poniedziałek, lipiec 31, 2006

lubię

takie przepisy, minimum składników, maksimum przyjemnosci

spaghetti alla carrettier
Rozgrzewamy na patelni z oliwą dwa ząbki czosnku, kiedy się zrumienią wyjmujemy je. Na oliwę wrzucamy zawartosć puszki z pomidorami, solimy, dodajemy troszkę cukru, pokruszoną ostrą papryczkę, wczesniej pozbawioną pesteczek. Gotujemy na małym ogniu ok. 20 minut, aż sos zgęstnieje. W tym czasie spaghetti gotujemy aż będzie al dente, potem podajemy z sosem, posiekanym pęczkiem natki i trzecim ząbkiem czosnku, też posiekanym.

Biały talerz, żółtawy makaron, czerwony sos i zielona natka. Do tego lampka wina...
Ten obiad był niebem.

___

Zaczęłam regularnie kupować Tygodnik Powszechny.
Najbardziej zdziwiło to mojego Tatę.
Ale zmęczyła mnie GW, do rozpaczy doprowadził Przekrój, a Rzeczpospolita raczej nie jest dla humanistów. Nie miałam co czytać.
Aż odkryłam Tygodnik. Pomijam teksty typowo koscielne, ale resztę czytam jednym tchem.

F.: (ze smiechem, trzymając pod pachą GQ) na Tygodnik to nikogo nie poderwiesz

__

oł je, poznałam kolejnego faceta. Tata Karolinki, jest super, on miał wiaderko, a ja łopatkę.

rose

Sniło mi się, że urodziłam przez cesarskie cięcie syna i nadałam mu imię Joachim.
A poród odbierała zakonnica.
___

Wieczór przy winie, a potem długi spacer.
Lubię te nieliczne dni, kiedy wiem i czuję, że wyglądam tak, jak zawsze chcę. I lubię widzieć to w oczach i usmiechach przechodniów.
A w nim lubię to, że mówi 'bosko wyglądasz', a mimo to rozmawiamy i spędzamy czas w miłej i niezobowiązującej atmosferze. Czuję się swobodnie i naturalnie, a jak mawia O., interlokutor z niego kompatybilny.
Nie rumienię się bez sensu, chociaż wino działa.

Mała włoska restauracyjka na skraju lasu.

__

GQ?

sobota, lipiec 29, 2006

let it be

ja: zgłoszę się do biura matrymonialnego, załatwię wszystko szybko, wyjdę za mąż i będę mogła zacząć się spokojnie starzeć...
mama: błagam, tylko nie to, dwóch osób z depresją w domu nie zniosę
__

ja: tato, boję się poprawek
tata: ja też ich się boję

__

to się nazywa wsparcie...

Zaczynam wymyslać argumenty, dla których nie mogą mnie wywalić z tych studiów. To byłoby wręcz nieprzyzwoite z ich strony. Bardzo niepiękne.
Z drugiej strony staram się nie dramatyzować i powtarzać sobie, że to nie byłaby tragedia. Widocznie tak miało być i już, nie ma tego złego itd.
Z trzeciej strony budzi się we mnie wewnętrzny sprzeciw, kiedy czytam notatki z wykładów Jaruzelskiej: pitoj - naczynia zasobowe, potwierdzają obecnosć populacji identyfikowanej z Izraelitami, ALE owe naczynia znaleziono w Tel Keylan i Meggido, czyli w miejscach nie związanych z I. - niepewny argument, brak na Negewie....
Nie wiem jak to się ma do kierunku studiów który wybrałam i studiuję. Jeszcze.
O rany...

_

Tata Szymcia usmiecha się miło. Poznaję wielu nowych mężczyzn. Wymieniamy się łopatkami i lepimy razem babki z piasku. Tak, zdecydowanie jestem na najlepszej drodze do znalezienia partnera...

__

Wbrew O., która apeluje o to, by nie pisać o nędzy swej egzystencji, użalam się nad sobą (mój Boże, czy jest piękniejsza muzyka niż to, co tworzy Souad Massi?), ale mam okres, więc tradycyjnie zrzucam winę na hormony.
Mam 1,5 miesiąca do poprawek.
Na koncercie Johna Portera mało się nie rozryczałam patrząc na pary, pary, wszędzie pary.
Ale wiem, że nie mogę się z nikim wiązać, bo nikt nie zniesie tego, ile czasu będę w stanie mu dać. Nie zostanę nigdzie na noc, nie będę chodziła na romantyczne spacery i kolacje w godzinach kąpieli i usypiania synka, nie będę, będę, nie będę...Ciągle cos.
Nie chce mi się niczego już zaczynać. Po co?

czwartek, lipiec 27, 2006

Brighton, Brighton ty moja Odessa....

Wrocław.
Będzie mi go brakowało. (ale kiedy weszłam do domu, a mój synek stał w pokoju, słuchał muzyki przez słuchawki i spojrzał zdziwiony, rozpłakałam się biorąc go na ręce i tuliłam, aż zaczął się wyrywać).
Mały chłopiec okładał O. i mnie dmuchanym, wielkim samolotem, a my śmiałysmy się w niebogłosy. Dwa razy kupowałam piwo i dwa razy musiałam okazać dowód.
Pan W Bieli zawrócił w głowie, usmiechał się przed, usmiechał się po, a potem zniknął w tłumie.
Mężczyźni!
Cały festiwal zrobił czarny PR mężczyznom. Ile tych filmów obejrzałam? Po kolei...

Flandria, reż. Bruno Dumont, Francja 2006
- ten film mnie zmaltretował, boli i boleć będzie. Surowe mięso. Wciąga.



Garpastum, reż. Aleksiej German, Rosja 2005
- Zdecydowanie za długi, nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Nie jestem chyba widzem o wyrobionym guscie, ale za dużo rzeczy mi w nim przeszkadzało. I po co tamładować Achmatową?



Droga Molly / Molly's Way reż. Emily Atef, Niemcy 2005
- Piękny, smutny, wzruszający. Po raz pierwszy w życiu poczułam autentyczną sympatię dla głównej bohaterki. I trzymam kciuki, by Sz'mon ją odnalazł...



Gabrielle, reż. Patrice Chereau, Francja 2005
- Mocne uderzenie. Film bolesny dla kobiet - Isabelle Huppert wspaniała. Film prosty chociaż efektowny - rzecz dzieje się pod koniec XIX wieku, kręcony prawie cały czas w jednym wnętrzu. Ale wrażenie robi ogromne.



Iberia, reż. Carlos Saura, Hiszpania 2005
- Zaskoczenie. To nie jest film, tylko przedstawienie. Tylko dla koneserów, inaczej zmęczy i znudzi. Ale jesli doceni się jego piękno...No i Antonio Canales!!!



Pani Henderson / Mrs Henderson Presents, reż. Stephen Frears, Wlk. Brytania 2005
- Radosna, czysta rozrywka nie pretendująca do miana wielkiego dzieła. I to wielka zasługa. Judi Dench wspaniała.



Volver, reż. Pedro Almodóvar, Hiszpania 2006
-Czego mogłam się spodziewać po nim? Pedro, szalony Pedro...



Pieśń nad Pieśniami / Song of Songs, reż. Josh Appignanesi, Wlk. Brytania, 2005
- Do tej pory nie wiem o co chodzi. Zaczyna rozumieć, rozgryzać, ale to trudne. Po projekcji żadnych oklasków - cała widownia wychodziła w filczeniu. Poruszające. Bez znajomosci judaizmu kompletnie niezrozumialy.



Ryna, reż. Ruxandra Zenide, Szwajcaria / Rumunia 2005
- Prosty, pozbawiony muzyki film o niezwykłej sile. Przepiękna główna bohaterka. Przepiękna - co jest zdaje się jej przekleństwem.



Czekajac na mesjasza / Esperando al Mesias / Waiting for the Messiah, reż. Daniel Burman, Argentyna / Francja / Włochy 2000
- Im więcej myslę o tym filmie, tym bardziej mi się podoba. Prosta historia o zagubionym młodym człowieku. I jego zdanie, które wszystko podsumowuje: już na nic nie czekam, już nie czekam na Mesjasza.



Odessa... Odessa!, reż. Michale Boganim, Izrael / Francja 2005
-Warto było czekać okragły rok...Chociaż jak na dokument - film za długi.



Opowieści o zwyczajnym szaleństwie / Príbehy obycejného sílenství / Wrong Side Up, reż. Petr Zelenka, Republika Czeska / Niemcy / Słowacja 2005
- :)))))))))
Ale to nie jest komedia. To jest tragikomedia. I zakończenie - przez chwilę bałam się, że będzie tandetne. Jest smutne.




...Tydzień. Warto było...

wtorek, lipiec 18, 2006

breslau mechaka li*

Grupa dziewczyn robi z siebie idiotki biorąc udział w biegu na szpilkach.
Żałosne. I smieszne.

Pierwszy krem Vichy i pierwszy krem pod oczy. Czy to oznacza, że zaczęłam się starzeć?

Okulary prawie a la spawacz. Głupia moda.

Bilet kupiony, walizka wyciągnięta z pawlacza.

Nie wiem, na co liczyłam.

* Wrocław na mnie czeka.

poniedziałek, lipiec 17, 2006

ona

Po drodze z Hajnówki zatrzymalismy sie na chwilę przy wjeździe do lasu. Na poboczu, 10 metrów od nas, stała dziewczyna w moim wieku, o ciemnej karnacji i czarnych włosach. Ubrana normalnie - prostytutka w jej wieku nie musi się rozbierać dla reklamy. Obserwowałam ją przez chwilę. Podjechał samochód. Kierowcą był młody mężczyzna, normalny facet jakich wiele. Nie żaden chamek, nie łysy grzbiet, nie dresiarz. Raczej typ kolegi z pracy.
Zatrzymał się, a ona wsiadła do samochodu.

Czy teraz na każdego mężczyznę będę patrzyła zastanawiając się, czy jadąc na wakacje płaci za seks dziewczynom stojącym na poboczu?

niedziela, lipiec 16, 2006

I'm back

Warszawa znowu może cieszyć się moją obecnoscią.

Próby opalenia się zakończone uczuleniem. Lekki rumieniec na policzku zadowala.
Nocne Polek rozmowy. Butelka różowego wina i pierwsza w nocy wybija kierunek. Puste łóżka.
Dobra mina do złej gry, ale obydwie wiemy jak jest.
Syndrom Piotrusia Pana. 28 lat. Mój 29. Dziennikarz. Adwokat. Dwie firmy. Samochód. Głupi. Beznadziejny...

Nie umie podjąć prostej decyzji. Mówi, że TAM jest zimno, bez uczuć. Ale trwa. Już nie chcę dalej. Przestaje mi się podobać ta gra.
Żal mi jego dziewczyny. Mnie mówi, że mu głupio. A potem pyta, co mam na sobie.

___

Przez całą sesję marzyłam o tym, by móc przeczytać cos lekkiego i głupiutkiego.
Zaczęłam od Amosa Oza "Opowiesci o miłosci i mroku" co nie jest ani lekkie, ani głupiutkie.
Ta książka jest piękna, mądra, wzruszająca i zabawna. Nie chciałam jej kończyć. Ostatnie strony starałam się czytać jak najdłużej aby odwlec moment rozstania. Ale nadszedł...

Zmiana frontu. "Dziennik Bridget Jones". Idealna lektura na wyluzowanie się. Smieję się bez przerwy, a momentami nachodzi mnie gorzka releksja.
jezu, to o mnie...

piątek, lipiec 07, 2006

las

Drogę przebiega nam zając, wypoczynek na trawie, noc, komary, swiatła wielkiego miasta i cisza.
A potem smak toniku w ustach.

krok do tyłu
błagam siebie
o krok do tyłu
niech zostanie tak, jak jest
niech się nie zmienia, nie chcę, żeby się zepsuło

chcę

czwartek, lipiec 06, 2006

hmm

w moich notatkach pewno nigdy już nie pojawi się literka 's' - ale ta polska - wiadomo - swierk, slimak,kosć -- za każdym razem, gdy ją wpisuję, notatka automatycznie się zapisuje

ciekawe, ta przypadlosć ma miejsce tylko wtedy, kiedy używam IE, Mozilla jest odporniejsza.
niestety, na moim nowym, szalenie szpanerskim laptopie jest tylko IE
a komputer z Mozillą jest tak zawirusowany, że boję się do niego podejsć i czekam na specjalistę.

mój syn wyłącza telewizor w czasie karnych
boski jest

jutro rano jedziemy do Hajnówki

uczymy się na błędach

Wreszcie się nauczyłam. I nie, to nie będzie kolejna notatka na temat moich rozmyslań na temat życia itd.
O nie. Od kilku dni nie myslę, a żeby wypowiedzieć płynnie jedno zdanie, muszę długo zbierać mysli i siły.

A więc tak.
Mam wakacje i daję sobie jeszcze kilka dni luzu. Za kilka dni król Achab i dynastia Omridów (czterech króli, każdy z nich rządził przez około 10 lat, wojny z Aramem i Moabem oraz okolicami; zepsucie zupełne, swiątynie Baala i Aszery, a fuj!) oraz cała reszta powróci w słodkiej nauce do poprawki. A nawet dwóch poprawek, oh yeah - czuję się jak pełnokrwista studentka.

I jeszcze mam radosne nie-myslenie, nie muszę nic, poza tym, co jak zwykle.

I nie popełniłam znowu tego samego błędu, co przez całe życie
hahaha

(Konsul: a kiedy skończymy 60 lat i będziemy sami, to weźmiemy slub.
ja: okay!)


No więc wracając do tematu
/jak mi się ciężko mysli, w tle Mylene Farmer, całkiem ambitna muzyka jak na moje możliwosci tego lata/

Kupiłam sobie trzy takie same sweterki i trzy takie same bluzki. Wszystko w różnych kolorach oczywiscie.
A więc szary, granatowy i lilaróż jesli chodzi o sweterki
turkus, ostra zieleń i seledyn - to bluzki.

smieję się z siebie, głupia jestem okropnie, ale pozwalam sobie na to, jestem łaskawa dla swych poddanych
nie wiedzą co czynią

Petroniusz nie lubił zapachu motłochu

wczoraj byłam poradnikiem
złota mysl na wczorajszy wieczór, a może to już noc

w słowie związek zawiera się słowo więź

on: wiem...i jej wcale nie ma
a potem idziemy się kąpać razem, to nasz zwyczaj ostatnimi czasy
nasze wanny dzieli 8 kilometrów

wtorek, lipiec 04, 2006

ojojoj

Budzę się rano i wiem
śniło mi się, że mówiłam po hebrajsku
oh la la
to już coś znaczy!

Chudy Włoch pyta czy wolę rozmawiać z nim po angielsku czy po francusku.
Odpowiadam, że j'parle en francais ela ani...
Uświadamiam sobie co robię i przechodzę na angielski.
Co się dzieje??
Rozmawiamy, tłumaczę mu słowa Taty, potem on mówi, a ja kiwam głową, że rozumiem
i mówię
ken..ken...

*większy italic to język hebrajski, po kolei "ale ja" oraz "tak...tak..."
___

Zachowuję się jakbym przeczytała podręcznik "Poderwać super faceta w weekend".
Zdejmuję sandał pod pretekstem wysypania piasku, a stópka w strumień światła. Kręcę w palcach pukiel włosów, odsłaniam szyję.
Robię to wszystko bezmyślnie, a kiedy uświadamiam sobie co robię, zaczynam się śmiać.
A potem dostaję smsa
bardzo ładnie dziś wyglądałaś
Czuję się miło, dobrze i sympatycznie.

___

Już nie szukam. Mam siebie i dobrze mi z tą osobą. Lubię ją. Jest głupiutka, ale znośna.
(kiedy rozładowała jej się bateria w laptopie to nie wiedząc, co robić, wyszła z pokoju i zamknęła drzwi za sobą).
A z nim jasno i czysto. Gra w otwarte karty. Jest uczciwy.

Kiedy jeździmy na rowerze to raz ja przodem
a raz on
i śmiejemy się z siebie, do siebie

niedziela, lipiec 02, 2006

techno dance lans

Kiedy jadę metrem, a moja krew prawie już nie krąży, włączam techno. Koszmarne, tandetne techno. Przeboje na to lato
C - Bool Explosion
Manieczki Let's Play

jeśli dodam do nich Red Bull'a, to zupełnie odzyskuję siły.
Nie mam pojęcia, dlaczego regeneruje mnie właśnie taka muzyka.

___


Piątek. Sąd Rejonowy na Ogrodowej. Kiedy wchodzę, wyprowadzają jakiegoś mężczyznę skutego kajdankami. Myślę sobie kobieto, co ty zrobiłaś w życiu, że musisz tu przychodzić? jak mogłaś być tak głupia?
Robić w ten sposób, by nigdy już nie musieć tak.

Ale nie o tym będzie.
Wchodzę do sekretariatu, sąd rodzinny.
Jest gorąco, kilka wiatraków nie poprawia sytuacji. Przy biurkach siedzą kobiety, pogrążone w tonach akt. Jedna z nich, niewiele starsza ode mnie, przepisuje coś z jednych akt do drugich. Widzę, że jest zmęczona i znużona. Na biurkach kilka zdjęć dzieci, obok jakieś owoce, kanapki. Spocone czoła, pochylone nad biurokracją. Widzę, że robią rzeczy, których nienawidzą. Robią coś, co je uwstecznia. Wstawiają pieczątki, przepisują, wpisują, uzupełniają, skreślają. Wszędzie tony papierów, dokumentów. Ocean, a wśród tego one.
I wcale się nie dziwię, że kiedy wrócą do domu to obejrzą serial, a przed snem będą czytać Harlequina albo "Samotność w sieci". Inaczej się nie da.