piątek, wrzesień 30, 2005

dzika kotka, dzika kaczka

Spłynęło po mnie jak po kaczce, jestem gąską, a jak trzeba to podrapię - gdzieś po Warszawie chodzi ofiara moich pazurków.
Mieczysław Fogg dobry na wszystko, nawet na głupie smsy, a Woody Allen kwituje "jestem stary, ale moja niedojrzałość czyni mnie chłopcem". Z chłopcami się nie zadaję.

A poza tym mam indeks i nie, prosze pana, nie studiuję prawa. Ostatnie drobne na latte z pyszną pianką. Gołębie zjadły Winrycha. Gawron na samochodzie. Amen.

czwartek, wrzesień 29, 2005

rano

-jeśli będziesz rozsądna, będziesz miała wszystko co zechcesz, wiesz skąd?
-sama sobie kupię
-właśnie


-czyli T. uczy mnie, że muszę polegać tylko na sobie, wykorzystać to, że mam dwie ręce i mądry łeb, i patrzeć w przyszłość z nadzieją.

I tak właśnie robię.

studentkam

Mam legitymację UW, śliczną, czarną i własną, własną...Odliczam godziny do poniedziałku - 8.30, "wstęp do hebraistyki" z dr.Tomalem. A potem p.n.j - właściwie cały czas p.n.j., plus historia starożytna, hebrajski biblijny i teksty współczesne. Jestem maksymalnie szczęśliwa.
A poza tym to jednak są studia dwustopniowe! Już mi się marzy, że zrobię licencjat, a potem wyjadę dokształcać się na Uniwersytecie Hebrajskim w Jeruszalaim szel zachaw...
Jutro wpadnę "do Maćka na wydział" jak mawiają niektórzy i może dadzą mi w końcu indeks.

A poza tym poznaję nowych ludzi. "Szczepionka" P. nadal działa, smsy i wiadomości na gronie nie robią wrażenia. Niepotrzebny był zimny prysznic, pomogła kąpiel ;-)

Wczoraj herbata z sąsiadem, który okazał się iranistą, a dziś 'sekundka' która zamieniła się w godzinną rozmowę na chodniku z być-może-przyszłym-wolnym-słuchaczem na hebraistyce. Dostałam materiały do nauki jidysz!
Orientaliści są wszędzie!

środa, wrzesień 28, 2005

szybka notka

jestem szczęśliwa!

wtorek, wrzesień 27, 2005

complete indian meal

Zastanawiałam się, czytając listę zajeć w-f, czy wolę wyładowywać agresję czy wyciszać się.
Uznałam, że najlepiej mnie wycisza dobra lektura. Agresji wyładowywać nie mam jak.
Trochę bałam się judo, karate brzmi tandetnie, kung fu zostawiam innym, a aikido kojarzy mi się z 'waleniem kijami po tyłkach', cytat z córki trenera tego sportu. Wybrałam krav maga jako dyscyplinę nawiązującą do kierunku studiów. Nawiasem mówiąc, rabin na wieść o wybranym kierunku, zażartował "żebyś się nie stała zupełną syjonistką". Z syjonizmu się nie żartuje, rabi, z syjonizmem się walczy.

Wizyta w L.Eclerc. Makaron, Divella oczywiście z dyskretnym 'K' na opakowaniu. A do makaronu nowe odkrycie. Firma "Tasty Bite" proponuje "Sprouts Curry & Basmati Rice" czyli kiełki fasoli mung, ciecierzyca i groszek podduszone z cebulką, imbirem i przyprawami. Na opakowaniu, a jakże, hekszer. Niespodzianka jakże miła, a tego znaczka nie znałam. Zabieram się do gotowania. Na deser melon z Tadżykistanu.

Jutro czas na zupę. Lubię jeść.

I.G.I

Jest szansa, że....Takie moje marzenie "podskórne", spychane gdzieś dalej, ale jednak silne i realne...Jest szansa, że je zrealizuję. Może w przyszłym roku pojadę do Izraela, może za dwa lata. Ale pojadę i zrobię ten kurs, bli neder.
A potem będę mogła pozwolić mężowi, jeśli kiedyś będę go b''h miała, zajmować się tylko tym, co najważniejsze. Będzie mógł studiować, a ja będę mu w tym pomagała wyręczając go w kwestii zarabiania pięniedzy. I uczę się gotować. Cudowna ze mnie kandydatka na żonę.

Miał buty dobrane do paska, skórzana podeszwa. Lubię, kiedy mężczyźni wiedzą, jak się ubrać.
Garnitur nie musi być od Zegny, ale musi być noszony jakby był drugą skórą. I ten kawałek mankietu od koszuli wystający spod rękawa marynarki, nie za duży i nie za mały.
Uwielbiam to...

no nie

nie podoba mi się to, że moja mama czyta tego bloga. Zdecydowanie mi się nie podoba.

A poza tym czuję się jakbym wzięła udział w maratonie warszawskim albo to ja walczyła o ten puchar. Ledwo się poruszam. Ech...gdzie ta kondycja...

poniedziałek, wrzesień 26, 2005

echh...

pogryzione ucho i błysk w oku.
Dobre wiadomości - A. urodziła, A. spodziewa się dziecka.

Zapisałam się na krav maga. Będę umiała obronić się przed napaścią fizyczną, zabiję szczoteczką od tuszu do rzęs. Nadal nie umiem obronić się przed napaścią psychiczną. Uczę się.

Potrzebuję pieniędzy.
Na płytę Klezmatics z Chavą Alberstein. Na zestaw do nauki hebrajskiego dla syna - "L'Todat Tefila - The New Siddur Program for Hebrew and Heritage".

Przyjechał gość z Izraela. "Wyglądasz jak z Bnei Brak". Uznałam to za komplement.

"o rany..."

wyszeptał, a ja wiedziałam, że wygrałam, że znowu wezmę to, na co mam ochotę.
Za tydzień zawody o puchar Polski, a trening bardzo wyczerpujący. Obyło się bez siniaków, czuję obrażenia wewnętrzne i bardzo dużo zadowolenia z siebie. I wdzięczności do losu za to, że podsuwa mi lekarstwa wtedy, gdy ich najbardziej potrzebuję.
"powiedz coś o tej książce, ale tak, jak ty to potrafisz" poprosił, więc z lekką zadyszką, popijając zimne mleko i odklejając z czoła mokre włosy zrobiłam krótką analizę porównawczą powieści wpisujących się w nurt literatury obozowej. Dawno nikt nie słuchał mnie z taką uwagą i nie patrzył na mnie w ten sposób. W tle Kanye West z, a jakby inaczej, "Diamonds from Sierra Leone".
A potem gorąca kąpiel, trochę żartów i spacer pod gwiazdami.

"ulecz nas, a będziemy uleczeni"

sobota, wrzesień 24, 2005

hmmm

Słodycz Szabatu nie była aż tak obezwładniająca, bym zapomniała o tym, co gorzkie. Na języku, jak ziarenko pieprzu rozgryzione, cały czas piecze i pali. Moja emuna nie jest jeszcze taka, jaką być powinna. Nie jestem jeszcze tak blisko, jak bym chciała. Za bardzo pochłonięta jestem sprawami przyziemnymi. Za dużo myślę o tym, co mnie wyniszcza zamiast skupić się na rzeczach, które mnie umocnią.
Nie umiem, po prostu nie umiem. Jestem na to za słaba, albo sobie tę słabość wmawiam, usprawiedliwiając się.
Ten Miechów mnie po prostu rozwalił. Totalnie. Ciągle o tym myślę i ciągle kończy się tak samo.
Ten palant nie zasłużył na to, bym ciągle go kochała.

piątek, wrzesień 23, 2005

jak długo jeszcze

będę to robiła? jak długo jeszcze? czekam aż O. założy mi blokadę - nie będę mogła wejść na tę stronę.
sama nie mam tyle samozaparcia, ciągle to robię, kończy się zawsze tak samo.
nie do twarzy mi ze łzami, nie do twarzy z papierosem, nie do twarzy z tą miłością.

___

Zobaczysz,
jeszcze z tego wybrnę,
nie będzie dziury w niebie,
pamięć -
jak szybę -
wytrę...
Niech no tylko
przyjdę do siebie.

Wystarczy jedna chwilka,
wystarczy jeden gest,
a przyjdę, przyjdę do siebie...
Lecz gdzie to?
Gdzie to jest?

Zobaczysz,
zajdę ja daleko -
we włosach złoty grzebień...
dłonie,
jak białe mleko...
Niech no tylko
przyjdę do siebie.

W jesieni lustrze bladym
zastygnie strużka łez,
i przyjdę, przyjdę do siebie...
Lecz gdzie to?
Gdzie to jest?

Zobaczysz,
jeszcze mnie zawołasz,
jaj ja wołałam ciebie...
Przerwiesz
daleki wojaż,
za hamulec
szarpniesz w potrzebie...

Wystarczy jedno słowo,
wystarczy jeden gest,
i przyjdę, przyjdę do ciebie
Lecz kto to?
Kto to jest?

czwartek, wrzesień 22, 2005

jesienne smaki

Robi się to tak:
Liście rukoli w ilości dowolnej, feta kruszona palcami (wege jest zdaje się tylko od Mlekovity), gruszka pokrojona byle jak, w plasterki, kostkę, wielokąty - jak noż będzie chodził. Trochę oliwy z oliwek i soku z cytryny.
Obiad i kolacja dziś, rozkosz.

Ostatnie kilka godzin lata. Ostatnie tygodnie tego roku. Czas na podsumowanie, czas na naprawę.
Zdjęcia w "Dos Jidysze Wort" nadal robią wrażenie. Pamiętając o zbliżających się Jomim Noraim uczę się obojętności.
Z prozy codziennej - kupiłam sobie podkład L'Oreal. Namaluję sobie twarz w kolorze ivory rose. Będę jeszcze piękniejsza, jeśli to w ogóle możliwe. ;-)
To miłe, kiedy oglądają się za mną mężczyźni. Ale kiedy faceci pchający wózki z progeniturą uśmiechają się do mnie - jestem zaniepokojona.

______
obejrzałam swoje statystyki. mój blog jest odwiedzany przez kogoś z domeny .gov [rządowe, USA] oraz .mil [wojskowe, USA]. Aż strach się bać ;-]

Osiecka

czytana o pierwszej w nocy smakuje inaczej.
Kryzys zażegnany.
____________________

Są takie noce
od innych łaskawsze,
kiedy się wolno wygłupić,
wolno powtarzać "nigdy" i "zawsze",
wolno słowami się upić,
tylko nie wolno tej nocy pod różą
okraść, okłamać, oszukać,
bo się już będzie
odtąd na próżno
bezsennej nocy tej szukać...

Szukam wiatru w polu,
zapomnianych słów,
śladu łez w kąkolu,
przedwczorajszych bzów.
Szukam wiatru w polu,
jak to trwa i trwa,
chociaż oczy bolą,
szukam w niebie dna...

Są takie noce
od innych ciemniejsze,
kiedy się wolno rozpłakać,
wolno powtarzać słowa najświętsze,
mówić o wróżbach i znakach,
tylko nie wolno tej nocy pod różą
okraść, okłamać, oszukać,
bo się już będzie
odtąd na próżno
bezsennej nocy tej szukać....

Szukam wiatru w polu,
zapomnianych słów,
śladu łez w kąkolu,
przedwczorajszych bzów.
Szukam wiatru w polu,
jak to trwa i trwa,
chociaż oczy bolą,
szukam w niebie dna...

środa, wrzesień 21, 2005

czy

piliście kiedyś wódkę z gwinta, tak jednym haustem?
ja piłam, przed chwilą.
niech mnie ktoś teraz dobije
proszę
proszę
proszę

kuuuuuuuurwaaaaaaa

wtorek, wrzesień 20, 2005

piękna

Widziałam dziś piękną kobietę. Czarne włosy, ciemne brwi jak skrzydła kruków, kobiece ciało i piękne oczy. I ta twarz! Patrzyłam na nią jak zaczarowana, w pewnym momencie zrobiło mi się aż głupio. Piękna, po prostu piękna. Z czteromiesięcznym chłopcem na rękach który zaczepiał mojego. Ach, gdybym była mężczyzną.

Kawa, czekolada z rodzynkami i orzechami. Uczę się zarabiać pieniądze tu.
Brakuje mi "podniet intelektualnych" jak określiła to A. Coś w tym jest. Heschel puszcza oko z półki.

poniedziałek, wrzesień 19, 2005

די גאלדענע פאװע

Słucham, staję się spokojniejsza. Trzy zdjęcia. W biegu za piłką, na cmentarzu i z palcami w farbie. Dotknięcia, zapach fotografii wciągnięty z westchnieniem jakby była to woń męskiej skóry.
Kolejny dzień miesiączki. Jakoś się trzymam. Nie wysłałam smsa, nie napisałam maila.

Iz di goldene pawe geflojgn, geflojgn.
Un di nacht hot geefnet di goldene ojgn,
lichtiker majner, szlof ajn.

Di nacht hot geefnet di goldene ojgn,
bin ich fidl geworn un du der bojgn,
umruiker majner, szlof ajn.

Bin ich fidl geworn un du der bojgn,
un doz glik iber undz hot farlibt zich gebojgn,
certlecher majner, szlof ajn.

Un dos glik iber undz hot farlibt zich gebojgn,
gelozt undz alejn un farflojgn, farflojgn,
trojeriker majner, szlof ajn.

hormony

Najpierw poczyniły spustoszenia na mojej twarzy. Potem w głowie.
Tuląc się do snu pomyślałam o nim. Zatęskniłam, zwinęłam się w kłębek. Mokre oczy i gonitwa myśli. Jednak?...Jeszcze?..."...nie widziałam cię już od miesiąca...". Powiedziałam TO na głos. Zasnęłam z bólem głowy i brzucha.
Rano dostałam okres, odetchnęłam z ulgą. To były tylko hormony. To nic nie znaczyło. Zrobiłam mocniejszy makijaż, zmazałam fluidem cienie pod oczami.
Wieczorem wszystko wróciło. Zdjęcie wyciągnięte z szuflady, obrazek przedstawiający domek, laurka czerwcowa. Powinnam była to wszystko wyrzucić, a chowam jak relikwie.
Boję się dziś kłaść do łóżka.
Nie lubię miesiączkować.

sobota, wrzesień 17, 2005

doświadczenie

Podpowiada mi.
Po pierwsze, patrzeć na rękę. Prawą. Jeśli nie ma obrączki pytać gdzie ją schował. Jeśli mówi, że jest w stanie wolnym, pytać czy rozwiedziony. Jeśli rozwiedziony, znaczy że istnieje szansa 1:2 że facet ma feler. Jeśli kawaler, istotnym pytaniem jest czy mieszka z matką. Jeśli mieszka z matką to najpewniej ma jakiś defekt. On, nie matka. Jeśli nie mieszka z matką, warto wypytać o stosunek do mężczyzn. Jeśli stosunek ma ciepły, szukać dalej.
Po drugie, pytać o umiejętność gotowania. Jeśli mówi, że świetnie gotuje, oznacza to najpewniej, że umiejętność tę nabył przymusowo. Oznacza to, że być może pochodzi z rodziny niepełnej tudzież rozpadającej się. Może mieć jakiś defekt, skrzywienie albo coś w tym stylu. Szukać dalej.
Po trzecie, patrzeć na buty. Brudne buty - nie dba o nie. Nie umie zadbać o buty - nie zadba o kobietę. Szukać dalej.
Po czwarte, nie brać się za rówieśnika. Przestraszy się. Nie poradzi sobie. Po prostu.


Nie szukam. Sam mnie znajdzie.

git woch

Sok winogronowy słodki i klejący, czekoladki psują cerę. Dzień zimny, wilgotny, cichy. Parsza pełna praw, Dessler inspirujący. Za plecami Raszi, szepcze swe refleksje prosto do ucha. Niedługo je zrozumiem.

Czas wybrać się do vis a vis, pożegnać lato rozgrzewającym trunkiem. I nie zapomnieć tym razem długopisu, a nieśmiałość zostawić w domu.

piątek, wrzesień 16, 2005

jesień

Jesień prawdziwa, mokra, przyklejająca wilgotne, nadgniłe liście do podeszw butów. Na terenie kampusu drewniane ławki, nie poniszczone, nie połamane. Czyżby studenci Uniwersytetu czuli szacunek wobec przedmiotów?

Pobudka o 7 rano. Wcześnie, ale nie za wcześnie. Chwila wdychania zapachu ciepłego karczka i gorący prysznic. Rozmowa z rabinem. Chyba czegoś nie zrozumiałam. Ale, ale...jeśli jest tak jak myślę, to jest bardzo dobrze. Jest nadzieja, jest zrozumienie. Trochę żalu, spojrzenie w przyszłość.
Na babińcu wystawa zdjęć Tomaszewskiego. Fotografie ludzi o których tyle słyszałam, ludzi, którzy w większości już odeszli. Połamane kawałki macy w podwarszawskiej wsi. Pokolenie, które było mostem.

Dobrego Szabatu.

czwartek, wrzesień 15, 2005

stare swetry

Twarz pokryta efektami burzy hormonalnej, W. zaprasza na kawę. Po krótkim namyśle zgadzam się, jemu mogę się tak pokazać. Wczoraj pytał czy miałam cesarkę, "masz takie wąskie biodra". Zdecydowanie za długo się nie widzieliśmy...
Kawa z mleczną pianką w Mercer's. Stoliki zajęte przez piękną młodzież. Pachnącą, wyluzowaną, z markowymi papierosami, błyskiem w oku, kreującą się na indywidualności. Siedzimy między nimi, śmiejemy się do siebie. Stara bluza i kardigan sprzed pięciu sezonów, niemodne zainteresowania i poglądy. Rozmawiamy, oceniamy się nawzajem. Pozytywnie, z pobłażaniem. Teraz możemy, nic już nie musimy. Opieram się na miękkiej kanapie, wyciągam nogi i trącam jego kostkę. Temperatura pozostaje bez zmian. Mówię, "mam do tego męskie podejście, czy to źle?". Umie spojrzeć na mnie trzeźwo, odpowiada po chwili "jeśli tylko tego potrzebujesz, to jest okay". Chłopak w wieku mojego brata, na pierwszy rzut oka widać, że BCBG, pyta grupę panienek czy może się przysiąść.
Obserwujemy ich czując się staro.

środa, wrzesień 14, 2005

lektury

Przeczytałam "Samotność w sieci". Pocieszam się, że czytałam albo na spacerze, albo w wannie i tak naprawdę to nie marnowałam czasu. Książka okropna. Po prostu okropna. Im dalej tym gorzej, coś jak połączenie "Życia na gorąco" lub "Faktu" z Harlequinem. Tandeta i granie na emocjach. Romans księdza z zakonnicą, niesłysząca piękność ginąca dzień przed operacją, miłość przez internet i niedoszły samobójca. Brr.
Dla uspokojenia się sięgnęłam po "Blaszany bębenek". Od pierwszych stron widać, jaka przepaść dzieli te książki. Teraz czytam przed snem podjadając czekoladki i jest mi cudownie.

Amber by Prada

"Elite" rozsypane w torebce między saszetkami z cukrem trzcinowym i zużytymi biletami. Obdrapane kolana, ramiona smaruję balsamem Dove o duszącym zapachu perfum. Czerwone majtki lądują w szufladzie, SLD rezygnuje z wystawiania kandydata w wyborach prezydenckich.

wtorek, wrzesień 13, 2005

świat

oglądam w całej jego ostrości, na nosie nowe okulary minus trzy i pół dioptrii, klasyka i elegancja. Espresso w Hyatt i stopy w starych butach chowane w fałdach długiej spódnicy. Smak wielkiego świata w wodzie Evian, dziecina w czapeczce Baby Gap kupionej na ciuchach za 5 złotych, burżuazja z odzysku.

Najpierw but na prawą stopę, potem na lewą. Wiązanie sznurówek od lewej do prawej. Potem mycie dłoni, po trzykroć każda począwszy od prawej. Czystość odzyskana.

sobota, wrzesień 10, 2005

psyche kontra soma

Wczoraj popołudniowa rozmowa. Maksymalne podbudowanie i sporo stresu. Podbudowanie ze względu na mnie i moją sytuację. Stres spowodowany troską o O. Dałam M. kilka pomysłów, mam nadzieję, że się uda. Że pomożemy.

Zasnęłam o 22. Dziwne. Ostatnio cierpiałam na bezsenność. Ostatnio, czyli przez jakieś 2 miesiące. Cały dzień boli mnie głowa, mam wypieki (całkiem mi w nich do twarzy), jest mi gorąco i mam zapuchniętą twarz (w tym mi zdecydowanie nie do twarzy). Chciało mi się płakać, nadal chce, a to u mnie jeden z podstawowych objawów infekcji. Po Szabacie zmierzyłam temperaturę (37 st.C) i ciśnienie (120/80) oraz puls (102/min.). Puls zdecydowanie za wysoki jak na wysiłek polegający na zjedzeniu kanapki i zdjęciu aparatu do mierzenia ciśnienia z lodówki.
Hormony? myślę. Alergia! mówi tata. A mama obwieszcza na pewno przeziębienie!
Mutacja grypy z alergią -
powinien dodać mały.

Czy leci z nami lekarz?

piątek, wrzesień 09, 2005

kawa kawusia kochana (Mumio)

Dobrze podane espresso to perfekcyjny początek dnia. Na drewnianej podstawce, z jednej strony filiżanka, na spodeczku trzy migdałowe ciasteczka, z drugiej strony szklanka wody mineralnej. Nic dodać, nic ująć.
I lektura do kawy. Tym razem teksty piosenek Charlotte Gainsbourg.
Na przykład takie słowa:


Don't forget to forget me
Yes forget me
Souviens-toi de m'oublier
C'en est assez

Don't forget to forget me
And forgive me
Comprends bien que nos tracés
Sont effacés

Don't forget to forget me
Yes forget me
Souviens-toi de m'oublier
C'en est assez

Don't forget to forget me
And forgive me
Jour ou l'autre il faut payer
Ou pardonner

Don't forget to forget me
Yes forget me
Souviens-toi de m'oublier
Tu es dépassé

Don't forget to forget me
And forgive me
Sur Shade sur Bill Haley
Dégage, allez

Don't forget to forget me
Yes forget me
Souviens-toi de m'oublier
C'en est assez
____

Odwiedziłam perfumerię. Niestety, dostaję zbyt drogie prezenty. Moja Jil Sander kosztuje, w małej wersji, 240 zł. Albo wrócę do Sephora Brown za 60 zł, albo zasugeruję ciotce jaki chcę prezent tym razem ;-)
Oglądałam katalog z męskimi zegarkami firmy Schaffhausen. Wskazałam ten, który podobał mi się najbardziej. Zbyt burżujski mam gust, cena zegarka wynosiła 160 tysięcy. Euro. Chciałabym, żeby było mnie kiedyś stać na pasek od tego zegarka..
____

Poznaje się w biedzie. Przyjaciół.
W kolejności alfabetycznej.
Ania, Elie, Malwina, Ola, Ula...Od wczoraj też Chana. 5 kobiet i jeden mężczyzna. Gdzieś daleko Rafał i Ezra.
Dobrze, dobrze ich mieć. Dziękuję.

czwartek, wrzesień 08, 2005

Canneberes sechees

Jem właśnie suszone żurawiny, prosto z Kanady, prosto z Quebec. Chyba tam kiedyś wyemigruję.
A żurawiny są pyszne, na opakowaniu jest hekszer którego nie znam, połączone M i K.

Będę miała w tym roku około 10 godzin hebrajskiego w tygodniu. Cieszę się.
Raz na jakiś czas sięgam po mój pierwszy sidur, małego Art Scrolla, i czytam tłumaczenia modlitw. Wczoraj padło na Szma wieczorne. Modlitwę którą odmawia się przed snem, w której powierza się swoją duszę Bogu.
Zaczęłam czytać i już od pierwszego fragmentu, pierwszych zdań, zrozumiałam, jak ważna jest nauka loszon hakojdesz.
Pierwsza część Szma al hamita mówi o wybaczeniu. O wybaczeniu wszystkim którzy nas skrzywdzili tego dnia, w jakikolwiek sposób. Zawiera prośbę, by nikt nie został ukarany z naszego powodu.
Nie wiem czemu zmawiam tę modlitwę dopiero od niedawna. 3 tygodnie? Mniej? Ale już czuję jej działanie, już czuję jej wpływ. I jeszcze bardziej rozumiem te słowa:

"Prayer does not change G-d's mind. Prayer changes our soul. When that becomes clear, we begin to understand that the Source of blessing is the greatest blessing of all."

oczy

mówi, że się nimi "zachwyca". To miłe. Efekt jest taki, że wykręca mi ręce i robi zdjęcia. A potem umieszcza je w internecie. Czyli gdzieś te moje oczy można znaleźć.
Czuję się, jak mężczyzna. Nie mam wyrzutów sumienia, nie mam kaca moralnego. Przeszłam nad tym do porządku dziennego. Nie miałabym problemu z re-play'em.
Ma takie oczy, że przeciwnicy się go boją. Też bym się bała.






wieści z placu boju.
ten najdorodniejszy, który żółknie, ma długość 10 cm a w najszerszym miejscu 5 cm. Imponujące. Nigdy czegoś takiego nie miałam, dlatego się tak ekscytuję ;-)

środa, wrzesień 07, 2005

vis a vis

słucham Schuberta. Lubię Schuberta.
Tym razem nie zielona herbata, a kawa z cytryną. Uniósł brew, uśmiechnął się i podał w ślicznej filiżance (jak on się uśmiecha, ciasteczko). Wiatr rozwiewał moje włosy i było tak ślicznie.


Siniaki zielenieją, a odzież nie piszę się "odzierz", my dear.

wtorek, wrzesień 06, 2005

"poczkaj poczkaj

powiem mamie,
żeś fartuszek podarł na mie"

jakoś ta przyśpiewka za mną chodzi. Od wczoraj.

Wyglądam na 17 lat, jeżdżę na bilecie szkolnym i kupiłam sobie klasyczne czarne czółenka z miękkiej skóry. Bardzo są ładne i właściwie pourquoi pas? Wyszłam z domu o 22 i nie musiałam pytać o zgodę. Chyba coś przegapiłam przez te dwa lata mieszkania z dala od rodziców. Wróciłam po północy, a rano dostałam gorącą kawę, i pytanie zaciekawionej mamy "z kim się spotkałaś?" a nie wymówki. Chociaż cały czas czuję się jakbym miała 17 lat - może dlatego, że tyle miałam wyprowadzając się od rodziców? Umknęły mi te lata. Młody ma wystające kości policzkowe, ponad 180 cm wzrostu i już nie jest moim małym braciszkiem. A ja jestem dorosła i to od jakiegoś czasu. Kiedy to się stało?


a z tymi siniakami to nie jest jednak taka prosta sprawa. wyglądam jak ofiara napaści i ledwo się ruszam. są wypukłe, fioletowe, trochę też purpurowe i mają kropeczki. zachciało mi się głupawych rozrywek, ech... ;-)


I tylko taką mnie ścieżką poprowadź,
gdzie śmieją się śmiechy w ciemności
i gdzie muzyka gra, muzyka gra.
...nie daj mi, Boże, broń Boże, skosztować
tak zwanej życiowej mądrości,
dopóki życie trwa,
póki życie trwa.

Dom Sztuki

zdegradowany, zbeszczeszczony.
Potwierdza się moja teoria, że nic nie jest bardziej interesujące niż intelekt. Kilka kropli perfum dopełnia efektu. Jil, stara, dobra Jil...
Mam kilka otarć i siniaków, terapia bolesna acz skuteczna.


a i tak lubię ten ból

poniedziałek, wrzesień 05, 2005

boooli

mnie pod żebrami...

Wizyta w "Arkadii" męcząca ale owocna. Uroczy lampionik z Duki /obity różową tkaniną haftowaną wypukło w kwiaty jak z Cottonfield/- po prostu nie mogłam się powstrzymać, wygrzebałam drobne z torebki i stałam się jego właścicielką. Spódnica na jesień, zielona, długa i bez rozcięcia - ewenement w polskich sklepach, czy miałam wybór? Do kompletu brązowa bluzka i już osiągam perfekcyjną nijakość w której tak mi do twarzy.
(ostatnio założyłam granatową długą spódnicę, jasną podkoszulkę i na nią koszulę w błękitne prążki, rękaw 3/4, do tego jasne buty. Włosy w koński ogon, zegarek, kolczyki. Idealna bezbarwność na tle młodej Warszawki. Musiałam zmienić krzesło w kawiarni, tak denerwowali mnie przyglądający mi się mężczyźni. Coś w tym jest. )
O 19 zreflektowałam się że moim ostatnim posiłkiem było Kinder Bueno do kawy o 14, a wcześniej śniadanie (pasztet, pasztet, pasztet!). I nie umarłam z głodu. Ciekawe ile to w sumie kalorii.

Rozmowa z H. "kobiety mają wiele siły, wierz mi".

Lubię pisać takie puste notatki. Odprężają.

cyt cyt...

W splątanym gaju rąk i nóg
szepczemy słowa święte,
jak szeptał kiedyś Młody Bóg
bogini niepojętej.
Ole, ole, ole, ola, oli,
bogini niepojętej.
Ole, ole, ole, ola, oli,
bogini niepojętej.

W czerwonym żarze rzewnych żądz
płoniemy jak pochodnie
i opadamy w niebo,
śniąc niewinnie i łagodnie.
Cyt, cyt, cyt,
niewinnie i łagodnie.
Cyt, cyt, cyt,
niewinnie i łagodnie.

W żałobnym chłodzie znanych ust
szukamy pocieszenia,
słuchając, jak nam stygnie puls
i mylą się znaczenia.
To nic, to nic, to nic,
to mylą się znaczenia.
To nic, to nic, to nic,
to mylą się znaczenia.

Dopóki demon smutku śpi,
niech żyją młode żądze.
Dopóki życie w nas się tli,
dopóki są pieniądze.
Ole, ole, ole, ola, oli,
dopóki są pieniądze.
Ole, ole, ole, ola, oli,
dopóki są pieniądze.
Ole, ole, ole, ola, oli,
dopóki są pieniądze.

Ole, ole, ole, ola, oli,
niech żyją młode żądze
Cyt, cyt, cyt,
dopóki są pieniądze.
Ole, ole, ole, ola, oli,
niech żyją młode żądze.
Ole, ole, ole, ola, oli,
dopóki są pieniądze.
To nic, to nic, to nic,
niech żyją młode żądze.

___

lubię siebie rano po takim wieczorze. Lubię moje czerwone usta, rumieńce i błyszczące oczy. Lubię moje długie, potargane włosy pachnące Jil Sander Pure i sińce pod oczami. Rozmazany makijaż, bo komu by się chciało go zmywać...
___

Trafił za pierwszym razem. "Żabko" - tak do mnie jeszcze nikt nie mówił.

__

Nie LPR tylko PO.

niedziela, wrzesień 04, 2005

jutro

Rozmawiałam z P. Ucieszył się, powiedział słodko "łączę się w samotności", z daleka pogłaskał po głowie i puścił oko. P....taki dobry, normalny człowiek. O niewielu osobach mogę powiedzieć tak na pewno, że są dobrzy. O nim mogę. Niedługo będzie 5 rocznica naszej znajomości. Może spędzimy ją razem? P. spytał kiedy wreszcie go odwiedzę. Pomyślimy - odpowiedziałam. Myśl intensywnie - dodał na pożegnanie. Za dwa tygodnie do niego jadę.
Gdyby kazano mi wybrać mężczyznę, który okazał mi maksymalny szacunek i wyjść za niego - bez wachania wskazałabym na P.
To był wrzesień 2001. Powiedział coś, po czym chciałam go zabić, a przynajmniej ciężko poturbować. Powiedział "mamy na to jeszcze czas". Byłam taka młodziutka, on miał 25 lat i był ode mnie mądrzejszy. Teraz sama trochę zmądrzałam i bedę mu za to zdanie i za jego postawę wdzięczna do końca życia.

__
M. cytuje zdanie z filmu "smsy to smycz emocjonalna na którą złapie się każda kobieta". Mój Boże, jaka to prawda! Chciałabym, by ON, ten jedyny - nie pisał do mnie słodkich smsów tylko dzwonił. Po prostu. To taka różnica.

wieczorem

w moim pokoju pachnie jaśminem. Podlewam biały storczyk stojący na parapecie. Gaszę światło. Muzyka koi, muzyka usypia.

Posłuchaj pan, panie podróżny,
co się zdarzyło na Próżnej:
Żyła tam Jagna, dobra i czysta,
i chodził do niej Jan kancelista,
akurat to była niedziela,
kręciła się karuzela.
Zabrał tam Jagnę kochanek czuły
i całkiem zmącił jej miły umysł.

Oczy tej małej jak dwa błękity,
myśli tej małej - białe zeszyty.
A on był dla niej jak młody bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł.

A lato, jak bywa w Warszawie,
młodym slużyło łaskawie.
On ją zabierał nieraz na łódki,
a ona jego leczyła smutki.
Posłuchaj pan, panie wędrowny:
nastał ten dzień niewymowny,
odszedł bez słowa kochanek podły,
na nic się zdały płacz jej i modły.

Oczy tej małej jak dwa błękity,
myśli tej małej - białe zeszyty.
A on był dla niej jak młody bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł.

Pociągi odchodzą i statki,
ona nie wróci do matki.
Kto by uwierzył w całym Makowie,
że dla niej światem był jeden człowiek.
Przez niego więc siebie zabiła
ta, co z miłości tańczyła.
Bóg jej wybaczył czyny sercowe
i lody podał jej malinowe.

Oczy tej małej jak dwa błękity,
myśli tej małej - białe zeszyty.
A on był dla niej więcej niż Bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł.

Posłuchaj, niewierny kochanku,
co nienawidzisz poranków:
wróci jeszcze do ciebie ta trumna,
gdzie leży twoja kochanka dumna.
Bo taki, co kochać nie umie,
przegra - choć wszystko rozumie.
Bóg cię pokaże swą nieczułością
za to, żeś gardził ludzką miłością.

Oczy tej małej jak dwa błękity,
myśli tej małej - białe zeszyty.
A tyś był dla niej więcej niż Bóg,
pokłoń się do jej martwych nóg.

skłamałam

to robi wrażenie, to boli. Nawet jeśli to kłamstwo, jeśli to nieprawda. Nawet jeśli J. nie stanie pod chupą z żadną kobietą.
Cel został osiągnięty. Brawo. Gratulacje. Umie pan zadawać ból.

ale to ja miałam być
to ze mną
przecież mi to obiecał
że kiedyś, kiedyś....

za co? za co do cholery? za co się mnie tak traktuje? za miłość? za moją psią miłość??
dlaczego to tak boli??

hmm

wkurza mnie ten pyskaty dupek, mocny w gębie, któremu się wydaje, że jak pisze "zapraszam na chupę" to to na mnie zrobi wrażenie.
Ojciec mojego dziecka po naszym pierwszy pocałunku nadal mieszkał ze swoją żoną i trójką dzieci. O których, notabene, dowiedziałam się po tym miłym fakcie i nie od niego. Ojciec mojego dziecka nie wyprowadził się od żony, tylko został przez nią wyrzucony z domu po ponad pół roku naszego związku. Nie poczynił żadnych kroków w celu rozwodu - ani wtedy, gdy z nim zamieszkałam, ani wtedy, gdy zaszłam w ciążę, ani wtedy, gdy urodził się nasz syn. Formalnie nadal jest mężem innej kobiety. Od ponad 2 miesięcy nie zainteresował się swoim synem. Nie wie jak się czuje, widział go dwa razy /bo ja zorganizowałam spotkanie/. Nie wpadł na to, że moi rodzice nie mają obowiązku utrzymywać wnuka. I cały czas twierdzi, że zależy mu tylko na dziecku. Na które nie dał ani grosza (odkąd mały się urodził nawet lekarstwa dla niego kupowali moi rodzice). Za którym zdaje się nie tęskni, bo kiedy się spotkaliśmy zamiast zająć się synem, którego tyle nie widział - zajął się opieprzaniem mnie i terroryzowaniem.

I nie robi na mnie wrażenia to, że zamieszcza na swoim blogu zdjęcia jakichś panienek, że prosi o zwrot getu, że zaprasza na swój ślub żydowski itd.
Robi na mnie wrażenie to, że ktoś kto był moim największym przyjacielem stał się (albo okazał) taką świnią.

sobota, wrzesień 03, 2005

a teraz

coś dla mnie. dla normalnych ludzi. dla ludzi. no właśnie...

Na jasnofioletowych ścianach mojego pokoju pojawiły się ostatnio trzy gwoździe. Na pierwszym zawisł "punkowy" portret Józefa Piłsudzkiego zatytułowany "Psycho-Ziuk". Na drugim, w złotej, starej i ozdobnej ramie, zawisło kryształowe lustro. A na trzecim reprodukcja obrazu Iwana Ajwazowskiego, obrazu, którego zawsze się bałam, a teraz sama poprosiłam, by zawisł koło biurka. Płonący, tonący statek i wzburzone morze. Piękny to obraz.
Biórko jest właściwie sekretarzykiem, kupionym dawno temu w Desie czy Cepelii. Bardzo to ładny i kobiecy mebel. Krzesło a la Ludwik XVI dopełnia całości. Na jednej ścianie szafa z mleczną szybą w drzwiach. Na przeciw ściana z oknem, po dwóch jego stronach regały z książkami. I wersalka, na przeciw sekretarzyka. Wersalka, na której sypiam wtulona w ciepły i pachnący karczek. Koło sekretarzyka dziecięce łóżeczko i szafka z oliwkami. Taki właśnie jest mój Wunderland. Moja prywatna oaza.



Muslimah...Nie, to tylko poza, teatr, zabawa z aparatem fotograficznym. Lubię zasłaniać włosy, owszem. Mam nadzieję, że kiedyś "ogoli główkę mą" jakiś dobry i normalny człowiek.
A islam...to nie dla mnie. Złapałam już hot-line. Mam już swoją drogę.
I to jedna z dwóch najważniejszych w moim życiu rzeczy, jakie dał mi Jakub.

kilka słów po Szabacie

git woch wszystkim czytającym, szczególne pozdrowienia dla psychologów, psychiatrów itp. którzy zajmują się analizą mojego bloga! Zawsze chciałam służyć medycynie. Religia nie pozwala mi na oddanie swego ciała po śmierci dla studentów AM, ale dzięki pomocy Jakuba mogę pomagać już teraz.

Mili studenci! Przede wszystkim uczcie się, jak mężczyzna, którego się kocha i uwielbia może zrobić z siebie wroga. Uczcie się jak być anty-ojcem. Uczcie się i notujcie pilnie jak po mistrzowsku gnoi się i szmaci zakochaną kobietę. Nie przeoczcie niczego. Wzgardzonej i podeptanej miłości, braku szacunku, zapomnienia o tym, że ma się dziecko, wyzwisk i obelg. Niech was moje łzy pieką jak sól sypana na rany, niech wam się mój skowyt śni po nocach. Wycie zranionego zwierzęcia - bo tak wyje kobieta, która została zmuszona do odejścia. Kobieta, która kocha i nie może wrócić. Kobieta, która sprzedałaby się diabłu, by ON był takim, jakiego poznała i pokochała.

Szkiełko i oko...
gówno!
________
dla tych, którzy notatki nie rozumieją załączam jeden z komentarzy na blogu Jakuba, napisany przez niejakiego Andrzeja (pozdrawiamy!):

"Zabierz rodzinę i przyjeżdżaj.
Zbekapowałem wasze dwa piękne blogi. Dam młodym do analizy na ćwiczenia. Tylko bez nerwów. Tak jak ci mówiłem, to że jestem doktorem, nie znaczy że jestem lekarzem z "otwartą praktyką". My naukowcy działamy czasem trochę jak paparazzi:) Swoją drogą nie omieszkamy wpaść do Maćka na wydział i oberzeć sobie panienkę.
Uwaga do ciebie - za dużo nerwów i agresji. Wyluzuj. Ale decyzja "życiowa" - słuszna, zresztą nie miałeś wyboru, więc to żaden powód do chwały.
Nikt cię nie będzie rozliczał ze ślepoty, ale zrobiłeś jeden poważny błąd:
takich kobiet się nie zapładnia!
Teraz stary, ...one way.
Powodzenia!"

*Maciek to oczywiście Maciej Tomal :) a panienka to ja.

piątek, wrzesień 02, 2005

refleksje przedszabatowe

T. zasugerował, że za każdy dzień w tym bagnie powinnam odsiedzieć dzień w mykwie. Coś w tym jest. Koszerowanie mózgu. Oczyszczenie totalne z mentalnej tumy - tego mi trzeba. Czuję się jakbym kąpała się w świńskiej krwi, tarzała w padlinie, w martwych krewetkach, w pancernikach...
Pancernikach?? I jeszcze foki :))))

Mumio, kochane Mumio, zawsze w porę, zawsze poprawia nastrój :)

czwartek, wrzesień 01, 2005

wrzesień

ktoś tu i tam nie wywiązuje się z podstawowych obowiązków, a jutro 3 rocznica zaufania. Spróbuję zagłuszyć ją innym smakiem.

Nowy miesiąc, nowy limit na karcie. Do domu dociera platynowa, ciekawe, jaki kolor będzie miał plastik. W portfelu 3,50. Magiczne "czypieńdziesiąt", jak ja tęsknię za szkołą. Za miesiąc mityczny wręcz Tomal spojrzy na listę nazwisk i odczyta pesele. Dwa są najciekawsze, będziemy chichotać pod ławką.

Wczoraj bałam się swego wybuchu śmiechu. Niekontrolowanego, głośnego. Zdarzał mi się na lekcjach, gdy wpadł mi w oko nauczyciel, a ja śmiałam się sama z siebie. Zdarzał się w kościele, gdy siedziałam w pierwszej ławce, a kazanie prawił katecheta pachnący Fahrenheitem. Ach, te nasze rozmowy po lekcjach. Zdarzyć się może w każdej chwili, ale jesteśmy dorośli i uczymy się kontrolować emocje. Oczywiście, tylko niektóre.