skąd?
Ona już ma, już ma taką pewność,
o którą wszystkim wam chodzi.
Zasypia bez żadnych proszków, wino w lodówce się chłodzi.
A więc to jest tak? To takie uczucie?
Trochę się tego boję. Ba! Bardzo się boję! Za dużo mogę stracić.
Ale to nowe, nieznane wcześniej uczucie daje mi tyle szczęścia, że aż trudno mi uwierzyć, że może być kłamstwem.
Tak krótko się znamy.
Jakie ja mam prawo do tego, by mówić o przyszłości, o dzieciach, o sadzeniu drzew w ogrodzie koło jego domu. Jakie ja mam prawo do tego, by mówić, że to będzie też mój dom?
Czy nie jest to po prostu hucpa?
Wpraszać się, zadomawiać.
Z drugiej strony - on mówi o tym samym. Zaprasza mnie do swego życia.
Kiedy spędzamy popołudnie w trójkę jest nam tak dobrze. Leżymy na łóżku, synek turla się po nas i czy ktoś domyśliłby się, że wszyscy mamy różne nazwiska?
Bierze małego na ręce, całuje w główkę i mówi, że to dobrze, że on tak chce, że to jest dla niego przygotowanie. Ale to nie jest to, o czym marzy przeciętny 25-latek. Nawet tak nieprzeciętny jak Maciek.
Nie wierzę, że spacery z wózkiem są szczytem jego marzeń, po prostu w to nie wierzę.
...
Kiedy mówi o przyszłości czuję, że chcę przy nim zawsze. Obiecałam sobie, że nie będę używała tego słowa. Nie ma nic na zawsze. Ale czuję to tak mocno.
I boję się tego uczucia.
I pożądam go.




