czwartek, listopad 30, 2006

jak

pyta jak, jak to się dzieje
a ja nie wiem
albo i wiem
tak mi się wydaje, że to o to chodzi

nigdy, z pełną odpowiedzialnoscią, patrząc sobie prosto w oczy, stojąc przed lustrem i pewnie, nigdy, powtarzam, tak nie było

skąd on się taki wziął?
__

Wtulam głowę w poduszkę w krasnalki, a on co chwila włącza cos nowego, opowiada. W końcu milknie, zajęty pracą a ja, pomimo muzyki głosnej, przysypiam. Mogłabym spędzić tak całe życie.

__

Biorą slub, w ten weekend jadą oglądać koscioły w jej miescie. To zabawne, myslę sobie, ale weszłam w wiek, kiedy znajomi zaczynają się żenić i rozmnażać. Co prawda z całego towarzystwa to ja pierwsza zostałam matką, ale obrączki nie miałam okazji jeszcze założyć.
Czuję się taka, hoho, dorosła.

środa, listopad 29, 2006

david bowie

Gra i spiewa. Fantastycznie. Ziggy Stardust. Bosko.

Muszę przygotować referat na hebrajski. Temat dowolny. Mielismy już o matkach zastępczych ( tzn. o kobietach, którym wszczepia się cudze embriony i one przechodzą ciążę, rodzą i oddają dzieci biologicznym rodzicom), o robieniu na drutach, o Szlenglu i o parkach narodowych w Izraelu. Jak widać, tematyka jest dosć zróżnicowana.
No i o czym ja mam opowiadać?
Myslałam, że może pogadam o muzyce. Takiej, która łączy w sobie folk z czyms. Wszystko fajnie, ale nie wiem czy z moją hebrajszczyzną dam radę. Jesli do jutra nie wymyslę tematu, będę opowiadać o Hajnówce, ale wtedy wszyscy umrą z nudów.


A poza tym, chociaż do tego jeszcze miesiąc, zaczynam się trochę cykać. Bardzo mnie cieszy to zaproszenie i w ogóle. Ale po raz pierwszy w życiu będę w takiej sytuacji i boję się, że narobię gaf, a co za tym idzie, na starcie sobie zepsuję opinię.
Mam spędzić kilka dni z Rodziną lubego.

aj

poniedziałek, listopad 27, 2006

jak?

Po "Szkoła z klasą" i "Rodzić po ludzku" przyszedł czas na cykl "Rozwód po polsku". Wszystko po kolei.
W ostatnim DF przeczytałam kilka historii. Historii rozwodów. Sylwetki partnerów,wspomnienia o tym, jak się poznali, jak było całkiem niedawno, jak się spieprzyło. Czytałysmy to po kolei wszystkie. A potem spojrzałysmy na siebie i zadałysmy głosno pytanie. Co zrobić, żeby się nie rozwiesć? Odpowiedź, jedyna jaka nasuwała się po tej lekturze, brzmiała: nie żenić się!

Każda z historii zaczyna się normalnie. No, prawie normalnie. W kilku przypadkach widać, że od początku był problem. Te pomijamy. Ale są i takie, gdzie było dobrze.
Ale przestało być.

Czytałam i zastanawiałam się: dlaczego?

I chyba już wiem. Mało to odkrywcze, ale czasami warto sobie uswiadamiać takie oczywistosci.
Trzeba rozmawiać. Po prostu. Kiedy oglądałam "Plac Zbawiciela" w pewnym momencie myslałam, że wejdę w ekran i strzelę w pysk głównego bohatera. To była scena w której ona zadawała mu pytania, chciała rozmawiać, a on milczał, odwracał się. Fakt faktem, w ich przypadku było o ładnych kilka lat za późno na rozmowę...
Sama nie umiałam rozmawiać, ani on nie umiał rozmawiać. Pomijam już fakt, że nasz związek był tworzony nawet nie na lodzie, ale na gównie. Ale uważam, że gdybysmy umieli normalnie rozmawiać wiele przykrych sytuacji nie miałoby miejsca.

A teraz patrzę na K. i zastanawiam się. Jak będzie? I powtarzam jak modlitwę
...i że będziemy ze sobą rozmawiać.

__

A swoją drogą. Mężczyzna mówiąc "czy wyjdziesz za mnie?" składa propozycję. Wersja żeńska "czy ożenisz się ze mną?" brzmi jak pokorna prosba. Aż się we mnie feministka odezwała, nie wiadomo skąd.
Bardzo mi odpowiada wersja "założymy rodzinę?".

__

A z głupotek. Kupiłam sobie sukienkę w której czuję się tak, jak każda kobieta chce się czuć mając na sobie kieckę.

niedziela, listopad 26, 2006

(...............................)

Public Image Limited

słucham i oddycham co raz szybciej
kolejne trafienie

( uwielbiam to
uwielbiam to, co robi ze mną muzyka
uwielbiam słuchać z Nim muzyki )

gorąco

Wieczór z Zelenką. Chrupiemy wspólnie i popijamy herbatę. Wtulam się w niego i myslę, że przecież nie mam czego się bać.
Mam teraz, może dostanę jutro.
Oddycham jego zapachem i czuję

Tak, jestem szczęsliwa.

___

kilka plasterków swieżego imbiru, zapach jest oszałamiający, dwa plasterki cytryny, szoruję ją wczesniej długo i dokładnie pod gorącą wodą, nigdy nie obieram!, a do tego łyżka miodu.
wszystko zalewam wrzątkiem i czekam chwilę.
a potem piję, parujący kubek napoju imbirowego, piecze w język, łaskocze podniebienie, rozgrzewa
zimo, zimo, przyjdź

sobota, listopad 25, 2006

erew

Koncert Kuflersów w Dobrej Karmie był bardzo fajny. Jak na prawdziwą fankę przystało znam już wszystkie teksty par coeur.
A potem prulismy przez miasto z perkusją zapakowaną w kię młodego, a ja zasnęłam. Jestem jak Maria Wiktoria.
Ciekawa jestem, jak wyjdą zdjęcia. Nasze zdjęcia.

__

Popołudnie słodkie. Pachnące świeżą pościelą i gruszkami.
Ma takie dobre oczy. Ma takie kochane oczy.

__

Joanna i Dwd leją miód na moje zazdrosne serce.

środa, listopad 22, 2006

wiedziałam! co za BARBARZYŃCA!

Nie lubiłam nigdy Czułego. Niby posiada wszelkie cechy miejsca idealnego - kawa, wygodne fotele, książki. Dużo książek. Ale jednak byłam tam na kawie raz i nie wróciłam. Przechodzę obok często, rzucam okiem na witrynę z książkami dla dzieci i pędzę dalej.
W Czułym w powietrzu wisi cos, przed czym bronię się jak mogę. Cos, czego nie lubię, unikam i działa na mnie podobnie jak panienki w czarnych legginsach.
Lans intelektualny. Lans. Czuły. Ach. Bywa tam Cielecka. W Karmie też, nota bene. Bywają tam znani i lubiani, ale ci z wyższej półki. Czuły, ach Czuły. I jestesmy tak rozintelektualizowani, że aż strach. I najchętniej założylibysmy czarne swetry, ale to jest trochę passe.
Nie lubię, nie lubię.
Nie jestem intelektualistką. Za małą głowę mam na ogarnięcie wielu rzeczy, ale mi nie żal.
( czytam teraz, pomiędzy esejem o Bialiku na literaturę, a przywilejami z XVII wieku, opowiadania Himilsbacha. Są cudowne, uwielbiam ich język i są naprawdę poruszające. Moja znajoma, jedna z tych, które patrzą z politowaniem kiedy mówię "o Derridzie to ja nie wiem nic", a do tego wiedzę ma jak stąd do Słomnik, sięgnęła po tom "Opowiadania zebrane" i spytała, patrząc na zdjęcie Himilsbacha: a kto to? )
(nadal mi nie żal)

Lubię Tarabuka. Jeszcze się nie wylansował, jeszcze tam ładnie pachnie, a napój imbirowy nie ma sobie równych.
Lubię Kaffkę za panie co tam pracują, za szarlotkę i widok na naszą ulicę.

A nie lubię Czułego.
Może przesadzam?

No, ale teraz mam powód, żeby go nie lubić.
Obejrzałam sobie historię swojego rachunku i odkryłam, że sciągnęli mi z konta dwa razy za jeden zakup. Czuły orżnął mnie na 50 złotych, mówiąc dosadnie.
Jutro pójdę i mu powiem.

A jak mi oddadzą te pięć dych, to kupię sobię płytę kapeli Oi Va Voi, która jest moim osobistym odkryciem, wczoraj spędzilismy z lubym wieczór na słuchaniu ich (i raczeniu się piwem Królewskim oraz wafelkami Dietto)i jestesmy oboje za.

a zydepunks też nie są słabi, ale ja nie wyczuwam w ich muzyce ani 'zyde', ani 'punks'. folk irlandzki owszem, a luby twierdzi, że i cajun słychać.
tak czy siak ciekawe. za samą nazwę należy im się medal z ziemniaka.

poniedziałek, listopad 20, 2006

...

Spodziewałam się, rzecz jasna, tego po sobie.
Ale na litość, czy ja muszę aż tak? Przecie to wstyd i powinnam schować się pod stołem, a nie zachowywać jak dzieciak. Jak głupie dziewczątko, jak podlotek, nie, gorzej, jak koza nastoletnia!

Ale co mogę poradzić. Jestem pełna zazdrości i strachu, to wszystko miesza się we mnie i bulgocze. Jestem zazdrosna o przeszłość i o teraz. I boję się i porównuję ciągle.

Tak, tak, wiem, że to najgłupsza rzecz pod słońcem. Wiem, że ja też mam jakąś tam przeszłość, że to wszystko trwało tyle ile trwało nie bez powodu. Ja też mam za sobą kilka spacerów o zachodzie słońca, śniadań w łóżku, miłosnych smsów, romantycznych kolacji, orgazmów, pocałunków w śpiące czoło, wybierania marchewki na bazarku i noszenia razem jednej siatki z zakupami. Co więcej, mam też dziecko wykonane wspólnymi siłami, chciane, i podobne do nas obojga. I ten moment, kiedy przykładał ucho do mojego brzucha, słuchał jak mały fika w środku i mówił "szkoda, że tego nie możesz usłyszeć...".
Tak, ja też pamiętam piękno.

Ale ja też mam złe wspomnienia, kilka razy ja rzuciłam się z pięściami, kilka razy usłyszałam "ty ścierwo", kilka razy cała drętwiałam ze strachu i wsciekłości słysząc nocą klucz przekręcany w zamku.

I nie chodzimy teraz razem na piwo.

Dlatego jestem zazdrosna. I boję się.

Jestem totalnie niepewna siebie i boję się, że ja za bardzo, za bardzo wszystko...Że to wszystko się skończy. A ja nie chcę.

sobota, listopad 18, 2006

newsy

znalazłam sobie buty na zimę, czekoladowe oficerki
odkryłam pierniczki z marcepanem w srodku
dostałam 4 z wypracowania do Szoszi
spodobali mi się chłopcy z Shtetl Superstars Soundsystem ( do posłuchania na myspace.com)
idzie płyta ( te wybijające się ponad przeciętnosć teksty są oczywiscie K. )

Glacjo
20:53:53
bez kitu,masz farta,ze trafilas takiego mena

no i jest jak jest
czyli super

czwartek, listopad 16, 2006

a ja jestem taka mała

Proszę, proszę. Jaka to się okazałam wytrwała. Jestem twarda jak Brudny Harry. Oh yeah. Wczoraj pisałam do drugiej w nocy, potem leżałam w wannie pełnej wrzątku, a budzik nastawiłam na szóstą rano. I wstałam, wyszłam, pani zapytała, czy pan był mężem czy konkubentem, złożyłam podpis, poszłam do szkoły, wypróbowałam napój imbirowy w Tarabuku, powiedziałam zaj gezunt, wróciłam, wyturlałam się z małym, wytuliłam z dużym, napatrzyłam na nich razem, wykąpałam małego, pożegnałam dużego, zasiadłam do pracy, skończyłam. I żadnej kawy!
I już północ minęła. A mój organizm to chyba już tak z rozpędu.


Rany, jak ja tęsknię. On jest tam, a ja jestem tu. To nieznosne.

Słucham Dropkick Murphys. Ale są fajni. Ale fajni.
"irlandzka working class w USA. Punks and skins. Naprawdę dobrzy. Dużo folkloru, kobzy i takie tam."
czyli sms na temat.

a chłopcy z Los Fastidios piszą hi Alexandra, ale jest super, stay rude, stay rebel, stay antifa!!!

doprawdy, nie wiem na co się zdecydować.


kiedy rezerwa szła do cywila, eja!

poniedziałek, listopad 13, 2006

na zdrowie

Menu na dzis:

sniadanie o 8 rano: dwie kanapki z serem
drugie sniadanie o 10 rano: Bajeczny
lunch o 13: 7 days
obiad o 17: Corny
kolacja o 20: dwa tosty z serem

czyli milion kalorii i jeden pogrzeb

niedziela, listopad 12, 2006

daj głos

W metrze słucham Los Fastidios i z tej okazji uczę się włoskiego. Znam już trzy nowe słowa:
rivolta
lambretta
i
vespa


;)
__

{ w kuchni }

ja: mamo, kupię sobię skuter, ok?
mama i tata chórem: nigdy w życiu!
ja ( z rozbawieniem): słucham?
m&t: to niebezpieczne!
ja ( z powagą ): życie jest smiertelnie niebezpieczne...

Dawno nie byli tacy zgodni. Ich miny wskazywały na żal, że nie mogą rozmowy zakończyć w najprostszy do tej pory sposób: a lekcje odrobiłas?

__

Vespa 50 Special
jaka piękna!
Raz K. wspomniał i nie mogę przestać o niej myslec.

to nigdy nie było prawdziwsze, nigdy nie czułam tak bardzo, nigdy nie było tak

Noszę twe serce z sobą (noszę je w moim
sercu) nigdy się z nim nie rozstaję (gdzie idę
ty idziesz ze mną; cokolwiek robię samotnie
jest twoim dziełem, kochanie)
i nie znam lęku
przed losem (ty jesteś moim losem) nie pragnę
piękniejszych światów (ty jesteś mój świat prawdziwy)
ty jesteś tym co księżyc od dawien dawna znaczył
tobą jest co słońce kiedykolwiek zaśpiewa
oto jest tajemnica której nie dzielę z nikim
(korzeń korzenia zalążek pierwszy zalążka
niebo nieba nad drzewem co zwie się życiem; i rośnie
wyżej niż dusza zapragnie i umysł zdoła zataić)
cud co gwiazdy prowadzi po udzielnych orbitach
noszę twe serce z sobą (noszę je w moim sercu)

czwartek, listopad 09, 2006

prasa kłamie

W prasie i ja jezde. Ęternetowej. Wywiadów udzielam, a potem publikują z błędami. Żenada. Wuala.

__

W dłoni kromka chleba grubo masłem smarowana, wzrok wbity w miskę z twarożkiem. I jest, jest, przebłysk geniuszu! [ błyskawica przecina nieboskłon ].
Wpadłam na pomysł co i jak i w ogóle, może uda mi się napisać tę pracę na literaturę! Zawsze wiedziałam, że najlepsze pomysły przychodzą w czasie posiłku. W jedzeniu siła!

__

Szukam zimowej spódnicy. Z okazji początku sezonu grzewczego w sklepach same miniówki. W końcu, dla żartu i rozładowania sytuacj jakże nerwowej ( sklepy normalne i lumpy, wszędzie nic! ), przymierzyłam jedną. I rzeczywiście, na widok siebie w czymś takim wybuchnęłam śmiechem. Nie ma co, gdybym wyszła w niej na ulicę, sklepy od razu zapełniłyby się normalnymi spódnicami.
Cudny wynalazek, tylko jak w tym, do cholery, siedzieć?



K., oczywiście, jest za.
/no dla niego to ja może nawet.../

/aaa, krzywe nogi mam!/

środa, listopad 08, 2006

lulu na moście

Dzis zawędrowalismy na most. Most ładny, wiszący. Oglądałam konstrukcję z bardzo bliska i zadawałam K. głupie pytania. a jak to wisi, a dlaczego, a jak to jest zrobione?
Piękna, piękna jestes Warszawo nasza.
Wyburzyli kamienicę, został tylko plac, rumowisko, koparka stoi wsród gruzu. Zdjęcie zrobiłam, bo piękne, smutno piękne to było.

Ale najbardziej zajmuje mne teraz sen. A raczej o nim marzenia.
Chciałabym móc czytać sobie w łóżku wieczorem, z herbatą na szafce nocnej...Chciałabym wstawać wtedy, kiedy mam na to ochotę. Chciałabym się wyspać.
Zasnęłam już na wykładzie u Jaruzelskiej, a na innych zamykają mi się oczy i głowa mi się kiwa. Na niczym nie mogę się skupić, bo marzę o odpłynięciu w krainę snu. Spać, spać, spać...byłoby cudownie.

poniedziałek, listopad 06, 2006

najpiękniejsze kwiaty człowiek dostaje na swoim własnym pogrzebie....

ach, było kapitalnie!
K. zapowiedział, widąc tłumy w Aurorze, będzie niezła pchalnia. No i się nie pomylił. Oj nie.
Co się na nadarłam to moje, ale następnym razem idę w martenasach, chociaż z zakładania na tego typu imprezy różowego sweterka nie zrezygnuję.
Proszę państwa, śpiewamy!

/kiedy usłyszałam, jeszcze przed koncertem, pierwszy utwór tego zespołu, wybuchnęłam śmiechem słysząc tekst. Doprawdy, piękni chłopcy śpiewający wiersze godne Nobla. Mój przebój, ten, z którym miałam pierwszy raz w Celi nr.3 to Piwo . Czyż nie są mistrzami? ;) /

____


A przed koncertem.
Schody do nieba. Schody metra. Między pocałunkami spoglądam w dół. I nagle dostrzegam. to jest ojciec młodego szepczę. Przechodzi obok nas, przepycha się, przyspiesza, skręca i znika nam z pola widzenia.
Przypominam sobie jak spotkaliśmy go kilka tygodni temu. Jak wtedy zareagowałam. Przypominam sobie imprezę w Jadło, całą tę pyskówkę. Przypominam sobie jak robiło mi się zimno, niedobrze za każdym razem, kiedy go widziałam. Jak zaczynałam płakać z bezsilnej wściekłosci dostając jego wiadomości na gronie.
K. pyta i nawet nie powie cześć?
nie, zazwyczaj kiedy mnie widzi mówi 'zdychaj szmato', ale teraz się bał, bo zobaczył Ciebie odpowiadam
i czuję, jak K. ściska moją dłoń, a ja
a ja nie czuję nic
jest mi wszystko obojętne
on mi jest obojętny

i czuje, jak mi jest dobrze, jak mi jest szczęśliwie
trzymając się za dłonie produkujemy masę ciepła
nie wiedziałam, że tak może być jeszcze
w moim życiu

Kuba
Kuba
Kuba

niedziela, listopad 05, 2006

dyliżansem...

dyliżansem zapomnienia jesteś dla mnie...


Cokolwiek to znaczy. Weszło mi w głowę i wyjść nie może. Oczywiście nie narzekam, The Kolt grają fajnie.

{ z muzycznych odkryć, samodzielnych zupełnie: Nekromantix. Ach, jakże mi panowie przypasowali! }

Z pracy o Masoes Biniomin haSzliszi dostałam nędzną ocenę 3. Nie troskam się jednak oceną, albowiem od czasów 8 punktów na 40 z klasówek z matematyki, przestało mi zależeć na średniej.
Jestem raczej zadowolona. Co przeczytałam to moje ( opracowanie Dana Mirona do interesujących wszak należy), czegom się nauczyła, nikt mi odebrać nie może. Teraz obgryzam paznokcie pisząc kolejną pracę. Temat brzmi: Problem czystości w "Para aduma"*. Gdybym nie wiedziała, jak mają wyglądać tego typu prace, byłoby łatwiej. Gdybym mogła ją napisać tak jak jestem przyzwyczajona, byłoby idalnie. Ale przez 5 lat liceum nikt mnie nie nauczył jak napisać pracę będącą syntezą źródeł. Nie umiem i już. Za dużo chcę dodać od siebie. I to jest problem, na serio. W przyszłym roku mam pisać pracę licencjacką. Ojojoj.

__

A wieczorem Cela nr.3 w Aurorze. Miłej zabawy sobie życzę.


*"Para aduma" czyli "Czerwona jałówka"- opowiadanie Micha Josef Berdyczewskiego. Bardzo fajne, a scena zabijania krowy wręcz mistrzowska.

środa, listopad 01, 2006

wesołych świąt

powiedział pan magister Stefan.

Wczoraj Punkt. Szumi mi do teraz. Dobry koncert nie jest zły. A jak grają trzy kapele to już jest super.
{ w niedzielę cela w Aurorze, nawet nie wiem czego się spodziewać }

__

Młody chce założyć kurtkę. Proszę synu, chcesz to bierz. Ja mam na sobie za duże o 4 rozmiary spodnie od dresu firmy lecoqsportif, szafirowe i szelszczące. Młody bierze w garść kostkę gorzkiej czekolady, a ja włączam Siekierę. Ciągnie mnie na kanapę, siadamy obok siebie. czy tu się głowy ścina, czy zjedli tu Murzyna... słuchamy razem, synek uśmiecha się do mnie, buzię ma wymazaną czekoladą i przytupuje w rytm muzyki. Powiedz punk rock.