środa, sierpień 31, 2005

Orient Express

czas do Sheesha Lounge...
O.?..

zielona herbata

Stany Zjednoczone, Francja i Egipt. Taka jestem światowa. W kawiarni nie mam długopisu. Ale nie proszę o niego, o nie. Zostawiamy to na następny raz. Nasyciła nas przystawka.

blondyn parzy dla mnie zieloną herbatę, a to co błyszczy na mym smukłym palcu to nie pierścionek od narzeczonego ale od taty.

Spacer uważam za udany.

jaki miły dzień mamy!

P. wysłany na rosół do Boro Park, biedaczyna przeziębiony. A. jest kochana. Jadę zaraz na plotki z rasową złą kobietą. Jeszcze tylko miesiąc i zacznę studia w jakże elitarnym gronie 10 osób wybranych do zgłebiania mądrości starożytnych. Niestety, jidysz od drugiego roku! Ale czy ja tam będę studiowała jeszcze?...Kto wie, kto wie...
"Diamonds are forever" śpiewa mi w głowie. Dzwoniłam do Izraela, zamiast sygnału przy przełączaniu linii usłyszałam tę piosenkę. Teraz młody słucha Kanye West, który miksuje starą melodię do spółki z Jay-Z. A propos, młody obciął dready. Wygląda lepiej, jeśli to w jego przypadku jest możliwe. Doprawdy, B. jest idiotką i życia nie zna podejmując decyzję o rozstaniu z nim. Gdyby nie był moim młodszym bratem zamknęłabym go w swoim domu i nigdy nie wypuściła. Brylant, po prostu brylant wśród mężczyzn.
Szkoda, że na takiego jeszcze nie trafiłam ;)

attention!

do wszystkich zainteresowanych, a w szczególności do tych, których ciekawość jest niezdrową!

To ja odeszłam od swojego nieszczęśliwego, niedojrzałego i paranoicznego mężczyzny. Nie czuję się ofiarą losu - mam raczej wrażenie wygrania losu na loterii, to on wyciągnął krótszą słomkę. Nie czuję się opuszczona, bo nikt mnie nie opuścił - powiedziałabym raczej, że przyjaciół primo mi przybywa secundo poznaje się w biedzie. Wszelkie smutki, smuteczki i rozżalenia tudzież wybuchy wściekłości spowodowane są tym, że zawiodłam się na najlepszym przyjacielu, jakiego miałam. Ale podsumowując plusy i minusy na kartce wyrwanej z zeszytu do przysposobienia do życia w rodzinie - jego strata. Drugiej takiej oddanej i kochającej jak ja mieć nie będzie.
Tym razem to ja mówię umajn

____

Noc i wieczór miłe. Ciepłe. Pachnące gorącą czekoladą. Idzie jesień.

wtorek, sierpień 30, 2005

encore, encore...

zastanawiam się, w jakim świetle jestem przedstawiana. I. była paranoiczką, "popierdolona" /wybaczcie kolokwializm, to cytat/, J. była idiotką, A. była wspominana z pobłażaniem "wpatrywała się we mnie na wykładach..." /jej relacja była jednak dla mnie dość szokująca/.
Właściwie powinnam była zwrócić uwagę już na to. Mój ojciec nigdy nie powiedział złego słowa na swoją pierwszą żonę, a to nie on odszedł. Wszyscy znani mi meżczyźni, ci których szanuję i poważam, zawsze wyrażają się o byłych kobietach z szacunkiem. Albo milczą.
I zastanawiam się, co o mnie usłyszą następne. "Bo to zła kobieta była..." czy coś ciekawszego. Może ta biedna kobieta usłyszy, że byłam uzależniona od seksu? Albo, że patologicznie kłamałam? Może w świat pójdzie informacja, że notorycznie zdradzałam swego męża? Czy po prostu "kretynka"?

Poczekamy, zobaczymy. Może się okazać, że biedactwo nie mógł przy mnie wytrzymać, ponieważ byłam kleptomanką, a ja odeszłam, bo mi tego zabraniał.

Warszawa

Uczę się jej na nowo. Teraz to mają być MOJE kawiarnie, MOJE sklepy, MOJE ulice. Nie nasze.
Zaczęłam od picia kawy w Green Cafe z U. i O. Umawiam się tam z nimi, nowe miejsce na babskie plotki. Potem Traffic. Z O. buszowałyśmy po półkach, owocnie. Szu Szu zupełnie nowe, Karmi i miły kelner. Tylko do Antykwariatu będę się bała pójść. Za dużo wspomnień. Zbyt silne ciągle.
Powinnam pójść tam i upić się.
Właściwie gdybym mogła tj. gdybym nie była matką, zajmowałabym się teraz głównie tym, na co mam największą teraz ochotę, czyli upijaniem się i trzeźwieniem na zmianę. Może tak bym zapomniała?
Ale na szczęście jestem matką.

pierwsze nieśmiałe próby samobójcze

zelig.blog.pl

po co ja tam wchodzę? po co to czytam?
chyba najbardziej zabolał ostatni komentarz. "pijak-uwodziciel" -wiem, że było to napisane z myślą o mnie. Tak samo o nim mówiłam kiedyś, żartobliwie, z czułością. Dawałam się upijać słodkim winem i było nam tak rozkosznie. Mówił mi "pijaczynko" i całował w czoło, a przez to oderwanie od rzeczywistości nie myślałam o tym, że to wszystko jest bez sensu.
"ucałuj maluszki, szczególnie Oleńkę" - boli, strasznie boli. Tęsknię za nimi. Najbardziej za Bobkiem, moim kochanym Bobinkiem. Miał niedawno 10 urodziny, tak chciałam dać mu prezent. Być z nim. Chciałabym pójść z nim na spacer, tak jak kiedyś. Może do kina, na lody. Zbierał dla mnie kwiatki na łące i przynosił takie malutkie, śliczne bukieciki. Kiedy mieszkał z nami na początku byłam zła. Ale kiedy przestał - myślałam, że to na chwilę. Miałam nadzieję, że zamieszkamy w końcu razem. W trójkę. Pamiętam, kiedyś pokłócił się z Olą. Był zły, strasznie zły. Chciał, żeby się nim zająć, zainteresować. J. był zmęczony, robił kolację dla całej piątki. Zabrałam Bobka na spacer po Wiejskiej, zaszliśmy aż do ulicy Profesorskiej. Rozmawialiśmy, obrzucaliśmy się śniegiem. Traktowałam go trochę jak młodszego brata, trochę jak syna.
Na początku, 4 lata temu, to jego najbardziej się bałam. Kiedy się do mnie przekonał, pokochałam go z całego serca. Ostatni raz widziałam go w czerwcu. Powiedział na pożegnanie /wyjeżdżał na kolonie/ "do zobaczenia we wrześniu". Trochę to...prorocze?

poniedziałek, sierpień 29, 2005

słucham

Je pense a toi, mon amour, ma bien aimee
Ne m’abandonne pas, mon amour, ma cherie

Quand je suis dans mon lit, je ne reve qu’a toi
Et quand je me reveille, je ne pense qu’a toi

Si je ne te vois pas, je ne peux rien dire
Je ne peux rien faire, je ne peux rien voir
Je ne veux rien savoir
Mon amour, ma cherie

Certains t’ont promis la terre
D’autres promettent le ciel
Il y en a qui t’ont promis la lune
Et moi je n’ai rien que ma pauvre guitare

znowu

czuję tylko zmęczenie. Mam objawy odwodnienia, wypadają mi włosy garściami. Nie nadążam już za sobą. Rano dwie tabletki, wieczorem jedna. Woda z cukrem i solą. Balsam do kupienia.
T. mówi, że to co teraz czuję będzie długo jeszcze trwało. Że na jeden uśmiechnięty dzień przyjdą dwa smutne. Mówi, że to normalne. Że to świadczy tylko o tym, że umiem kochać.
Tylko jednego nie chcę słuchać. Nie mam dłoni, ale wcale nie czuję, że jest mi lepiej od tych, co stracili rękę.

Chciałabym, żeby ktoś mnie przytulił.

niedziela, sierpień 28, 2005

kontakt nawiązany

nie rozumiem, czemu wysyła się do mnie smsy w języku, którego nie znam. Francuski, angielski -tak. Rosyjski, hebrajski, jidysz - z trudnością, ale też. Ale czemu hiszpański?? Tak więc nadal nie wiem, co dokładnie oznacza "las putadas que dan sentido a la vida" oraz czemu na końcu wiadomości pojawiło się tajemnicze "he, he! :) :)". Z pomocą O. odnalazłam wirtualnego tłumacza. "Putadas które dają sens życiu".
...wiele się nie dowiedziałam. Rozwiązanie zagadki ma nastąpić wkrótce. Książka prawie przeczytana, ciekawe, w jakim jest stanie.

Inspektor Gadget




Nie wiem, czy to na mnie zrobiło wrażenie. Biorąc pod uwagę fakt, że byłam świadoma dziania się takich rzeczy, nie zdziwiłam się. Trochę tylko było mi wstyd. Za siebie.

W ramach poprawienia sobie nastroju kupiłam spódnicę, mam już co założyć na Święta, które już za miesiąc, a ja wreszcie pójdę do synagogi. Spódnica do pół łydki, brązowo zielona z subtelnymi złoceniami. Orientalny rock'n'roll.
A synagoga...tęsknię, po prostu cholernie tęsknię. W Szabat nie byłam tam od urodzenia Efraima, ostatnie święto to było Szawuos. Dawno, dawno temu...
Boję się tam iść sama. Boję się ostracyzmu, który zawsze był, ale teraz nie mam nawet jego u boku. Wtedy było łatwiej to znieść.
Jedyne co mogę, to nie myśleć o ludziach, skupić się na tym, DLACZEGO chcę pójść do synagogi, CO tam będę robić.

sobota, sierpień 27, 2005

blah

nie wiem, o czym tak naprawdę pisać

czy o tym, że wystarczająco rozstroił mnie rozpad mojej ledwo co założonej rodziny, że nie mam siły brać teraz udziału w rozpadzie mojej "pierwszej" rodziny. Jak to mawiał Michał S. "konflikt narasta". A ściany w mojej sypialni są na tyle cienkie, że zastanawiam się jak dać im do zrozumienia, że nie mam ochoty. Że nie tędy droga. Że zbyt wiele mogą stracić. Przynajmniej niech oni rozmawiają ze sobą.

albo o tym, że ten Szabes był wspaniały. Że, aż wstyd się przyznać, to był chyba drugi albo trzeci samodzielny kidusz w moim życiu. Wreszcie się przełamałam. A Efraima nic tak nie uspokaja jak "Jedid nefesz" w moim wykonaniu.
"Mesiras Jeszurim" napoczęte. Wstęp autora, przekartkowanie. Zdania czytane na wyrywki. Analiza parszy Ajkew. Zaczytanie się, zamyślenie. Dawno tak długo nie pochylałam się nad wersami z Tory. Dawno nie odczułam takiego ukojenia.
To jest jak...wir? Taki bardzo pozytywny, dobry wir który wciąga i pochłania. "...deeper and deeper...". Czuję się lepiej. Czuję się bezpieczna. To jest mój dom i moja ojczyzna.

piątek, sierpień 26, 2005

plus i minus to jedyne co widzę...

dlaczego w uszach mam Kaliber 44 mimo, że płyty "Księga Tajemnicza. Prolog" nie słuchałam ponad rok?.
__

Don Juan. Omawialiśmy kiedyś na lekcji pani Sawickiej fragment opery pod tym tytułem. Fragment był wyliczeniem rodzajów kobiet. Dziewice, pastereczki, młode panny, kucharki... Zastanawialiśmy się, dlaczego Don Juan wybierał właśnie takie kobiety. Odpowiedź okazała się zaskakująco prosta. Ponieważ uwieść je najłatwiej.
Istnieje rodzaj Don Juana, który nie dąży do fizycznego zbliżenia. Wystarczy, że ktoś go podziwia, patrzy mu prosto w oczy i słucha. Zadaje pytania. Jest zafascynowany. Don Juan jest wtedy po prostu dowartościowany. Czuje się kimś. Wykorzystuje swój urok osobisty, dość powierzchowną acz rozległą wiedzę, ma jakiegoś egzotycznego asa w rękawie, np.zna ineresujący język bądź jest Żydem.
Nasz Don Juan ma kompleksy, a jednocześnie jest cholernie dumny. Nie umie założyć normalnej rodziny, chociaż wie, że tego potrzebuje. Ale gdy nagle przestaje być mistrzem, nauczycielem, obiektem fascynacji - pojawia się niezadowolenie. Zmęczenie. Uczucie zamknięcia w klace.
___

Miałam kiedyś faceta. Mieszkał daleko ode mnie, widywaliśmy się raz, dwa razy w miesiącu. Ja byłam zakochana, on za mną szalał. Sęk w tym, że ja zaczynałam liceum, a on był świeżo upieczonym magistrem. Mówił, że chce ze mną spędzić życie. Że chce mnie zabrać do swojego rodzinnego miasta. Nawet podawał konkretną datę. I to nie były moje 18. urodziny tylko skończenie liceum. Mówił, że skoro się kochamy, możemy kochać na odległość. A 5 lat szybko zleci i będziemy mieli całe życie razem. Obiecywał, że będziemy się spotykać cześciej, może raz w tygodniu - mimo, że jego praca i dalsze kształcenie się zabierały mu masę czasu.
Nie chciał "już i teraz". Wiedział, że jeśli jest to prawdziwa miłość - to przetrwa. A liceum skończyć muszę to, które zaczęłam. On chciał się przygotować na przyjęcie mnie.
Nie była to jednak miłość na całe życie i przetrwała tylko rok.
Ale to było bardzo pouczające.
__

Chciałam posklejać naszą rodzinę. Myślałam, że mój "plan" jest rozsądny i oczywisty. On uporządkuje swoje sprawy, ustatkuje się. My, jako para, zaczniemy terapię, która była konieczna. Nie zamieszkamy od razu razem. Damy sobie czas. Nie chciał być wujkiem - mógłby np.zajmować się synem w godzinach moich zajęć na UW - czyli całkiem sporo czasu spędzałby z dzieckiem.
__

Czemu Tomek nigdy nie mówił mi "cześć"? Jesteśmy prawie rodziną. Jest w końcu narzeczonym żony ojca mojego dziecka.

czwartek, sierpień 25, 2005

dzisiaj jestem mlody...

Ulubiona kawa latte z kostkami lodu, a potem buszowanie po Trafficu. Na pocieszenie kupiłam sobie "Mesilat Jeszarim" Luzatto. Czas się rozwijać, a nie cofać..
Koszernego gefilte fisz w Polsce już nie produkują, ale pasztet tak i zamierzam się dziś nim uraczyć w ramach kolacji. Nie jadłam mięsa od czerwca. Nie mogę się doczekać kiedy będzie w domu już "normalnie" - kupię sobie gary i zacznę odżywiać się jak człowiek, a nie zając. Dziękuję Olu.

Likwiduję e-mail na Onecie. Jeśli ktoś jest zainteresowany poznaniem nowego adresu zapraszam do podania swojego, a ja odpiszę ;-)

środa, sierpień 24, 2005

nie

nie dam sobie wmówić, że to ja zawiniłam. nie pozwolę.

__

pokój zaczyna wyglądać jak zamieszkany przez ludzi. książki na półkach. mezuza znaleziona, niestety nie na odrzwiach. chanukija czeka na swój czas. pigułki pewno się nie doczekają. niestety, nie mam już 16 lat.
mam fioletowe ściany. obrazki czekają na zawieszenie. idę spać.

jestem zmęczona

noszeniem swojego syna ważącego 8,5 kilo, zmęczona pogodą, bólem głowy, bałaganem w mieszkaniu. Nigdy więcej remontu. Po zużyciu mieszkania należy je zmieniać.
Zgubiłam w tym wszystkim mezuzę, chanukiję i dwie paczki pigułek antykoncepcyjnych. Strata tych ostatnich to akurat nic wielkiego, niestety już nie potrzebuję. Rany, jak mnie boli głowa.

News nie zrobił wrażenia. Naprawdę wszystko mi jedno, trzymam get na półce, obok wizytówek i nieważnego paszportu. Muszę to wszystko oddać. Nawet gdybym chciała - ten get nie robi żadnej różnicy. Nie skorzystam.

To tak trudno zrozumieć? Ja już NIE CHCĘ. Nie będzie trzeciego mopa. Znowu "kocham cię" - nie robi już różnicy. Gdybym odpowiedziała tym samym, jaką mam gwarancję, że za jakiś czas znowu nie usłyszę najwstrętniejszych obelg? Nie tak sobie wyobrażam swoją rodzinę.

Włączyłam Bauhaus. Wyłączyłam. Nawet na to nie mam siły. Kojąco brzmi dźwięk klawesynu. Szukam PR 2 w eterze.

wtorek, sierpień 23, 2005

no i co?

no i pstro
popełniłam w życiu kilka poważnych błędów, ale jak mnie pocieszała kiedyś Ruth "so what? welcome to human race".

Tytuł tym razem w czystym jidisz. Eidel czyli Eidl to żydowskie imię, znaczy "delikatna". Niektóre źródła podają, że posiada germański rdzeń adal oznaczający "szlachetna" i do tej rodziny należy również imię Adela.
Meidl to po prostu dziewczyna. A "in Wunderland" to najzwyczajniej w świecie "w Krainie Czarów". Istnieje tłumaczenie L.Carolla na język żydowski i tytuł brzmi właśnie "Alis in Wunderland" :



A tak na serio, to wcale mi nie do śmiechu. Wcale. Przez kilka dni myślałam, że jest już lepiej. Przez dwa - byłam szczęśliwa. Wystarczyła jedna rozmowa, żebym zrozumiała, że tak już nie można, że to musi być koniec. Tak, nie jestem ideałem. Ale nie pozwolę aby jakikolwiek mężczyzna, a tym bardziej ojciec mojego syna, nazywał mnie gnidą i dziwką. Tata kiedyś powiedział, że kiedy kobieta znająca swoją wartość usłyszy coś takiego - powinna tylko wzruszyć ramionami. Nie reagować. Ona WIE.
A ja wiem, że zasługuję na coś lepszego niż takie epitety.
Na szczęście wczoraj przypomniałam sobie, że moja własna mama jest, jest blisko. Na szczęście miałam się komu wypłakać w pierś.

Efraim, jakby nie zdając sobie sprawy z tego, że przedwczoraj widział swego ojca pierwszy raz od dwóch miesięcy, a wczoraj jego rodzina się rozpadła - śmieje się w głos. I, mój mały Einstein, reaguje radosnym machaniem łapką na prośbę "zrób pa-pa".
Według książeczki zdrowia dziecka tę umiejętność powinien opanować za pięć miesięcy. Jakby nie było - geny ma niezłe.

poniedziałek, sierpień 22, 2005

kubeł zimnej wody

mam nadzieję, że dostanę zapalenia płuc i umrę

straciłam szacunek do siebie
powinnam była zakończyć rozmowę po pierwszym "jesteś dziwką".

hot shot

gorąco, babcia która krzyczy przez ulicę, że dziecko bez skarpetek a ja w swetrze, tym razem Karmi, a potem wydłubywanie malin palcami na obiad.
Tym razem mam wrażenie, że wszystko co się dzieje jest nieszczere, jest kpiną ze mnie, jest teatrem, jest happeningiem. Staliśmy w miejscu idealnym jako scena dla przedstawień awangardowych teatrów, scen offowych i różnych grup wzajemnej adoracji w wygibasach.
A propos, będę miała autograf Sambora Dudzińskiego, w którym kocham się otwarcie odkąd zaśpiewał Modlitwę Okudżawy, a ja potem wysyłałam jej tekst ukochanemu i tak to ładnie się zaczęło. Autograf dostanę, chyba, że Sambor ucieknie z Żubrowiska tudzież dostanie artystycznej depresji i zamknie się w chatce w środku puszczy.

Jestem trochę opalona. Nie noszę tank topów ani szajtla, opalenizna ręki kończy się 7 centymetrów przed łokciem. Krótsza spódnica jest powodem udręki, bo zamiast podkolanówek noszę rajstopy i w sumie wychodzi na to samo. I tak, przyznam się. Założyłam sandały - ale było 35 stopni a ja poszłam w nich z dzieckiem do ogrodu za domem i nikt mnie nie widział.
Tak, 'znormalniałam'.
;-)

di mame ist gegangen

in mark arain oif kroit
ot zi mir zurik gebrach
a meidele fun boid
oi iz dos a meidele
a sheins und a fains
mit die waisse zehnele
a ketzele du mains

di mame iz gegangen
in mark arain oif koiln
ot zi mir zurik gebracht
a meidele fun poiln
oi iz dos a meidele
a sheins und a fains
mit die shwarze eigelech
a ketzele du mains

ich hob gegesn mandelen
ich hob getrinkn vain
ich hob gelibt die meidele
und kon un ir nisht zain
oi is dos a maidele
a sheins und a fains
mit die shwarze eigelech
a ketzele du mains

___

voila, masz czyste jidisz**

śpi

ukołysany w foteliku, z głośnika płynie "salamalejkum szalom, ziom", w brzuchu burczy, nie lubię żółtego Liptona. Mam ochotę na smażoną kiełbasę z cebulą. Królestwo za kiełbasę! Jestem wybredna, poproszę o PMB Białystok, a nóż jeśli niepewny włóż do ziemi w ogródku na dobę. Królestwo jakie dam będzie wielkie, z wieżyczkami w kolorze lilaróż, ja zaś bedę w najwyższej, spuszczę swój warkocz złotobrązowy z doczepianej treski i pozwolę się porwać.

niedziela, sierpień 21, 2005

zdrada

"Ton silence me repousse et m’attire; pour me calmer, je me réfugie auprès de mon Maître dont la philosophie te faisait rire."

Zaczęłam czytać "Le Cinquième Fils" i wydawało mi się, że ten cytat pasuje idealnie. Już nie pasuje. Już nie ma ciszy.
Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Pierwszy mop wylądował na śmietniku, drugi też. Kupimy trzeci - co z nim będzie?
Do trzech razy sztuka. Mop ostatniej szansy. Terapia mopowa.
Synu, kocham cię.

__

Rivka Sari - aż dziw bierze, że to prawda - okazała się misjonarką adwentystów dnia siódmego. Cuda cuda. Jesteśmy oburzone i zniesmaczone. Rivka Sari nas oszukała. Mesjanistka jedna.

maliny

na początek kilka nerwowych słów, kilka łez spłynęło po ledwo muśniętym słońcem policzku. Potem sok z czarnej porzeczki na Mokotowskiej, która robi się trendy, jazzy, freshy albo glamour...Spacer po podwórkach, zaglądanie w okna Róży Thun, biblioteka publiczna i młynkowa kawiarnia. Koktail malinowy o smaku kaszki dla niemowląt i pocałunki nieśmiałe, gorące. Wszystko pachniało, świat wirował, świat pachniał, pachniał....Efraim patrzył mu w oczy głęboko i mądrze, ja patrzyłam na nich i modliłam się wahawuas szulojm bejn isz leisztoj...

Boże mój....proszę.

zmianiaj się

bo ja już tak dalej nie mogę

najbardziej nerwowowe 3 tygodnie w Hajnówce - na szczęście słowo "chrzest" nie padło.
Podejrzenie salomonelli, anemii i licho wie czego jeszcze. Recepty priorytetem i uzupełnianie elektrolitów. "Jedz więcej" mówi babcia na pożegnanie, kolczyki od Jowity, bułka z paprykarzem szczecińskim w torebce foliowej. Nie mam czym umyć rąk w podróży, decyduję się na nie jedzenie.

ja też mam swoje granice, też mam określoną wytrzymałość

3 albo 4 lata temu stwierdzono u mnie, po licznych badaniach, analizach i dokładnym obmacaniu okolic pępka, że cierpię na tzw.zespół jelita nadwrażliwego. Rzecz polega na tym, że jelita w reakacji na stres zaciskają się i rozkurczają na zmianę. Ból cholerny. Sprawa właściwie nieuleczalna - tzn. uleczyć można usuwając z mego życia wszelkie sytuacje nerwowe.
No więc boli.

Agafia

tak miała na imię moja prababcia. Pewno gdyby ją zapytano o narodowość podałaby białoruską. Widziałam ją po raz pierwszy kiedy leżała w trumnie. Ustawiłam się w kolejce, pocałowałam zimne czoło. Miałam z 5-6 lat.
Wasyl, Bazyl, Wasia, jak miękko nazywa go moja babcia. Pojechał kiedyś do szpitala na kontrolę. Okazało się, że trzeba szybko operować wyrostek.Babcia dowiedziała się o tym przypadkowo, zapakowała piżamę dziadka i wsiadła na rower. Kiedy dotarła do szpitala, dziadek już był po zabiegu. Pielęgniarki opowiadały jej, że gdy się wybudzał, powtarzał nieprzytomny "Nadzia, Nadzia"..
Moja babcia ma na imię Nadzieja.
Chciałabym, żeby ktoś kiedyś, wybudzając się z narkozy powtarzał moje imię.



Hajnówka...Hajnówka...ale wróciłam

bordello

było już w miarę OK. Nieśmiałe, pierwsze, na nowo. Czułam się lepiej, bezpieczniej. Wielki Wóz i tęsknię za Tobą. Jest dobrze. Będzie dobrze. Musi być. Wszystko, że się tak wyrażę, zjebała Esterka. zejlig i znowu gdzieś spadłam. Ciemno, coś ciężkiego na klatce piersiowej, nie mogę oddychać z wściekłości. Wbijam paznokcie w wnętrze dłoni. Dlaczego znowu??

poniedziałek, sierpień 01, 2005

piero pazzi



Patrzymy z mamą na to zdjęcie i na naszych policzkach pojawia się rumieniec, śmiejemy się. Tata: czemu się śmiejecie, to coś złego, że sobie chłopak chapnął brzoskwinię?
My: nie, zupełnie nic złego...

Uwielbiam to zdjęcie, gdyby nie zbędny krucyfiks, powiesiłabym na ścianie. I to jest zdjęcie reporterskie!

słonce pali, słońce niszczy

wczoraj: pół kajzerki, pół jogurtu wiśniowego, na obiad spaghetti z pomidorami, między posiłkami czekolada, na kolację jabłko, po którym zaczęło mnie mdlić
wygląda na to, że jednak powtórka

jedziemy jutro rano, może to i lepiej, jeszcze jeden wieczór
nie lubię tej pogody
nie lubię tego dnia
pokłóciłam się dziś nawet z ojcem

nie będę udawać, że nic nie widzę, ale nie będę też jej zastępować . To są ich sprawy, nie moje. Ja tylko obserwuję. Nie mam zamiaru stawać po żadnej ze stron.