niedziela, kwiecień 30, 2006

bat kol

czyli córka głosu. Po hebrajsku tak nazywamy echo. Źrenica to bat ajin, czyli córka oka.
Ten język jest tak poetycki...


___


Mam wrażenie, że uświadamiam sobie, w czym tkwi problem. I przeraża mnie to.

sobota, kwiecień 29, 2006

nice shoes, wanna fuck?

11. dzień okresu
3. dzień wątpliwości

wszystko to pewno sprawka hormonów. To pierwsze na pewno, a drugie?
Kobiety mają fajnie. Mogą zamiast na charakter, zrzucać winę na hormony.
Jestem suką, bo zbliża mi się okres. mówi taka. A może ty po prostu jesteś suką?

Dziś już lepiej, ale nadal średnio.
Jest taki miły i kochany. Ale
ale ale ale

niech mnie ktoś palnie w ten pusty łeb

Przeczekać?
I tak w ogóle to dlaczego to ja znów mam być ta zła?

______________

Zbliża się sesja, a ja wymiękam. Naturalizm i non-naturalizm. Hume. Kurde. A wczoraj mało nie umarłam dowiedziawszy się z kim studiuję. Cicha i niepozorna A. (o której wiem tylko tyle, że jest bardzo mądra), na pewnej konferencji naukowej wygłosi referat nt.O społecznym tle mistycznych prądów starożytnego judaizmu na podstawie "Pieśni Ofiar Szabatowych" i "Hechalot Rabbati". Muszę sobie na głos przeczytać ten tytuł, żeby załapać o co chodzi. A ona napisała o tym referat! I jeszcze druga A., na tę samą konferencję. Miejsce urzędników w strukturze społecznej królestwa północnego (Izrael) w VIII w. p.n.e. w świetle danych biblijnych i epigraficznych. Z kim ja siedzę w ławce?! jezusmaryja, schowam się pod tą ławką i nie wyjdę ze wstydu. Napisałam w życiu kilka rzeczy, ale najbardziej naukowe z tego były opracowania o poliglotach i o genizie kairskiej. Coś czuję, że te same prace w wykonaniu A&A byłyby tysiąc razy lepsze.
Pozostaje mi tylko ta tematyka.

Ech..

czwartek, kwiecień 27, 2006

Frédéric Brenner - zdjęcia



Lewi i Nadra Faez z synem, tuż po aliji
RECHOWOT, IZRAEL, 1993

___

wystawa do obejrzenia w Centrum im. Mojżesza Schorra w Warszawie.

rozrywa mnie

od środka

światła w synagodze, zaglądam przez okno i chce mi się płakać

tęsknię
tęsknię
tęsknię

czy ja nigdy nie będę szczęśliwa?
czy ja nigdy nie będę miała swojego miejsca?

i proszę, proszę, niech ta niepewność będzie fałszem, będzie zmyśleniem, będzie nieprawdą!

środa, kwiecień 26, 2006

już mi lepiej

rester zen, c'est tout simple ;)





Przyszły piątek będzie jednak w ten. Nie mogłam się powstrzymać przed tą niemoralną propozycją.
Należy mi się. A co.

mam i ja

Tata wrócił ze szpitala. To dobra wiadomość.
Samochód pójdzie do kasacji, to gorsza. Żegnaj cosworth.

___


Sama nie wiem, czemu jestem taka zła. Ale jestem wściekła, niezadowolona, chce mi się płakać i nawet Maciek mnie wkurza. I wiem, że to podchodzi pod znęcanie się nad dobrym człowiekiem, ale milczę, gdy mówi 'kocham' i widać w jego oczach błaganie i smutek.
Ale jestem zła.

Ola boli
Olę boli

I nie wiem, czy to wynik ostatnich stresów i nerwów, czy efekt przyzwyczajania organizmu do nowych pillules, czy inna cholera.
Ale chujnia z jebnią.

wtorek, kwiecień 25, 2006

apdejt

Samochód pójdzie na żyletki.
Miało się silnik 3 litry, ale się zjebało.
Teraz będzie czinkłeczento, bo na nic więcej nas nie stać.
___

Ogród na BUWie jest jeszcze cichy. Siadamy na ławce, kruszymy do okoła jedząc migdałowe rogaliki i obserwujemy mrówki. Opieram się plecami o jego pierś, oddycham. Jest spokojnie. Przez chwilę udaje mi się nie myśleć. O niczym. Przez chwilę jest beztrosko.

niedziela, kwiecień 23, 2006

podsumowanie tygodnia

3 wizyty hydraulika
1 zalana sąsiadka
1 telefon na pogotowie (w sprawie mamy)
1 wypadek (w tym: 2 drzwi samochodu do wymiany)
1 przebita opona

jutro mam zaliczenie do którego kuję jak chora, mam wrażenie, że nic nie umiem i jeśli nie zaliczę to słowo daję, rzucam studia i idę do pracy na zmywaku
we wtorek tata idzie do szpitala

piątek, kwiecień 21, 2006

zajebliwie twarde ciasteczka albo Cantuccini

składniki:
3 jajka
175 g cukru
450 g mąki
1 lyżeczka proszku do pieczenia
250 g migdalów (w całości, obranych)
starta skórka i sok z połówki niepryskanej pomarańczy
papier do pieczenia
mąka do wysypania stolnicy

przyrzadzanie:
-piekarnik nagrzać do 175° C. formę wyłożyć potrójną warstwą papieru.
-jajka z cukrem wymieszać w dużej misce tak długo, aż cukier rozpuści się całkowicie. dodać utartą skórkę oraz sok z pomarańczy.
-do drugiej miski przesiać mąkę i proszek do pieczenia, wymieszać.
-zawartość obu misek wymieszać ze sobą, całość zagnieść, dosypując w razie potrzeby trochę mąki. do zagniecionego ciasta dodać grubo posiekane migdały.
-na posypanej mąką stolnicy uformować 3 lub 4 wałeczki, o średnicy około 5 cm. wałeczki położyć na blasze i piec w piekarniku przez okolo 35 miniut.
-po upływie zalecanego czasu wyjąć ciasto z piekarnika i odstawić na trochę. następnie, wciąż jeszcze ciepłe ciasto pokroić na kawałeczki o szerokości mniej więcej 1 cm. pokrojone kawałki ponownie ułożyć na blasze i piec przez około 10 minut.
-gotowe już cantuccini wyłożyć do ostygnięcia na ruszcie do pieczenia.

"cantuccini, będące toskańską specjalnością, podawane są do wina deserowego, kawy, herbaty, a także lodów."

i bez młotka nie podchodzić*.

Maciek w sprawozdaniu:

Próbowałem zmiękczyć trochę ciasteczka od Ciebie kawą, ale się nie daje - dobę chyba musiałbym trzymać ciasteczko w kawie, żeby minimalnie namiękło...
Ale i tak mi smakuje i je lubię.
Idealny sposób na mężczyznę - upiec mu takie ciasteczka, żeby miał zajęcie... ;)




*) Malf, polecam Ci gorąco ich wypiek!

poniedziałek, kwiecień 17, 2006

być dziewczynką

z inspiracji K.

-kiedy masz okres za każdym razem, gdy wstajesz z miejsca, zastanawiasz się, czy na ubraniu już są ślady
-przy obiedzie siedzisz na krześle bliżej kuchni, oczywiście jeśli udało ci się usiąść
-wszyscy uważają za oczywiste, że to ty zmywasz i sprzątasz, a nie twój brat
-musisz być dobrą gospodynią
-kiedy otwierasz kolorową gazetę od razu czujesz się gruba, nawet wtedy, kiedy masz obwód pod biustem 68 cm.
-kiedy kończysz 35 lat i nie masz męża nikt nie powie ci "jeszcze masz czas"
-nie możesz zadzwonić pierwsza po randce, bo podobno nie wypada
-nie możesz przeklinać w towarzystwie ani pić piwa z butelki
-musisz znosić to, że uważa się za oczywistość fakt, że czytasz Cosmopolitan a nie Forbes
-
oczekuje się, że do ołtarza pójdziesz jako dziewica

brrr



niedziela, kwiecień 16, 2006

ciekawe

W wazonie stoi bukiet fioletowych tulipanów.
W drugim - białe. Dla mojej mamy. Od niego.

ciekawa jestem, kiedy przestaniemy być dla siebie tacy mili i słodcy
tzn
kiedy zagości normalność
nie takie, przepraszam, słodkopierdzące zakochanie
urocze to jest fakt i owszem
ale kiedy przestaniemy być tacy radośnie nienormalni?

np. kiedy zaczniemy się sprzeczać
o głupoty?

wczoraj tłumaczyłam, że pójście w sobotę wieczorem do kościoła "zalicza" mszę niedzielną.
nie wiem skąd to wiem, ale wiem
on nie i nie, nie masz racji
teraz na takim poziomie pojawiają się konflikty
sprawdziłam w katechizmie kościoła katolickiego i oczywiście miałam rację
jak zwykle


może nie dokonuję najlepszych życiowych wyborów, ale mam zdolność zapamiętywania różnych nieistotnych informacji
np. kurnik po hebrajsku to lul
po cholerę mi to?
unitas po rosyjsku to kibel
i tak dalej

i potem szpanuję dziwną wiedzą
może czas na teleturniej?


jest uparty jak osioł, a ja jak dwa
ciężko może być
uśmiecha się i mówi, że jasne, że będziemy się złościć, ale będziemy się też godzić i calutkie życie spędzimy razem

amen

sobota, kwiecień 15, 2006

z cyklu: pieśni wielkopostne

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam cię wyzwolił z mocy faraona,
A tyś przyrządził krzyż na me ramiona.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam cię wprowadził w kraj miodem płynący,
Tyś mi zgotował śmierci znak hańbiący.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam ciebie szczepił, winnico wybrana,
A tyś mnie octem poił, swego Pana.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam dla cię spuszczał na Egipt karanie,
A tyś mnie wydał na ubiczowanie.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam faraona dał w odmęt bałwanów,
A tyś mnie wydał książętom kapłanów.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Morzem otworzył, byś szedł suchą nogą,
A tyś mi włócznią bok otworzył srogą.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam ci był wodzem w kolumnie obłoku,
Tyś mnie wiódł słuchać Piłata wyroku.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam ciebie karmił manny rozkoszami,
Tyś mi odpłacił policzkowaniami.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam ci ze skały dobył wodę zdrową,
A tyś mnie poił goryczką żółciową.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam dał, że zbici Chanaan królowie,
A ty zaś trzciną biłeś mnie po głowie.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam ci dał berło Judzie powierzone,
A tyś mi wtłoczył cierniową koronę.

Ludu, mój ludu! Cóżem ci uczynił?
W czymem zasmucił, albo w czym zawinił?
Jam cię wywyższył między narodami,

Tyś mnie na krzyżu podwyższył z łotrami.


_____

"Polska Rada Chrześcijan i Żydów chciałaby także wycofać pieśń "Ludu, mój ludu", która sugeruje, że to Żydzi ukrzyżowali Chrystusa. Ksiądz Czajkowski dodaje, że Żydom przypisuje się też inne czyny, jak ubiczowanie czy pojenie octem, których w rzeczywistości dokonali Rzymianie. "Życie Warszawy" pisze, że komisja do spraw kultu bożego i dyscypliny sakramentów Episkopatu Polski uwzględni część postulatów Rady."

____

b'jad hazaka...

silną ręką wyciągnął nas Bóg z Egiptu
gdyby tego nie zrobił nadal bylibyśmy niewolnikami faraona

czy moja dusza wyszła już z Micrajim? czy zbliża się do wolności prawdziwej?

____

ile czasu upłynie, zanim moja wiara będzie tak silna, bym czuła wdzięczność za każdą decyzję HaSzem?
nawet taką, która sprawia, że płaczę z żalu i tęsknoty?
gdzie moje sedarim? gdzie moje Pesach?

...chciałabym zrozumieć samą siebie

środa, kwiecień 12, 2006

Pesach

Moje ukochane święto. Najbliższe. Ból mięśni po sprzątaniu - jedyny taki. Chomec na żaluzjach? nawet jeśli nie to myjemy! - kochałam to.
Tęsknię. Brakuje mi tego. Arba kosos.

Beica, zeroa, charoses, chazeres, karpas.

W zeszłym roku sama układałam wszystko na talerzu. Szykowałam stół, pilnowałam kuchni, otworzyłam butelkę wina specjalnie kupionego i przechowanego na to święto...

Kaddesz, Urechac, Karpas, Yachac, Maggid, Rachca, Moci, Maca,
Maror, Korech, Szulchan Orech, Cafun, Barech, Hallel, Nirca....

...ten rytm, nie zmieniony od tylu pokoleń. Sejder, ten wyczekany...

Z'man charusejnu, czas naszej wolności. Wyszliśmy z Micrajim. Będziemy błąkać się po pustyni przez 40 lat, ale mamy cel!

___

A gdzie jest mój cel?
Żal, cholerny żal.

wtorek, kwiecień 11, 2006

pieką mnie oczy

Czy jedzenie sałatki z makreli może być romantyczne?
Może.
___

Nie, nie chcę, mam opryszczkę, katar, boli mnie gardło i łzawią mi oczy, świat jest dla mnie brzydki, nie chcę. Kładę się i chowam pod kołdrą, upajam się ciszą i lenistwem. Skrzypiące schody, za oknem zimno, nie chcę nigdzie iść, chcę zostać, zasnąć...

___

I uważasz, że mężczyźnie w roli pater familias albo roli „samozwańczego” pater familias łatwo wyzuć się z więzów misjonarskiego podejścia? A kim jest mąż i ojciec, jak nie defensor fides?

Opuszcza głowę, kiedy zaczynam mówić.
Tak, ugotuję ci kolację wigilijną i może nawet upiekę schab ze śliwką na Wielkanoc, ale nie licz na więcej. Nie będziemy chodzić całą rodziną na msze. Nie wezmę z tobą ślubu kościelnego. Nie nawróciłam się. Nie wierzę w to, że Jezus był Moszijachem, oby przyszedł za dni naszych. Jeśli będę odczuwała potrzebę modlitwy z ludźmi, pójdę do synagogi. I nie będę pytała cię o zgodę, jeśli będę chciała pójść tam na Rosz HaSzana czy Jom Kipur. To są moje święta. To jest moje.

Nie wiem, czy rozumie. Mówi, że tak. Czy akceptuje? Musi. Jeśli myśli o nas poważnie.
W tej sprawie nie pójdę na kompromis.

Zrezygnowałam z czegoś, co przez ostatnie lata było moim celem i marzeniem. Zaakceptowałam tę sytuację, pogodziłam się z nią jako z wolą HaSzem. ON wie. ON decyduje.

Smutno mi jest. Mimo wszystko.

poniedziałek, kwiecień 10, 2006

Aleksandra

oto czegom się dowiedziała na swój temat:


TYP: Trudno im się oprzeć, gdyż - jak ich totem, głóg - są zarazem wdzięczne i kłujące. Rzucają się na oślep i uderzeniami głowy torują sobie drogę. Mają także dar wplątywania się w beznadziejne sytuacje, z których potem trudno im wybrnąć.
PSYCHIKA: Potrzebują szerokich kontaktów ze światem. Mają płodną, ale trochę spaczoną wyobraźnię i makiaweliczny umysł. Są nadmiernie zaborcze, marzą o posiadaniu niewolników, poczynając od ro­dziców.
WOLA: Gdyby charakteryzować czołg albo buldożer, znalazłoby się podobnie silną wolę! Zatrzymanie się jest dla nich cofaniem się, a cofanie się - porażką... Biada tym, którzy nie mogą za nimi nadążyć!
POBUDLIWOŚĆ: Całkowicie pod kontrolą. Pragną niezależności, mają skłonność do szukania przygód.
ZDOLNOŚĆ REAKCJI: Niebezpieczna, gdy sprawy nie przyjmują pożądanego przez nie obrotu, a winny tego wpadnie im w ręce. Mężowie tych pięknych tygrysic z trudem przeżyją te straszne godziny. A wy, rodzice, trzymajcie się mocno!
AKTYWNOŚĆ: Oszałamiająca i zaraźliwa. Przy nich wszystko musi być w ruchu a raczej wszyscy: rodzice, koledzy, potem mąż i dzieci... Pociąga je wszystko, co związane z podróżami, a także zawody medyczne i para medyczne. Potrzebują władzy, mogą więc być dyrektorkami szkół, sekretarkami dyrektora itp. Doskonale się przystosowują, jeśli są paniami sytuacji, ale znacznie gorzej, gdy zależą od czyjejś woli.
INTUICJA: Średnia. Jeśli "mają nosa", nie jest to wynikiem intuicji, lecz najsubtelniejszej logiki.
INTELIGENCJA: Bardziej praktyczna niż błyskotli­wa, całkowicie na usługach działania.
UCZUCIOWOŚĆ: Jest zadziwiającym koktajlem przyjaźni, zmysłowości, seksu... Rzucają się w objęcia napotkanych ludzi, potem o nich zapominają, znów ich odnajdują... Nie oczekujcie od nich ciągłej czułoś­ci.
MORALNOŚĆ: Nieco giętka. Czy chcecie, by odgry­wały "świętoszki", gdy wszystkie bębny piekła wzywa­ją je na sabat?
ZDROWIE: Dobre, ale nie służy mu ich tryb życia: brak snu, nieregularne posiłki itd. Słabe punkty: w młodości układ oddechowy, zwłaszcza płuca. Uwa­żać na wypadki, złamania kości spowodowane nieo­strożnością tych burzliwych charakterów.
ZMYSŁOWOŚĆ: Wszystko albo nic! Nieraz ulegają gwałtownym porywom. Tylko wielka miłość może je pohamować.
DYNAMIZM: Na najgorszym poziomie!
TOWARZYSKOŚĆ: Otoczenie nieraz przerażone jest ich werwą, ale ma pewność, że przy nich "coś się będzie działo". Może trudno jest z nimi żyć, ale żyć bez nich jest bardzo nudno.
PODSUMOWANIE: Starajmy się podążać za tymi czołgami, które co rano wyruszają na wojnę!

____

jeszcze chwila, a uwierzę w horoskopy ;)

____

Chava Alberstein i End Of The Holiday koją

piątek, kwiecień 07, 2006

wskrzesiło mnie

Wstałam żywa. Maciek w mailu: kiedy przyszedłem byłaś gasnąca, a gdy wychodziłem, radosna i energiczna. Myślę, że to jego obecność tak na mnie wpłynęła.
Dziś odpoczywam.

___

Moje zdolności translatorskie nie są potwierdzone, niestety. Ale spróbuję. Ten wiersz mnie poruszył.

כתוב בעפרון בקרון החתום

כאן במשלוח הזה
אני חוה
עם הבל בני
אם תראו את בני הגדול
קין בן אדם
תגידו לו שאני


....

Napisane ołówkiem w zapieczętowanym wagonie.

Tu, w tym transporcie
Jestem Ewą
Ze swym synem Ablem.
Jeśli zobaczycie mojego starszego syna,
Kaina syna Adama,
Powiedzcie mu, że ja


...
'syn Adama' czyli בן אדם można po prostu tłumaczyć jako 'człowiek'.

czwartek, kwiecień 06, 2006

wyszło szydło z wora: ciąża

Późny wieczór. Czytam "Naalajim" Kereta, w oryginale. Rozumiem całość i czuję, że Tomal może mi naskoczyć. Wszystko w porządku poza tym, że nawet siedząc mam zawroty głowy.
Rano dochodzą mdłości. Przykra ich realizacja, w lustrze szara twarz i decyzja: zostaję w domu. Mama orzeka: infekcja grypowa. Piszę do Maćka, że czuję się umierająca, nie spotkamy się dziś. Po godzinie przyjeżdża. Siada na łóżku, ja dalej szaro-zielona, odruchy wymiotne na widok kanapki i potworny ból głowy. Liczymy, myślimy, porównujemy objawy i Maciek stwierdza: ciąża.
Gdyby nie fakt, że leżałam na łóżku i kombinowałam jakby tu nie zwymiotować na jego koszulę, przewróciłabym się z wrażenia. Nie na słowo "ciąża", ale na ton, jakim je wypowiedział.
Czyli ciąża, będziemy mieli dziecko, fajnie, szkoda studiów, ale coś się z tym kiedyś zrobi.
Wiem, że to nie ciąża, płaczę i poznaję ten objaw, jestem po prostu chora. Zawsze kiedy płaczę rano, to oznacza chorobę. Maciek tego nie wie i przytula, jestem przy tobie, nic się nie martw, kocham cię.
Całuje mój brzuch, kładzie się obok i tak sobie leżymy, przysypiam. Mój Boże, znalazłam skarb.
A na ciążę przyjdzie czas przecież. Jeszcze nie dziś.

środa, kwiecień 05, 2006

dzisiejszy odcinek sponsorują

zespoły muzyczne Sił Obronnych Izraela.

...

No więc kiedy czuję, że jest już zupełnie do kitu i udaje mi się obejrzeć cały odcinek Klanu, przypominam sobie różne rzeczy.

Na przykład ten dzień, który spędziliśmy cały razem.

Poszliśmy na spacer z małym, on radośnie pchał wózek i po raz pierwszy nie odwracałam się na widok ojców trzymających swe pociechy za rękę.

Potem bawili się razem, synek dreptał do okoła ławki, Maciek trzymał go za kołnierz, zagadywał. Wziął go na ręce i stanęli pod drzewem, nie wiem o czym rozmawiali, ale mój synek zaśmiewał się przeszczęśliwie. W domu siedzieliśmy razem w trójkę, zjedliśmy kolację, razem wykąpaliśmy małego, nakarmiliśmy go razem i położylismy się z nim do łóżka. A kiedy zasnął wstaliśmy po cichutku i wyszliśmy z pokoju...

Jestem szczęśliwa
ale po prostu czasem zmęczona.

wtorek, kwiecień 04, 2006

jesienna deprecha

Jeśli nie cieszy mnie to, że wchodzę w kieckę rozmiar 36, oznacza to, że jest kiepsko.
Jeśli wychodzę z domu bez pudru i umalowanych rzęs, oznacza to, że jest kiepsko.
Ale jeśli dołączam do grona poświęconego gotowaniu, ponieważ zaczynam sądzić, że nadaję się tylko do rodzenia dzieci (nieźle mi to wychodzi), sprzątania i ogólnie rzecz biorąc - zawód dla mnie to housewife, to już jest fatalnie.

Zbliża mi się okres, mam wszystko gdzieś i najchętniej zaszyłabym się w buszu.
Comiesięczną sesję użalania się nad sobą uważam za rozpoczętą.

...

Mój dzień. Takie się kiedyś wypracowania pisało.
Zajęcia od 10.00 do 13.30. Kolejna dwója u Tomala. Albo on przestanie mi dawać zero punktów za brak głupiego szwa w czasowniku, który do jasnej cholery dobrze odmieniłam i zwokalizowałam, albo rozpocznę strajk. Taki jak mają we Francji. Od 14.00 do 15.30 w-f. Idiotyczna, kretyńska siatkówka. Nie krav maga, konkret, dać w mordę i już czujesz się lepiej. Nie. Gramy zes-po-ło-wo. Podaj do mnie, na trzy, moja!!! a żeby je wszystkie...Siedzę na ławce rezerwowych z germanistką. Nienawidzę tych zajęć. Ja też. Jeszcze dwa semestry. A to mój ostatni! Zaczynam znowu lubić Tomala, który ustalił dla nas tylko dwa semestry w-f. 1,5 h przerwy. Szybki obiad i do AudiMax. 17.00 do 20.00. Antropologia kultury i filozofia. Nie wiem, co gorsze. Odrabiam pracę domową z biblijnego i łapie mnie kryzys. Jestem zmęczona, nic nie rozumiem, nic nie umiem. Nie wiem czy bechemot to wyjątek, czy mam w tłumaczeniu użyć innego słowa. Nie rozumiem o co chodzi z infinitivus constructus. Źle mi.
21.00 jestem w domu. Przebieram się i dostaję do rąk własnych swoje piękne dziecko. Usypiam go. Jem kolację, chociaż jestem tak zmęczona, że ledwo udaje mi się ukroić bułkę. Po 40 minutach mały budzi się z płaczem. Potem płacze mi na rękach kolejne 40 minut. Mama zapobiegawczo idzie się kąpać. Ryczę ze zmęczenia, a maleństwo patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Nie wie, co się dzieje i dlaczego mama nie jest uśmiechnięta. Powinien być ze mną facet, zobaczyć, że słaniam się na nogach i przejąć stery. Samotna matko, radź sobie sama.

poniedziałek, kwiecień 03, 2006

soiree

Spotkanie z ludźmi z podstawówki. Zabawnie, miło. Mistrz Kung Fu siedzący naprzeciw mnie i Maćka, z uśmiechem na ustach i zmrużonymi oczami. "Olu..." zaczyna i nie kończy.
Nie zmieniliśmy się chyba bardzo. Kto nie urósł ten przypakował, studiują, pracują. Śmieliśmy się, że jeszcze kilka lat i zaczniemy chodzić na swoje śluby.

...

Poszłam po piwo.
-Heinekena poproszę
-a ja poproszę o dowód
-słucham?? (szczery szok)
-dowodzik
-pani żartuje??
-nie
-proszę pani, mam 20 lat i dziecko
-nie mnie to oceniać
-nie mam dowodu! nie wzięłam torebki! jestem tu na spotkaniu ze znajomymi, rocznik '85! jeśli pójdę do nich i powiem, że nie chce mi pani sprzedać piwa, to umrą ze śmiechu, chciałabym im tego oszczędzić. proszę!
-mam obowiązek sprawdzić czy jest pani pełnoletnia
-a pokazać pani moje rozstępy po ciąży??
-(konsternacja)
-wiem, to te włosy, obcięłam i wyglądam na 16 lat
-mam takie wytyczne
(deus ex machina w osobie Łukasza)
-Łukasz, powiedz pani że jestem dorosła
-ona ma 21 lat (śmiech)
-no dobra...ale następnym razem niech ktoś inny kupuje ci piwo

...

Poczułam się taka młoda....

sobota, kwiecień 01, 2006

Nigella

moja bogini