieczorem a nie w południe? czekanie tyle godzin na kinder bueno aż za bardzo ćwiczy charakter...

udało się

czy tu działają polskie czcionki?