środa, marzec 28, 2007

black denim boy

Napisałam długą notatkę. Przeczytałam i skasowałam. Nie umiem rozmawiać ze swoimi rodzicami. Wystarczy.

___

Mój black denim boy dziś zajmuje się bębnieniem. Bardzo intensywnie, bo aż na dwóch próbach z dwoma niezależnymi od siebie ansamblami. Mój black denim boy nawet na odległość umie sprawić, bym zaczęła się uśmiechać.
( i bywa też brutalny, mhm )
A ja zamierzam zakończyć dziś tworzenie wiekopomnego dzieła pt. Niesamowitość w opowiadaniu Agnona „Edo weEinam”. Mhm. Mam herbatę, pierniczki, słucham Surfaris i może mi się uda.
Jutro, zupełne wyjątkowo, w czasie okienka nie idę do lekarza, ale po bilety na uwaga uwaga Iggy and The Stooges, którzy zagrają dla Kuby i mnie już 24 czerwca!

sobota, marzec 24, 2007

i tyle na ten temat

Wczoraj pod domem wył pies
Dziś ojciec kupił mi klej
Jaki to wszystko ma sens
Życie tak ciekawe jest

Dziecko ze skaju ma brew
Marian ma tandetną krew
Jaki to wszystko ma sens
Życie tak ciekawe jest

Krążą atomy i wścieka się gość
Zjadł starą rybę i wpadła mu ość
Słychać po nocach śpiew pijanych żab
Jaki ciekawy jest świat

Ponoć wygina się czas
Pomarańczowy jest Mars
Płeć zmienił wczoraj mój brat
Jaki ciekawy jest świat

W grzybach odkłada się rtęć
W szmatach odkłada się pleśń
Jaki to wszystko ma sens
Życie tak ciekawe jest

Wczoraj pod domem wył pies
Dziś ojciec kupił mi dżem
Nerkę odsprzedał mój brat
Jaki ciekawy jest świat

by Bielizna

___

Ciagle się nad tym zastanawiam. To są w zasadzie żarty, ale utkwiły mi w pamięci. Młody stanowczo przekonywał Kubę do zmiany pozycji z leżącej na idziemy do kuchni, a Kuba zażartował „kierownika to masz chyba po mamie”. Po prostu zażartował. A we mnie to siedzi. Nie wiem. Może powinnam mniej rozmyśleć o wszystkim, tak jak mi radzi. Mniej się przejmować. Ale dziś złapałam trzy takie zdania. Trzy. I siedzę i się przejmuję. Że coś robię źle. Że coś robię nie tak.

Teraz grają Analogsi, w tej chwili, a ja nad pracą, ukochany nad pracą... Umysłowa praca to nie byle co.Poza tym wprowadzam poprawki na myspace Kuflersów, apdejtuje, dopieszczam. Płyta wystawiona na allegro. Nuże, kupujcie.Redskins mi grają, jak ja ich lubię. Ale zaraz włączę Surfaris co będzie oznaczało tylko jedno – piszę.

Lekki zgrzyt. Naprawdę jestem taka apodyktyczna?Ja po prostu chcę żeby było dobrze. Mam często na to pomysł i wprowadzam go w życie. Tout simplement

środa, marzec 21, 2007

schizofrenia

Szukam przepisów na mazurki, zastanawiam się jak je ozdobię. Chcę upiec jeden dla domu i jeden dla teściowej in spe w prezencie. Zaczynam też myśleć o macy i pysznościach, jakie wyprodukuję na Pesach.

Synek pewno dostanie od dziadków małą palemkę. Trzeba będzie mu wytłumaczyć skąd pochodzi ta tradycja – ale dopiero na jesieni, kiedy będzie Sukot, zobaczy jak wygląda pierwowzór czyli lulaw.

Pesach, Pascha....miesza się w głowie. Wielkanoc istnieje tylko w mojej świadomości kulinarnej, a Pesach to przecież zman charusejnu, czas naszej wolności.
Trochę mi dziwnie, na pytanie, czy wierzy w zmartwychwstanie Jezusa odpowiedział ‘no...chyba tak”. Mało nie spadłam z łóżka, no jak to? No i co my teraz zrobimy? Ty wierzysz, a ja nie?

No i chyba nic z tym nie zrobimy. Najemy się macy, zasłodzimy mazurkami i tyle.

Bóg jest jeden.

___

2011 – tak sobie wyliczyliśmy, że wtedy powinno urodzić się nasze drugie dziecko. Kuba chce Zosię. Czy już powinnam zacząć łykać kwas foliowy?

wtorek, marzec 20, 2007

Już za chwilę, za moment zacznę pisać wypracowanie nt niesamowitości w prozie Agnona. Ale to za momencik... Tylko dopiję herbatę, pochrupię orzechy z mieszanki studenckiej, a jakże, i troszkę sobie powspominam, rozkotkuję się nieco...
I słucham sobie muzyki, co jest nam tłem, ale tym razem to cuda i dziwy, ocean absurdu, pani Jola. Zespół nazywa się Bielizna. A nazwa mówi wszystko.
Targowisko Rękodzielnicze rozwinęło się o stronę internetową. Następne odbędzie się 31 marca. Śmigniem. A co.

poniedziałek, marzec 19, 2007

niedziela na głównym. na głównym niedziela

Niedziela taka jak lubimy najbardziej. Czyli razem i poza domem. Tym razem pogoda uniemożliwiła nam spacer po Skaryszaku czy Łazienkach, ale zaprosili nas M. Wszyscy byli zadowoleni – duzi chłopcy rozmawiali siedząc w fotelach, mali chłopcy podbierali sobie zabawki, a S. i ja krążyłyśmy między kuchnią, pokojem z zabawkami i naszymi ukochanymi.
Wyszliśmy od nich naładowani pozytywną energią – dobrze jest napatrzeć się na ludzi, którym jest ze sobą dobrze. Tak po prostu.
A potem późny obiad w gronie rodzinnym. Młody i ja czujemy się co raz swobodniej.

A teraz testuję radio Pandora. Zaczęłam od Exploited, potem Joy Division, X i na koniec Magazine. Bardzo fajny pomysł, takie radio. Zostałam przy Magazine Radio. Luuuubię tak.


Zrobiłam na obiad kurczaka z pomarańczową pastą curry i mlekiem kokosowym. Ostre potwornie, ale pyszne. Może pojedziemy do Tajlandii?
Bo my chcemy jeździć, zwiedzać, wąchać i dotykać.
Patrzę na Kitchen Aid i myślę – po co mi to? Wystarczy zwykły mikser, a pieniądze do kieszeni i w świat. Marzy mi się podróż dookoła Morza Czarnego. Tam musi być tak pięknie... Tak sobie planujemy, myślimy, że takie dotknięcie świata to coś kapitalnego. I że my tak chcemy.

A na starość będziemy siedzieć w fotelach, słuchać muzyki, opowiadać wnukom o dalekich krainach i palić jointy.

niedziela, marzec 18, 2007

erew

tak było jeszcze chwilę temu, w rezerwacie Puszczy Białowieskiej




Enfin. Wczoraj. Koncert w Aurorze – 1984 i One Million Bulgarians. Bardzo dobry koncert, bardzo dobry nastrój, odreagowanie czwartkowych przeżyć.
Metro kursujące do trzeciej w nocy sprawiło, że życie stało się jeszcze prostsze.

środa, marzec 14, 2007

2 lata

Dwa lata temu na warszawskich ulicach leżał śnieg. Był już brudny, topniejący, brzydki. I była to dla mnie najmniej ważna rzecz na świecie. Najważniejszy był mój synek urodzony kilka godzin wcześniej.

Mam oczy na mokrym miejscu więc krojąc tort zalałam go łzami. Wzruszały mnie wspomnienia z tych dwóch lat macierzyństwa. Tysiąc pięknych i trochę smutnych. Okoliczności, w jakich zostałam samotną matką, jak zły sen ciągle przyklejony do mojej pamięci. Długie tygodnie smutku. Braku nadziei. Przeświadczenia, że nic dobrego już mi się nie przydarzy, że zawsze będę już samotną matką mieszkającą z rodzicami. Myślałam o ojcu młodego i jego kolejnym wyroku. Myślałam o tym, jak silne ma geny – wczoraj widziany jego wujek tak niezwykle podobny, we wszystkim, w gestach, fizjonomii, głosie. I ten strach, że synek bardziej będzie do nich podobny, niż do mnie.

I myślałam o tym, jak teraz jestem szczęśliwa. Patrzyłam na młodego i Kubę, na te dwa cudy które mi się objawiły w życiu. Na mężczyzn, których kocham do szaleństwa, a każdego inaczej. Niech to trwa. Niech trwa.

wtorek, marzec 13, 2007

...

Słucham sobie Brygady Kryzys i łzy mi kapią na nogi, kap kap kap.
Panie mój, jaka ja jestem szczęśliwa.

Ostatnie kilka dni jawi mi się jak jedno wielkie pasmo piękna i radości. Ból mięśni o których istnieniu nie miałam pojęcia, jaki dopadł mnie po naszej wyprawie na pływalnię, ból nóg po kilometrowych spacerach z synkiem śpiącym w wózku. Hektolitry słów. Las, wiewiórki, pączki na drzewach, wilgoć.

I ten wieczór. Kuba, synek i ja. Dwa Królewskie, trzy bułeczki pomarańczowe. Pijemy, jemy, zbieramy okruszki, synek karmi misia, miłość, miłość, miłość.

( Na Nowym Świecie spotykamy kolegów Kuby. Oni idą w jedną stronę, my w drugą. Oni idą na mecz, Kuba pcha wózek.
-jestem tu, gdzie chcę być
odpowiada na moje pytanie, czy nie wolałby z nimi, po prostu, pójść sobie na mecz, albo i nie, na piwo, zająć się ich chłopięcymi rozrywkami, robić to, co chce )

Dużo rozmawiamy o religii. Dość często. Tym razem sprowokowani artykułem w DF. Artykułem, który nie jest rzetelny, według mnie. Ale problem faktyczny i zacznie nas dotyczyć za kilka już lat. Zastanawiamy się wspólnie jak będzie w naszej rodzinie. Jaki kształt ma przyjąć tradycja. Czego nauczymy nasze dzieci. Jakie święta będziemy obchodzić.
Zgadzamy się właściwie we wszystkim. Pomysł na życie religijno - duchowe naszej rodziny krystalizuje się powoli, ale skutecznie. Jestem spokojna.

środa, marzec 07, 2007

o!

Niespodziewanie stała nam się wiosna.
Dzień szeptów, śmiechów, łaskotek i głaskania po twarzy.

( świecie mój, świecie...zanurzam się w tej miłości po szyję....).

Twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem. Kawa.
Elvis. Orzełek.
Biała torebka.
The Plastic People of The Universe. ( Poradzę sobie bez jej pomocy.)
Sos rybny.


Królu Wszechświata pozwól mi zawsze cieszyć się każdym drobiazgiem.

wtorek, marzec 06, 2007

...gdzie zimą zamiast śniegu pada gwiezdny pył...

Hamantaszen* udały się bardzo. Jeszcze ciepłe zaczął jeść tata i przy trzecim obiecał, że zostawi coś dla reszty. Młody docenił dzieło mych rąk wyjątkowo wylewnie, a Kuba zapytał czy nie dostałabym za te hamantaszen jakiegoś stopnia naukowego na tej swojej hebraistyce. A ja uśmiechałam się ukazując mak w zębach** i wspominałam lepienie ich o 1.30 w nocy... Nie da się ukryć, że to lubię. Lubię zakładać fartuszek, tworzyć przy muzyce, a potem cieszyć oko i podniebienie. No i słuchać komplementów. ( A udka kurczaka cytrynowo – ziołowe, ach, te to były pyszne...)
Praca z Brennera nie napisana w dalszym ciągu, ale za to zdobyłam informację o najdłużej z możliwych działającym basenie w mieście i już w tym tygodniu, o 21.30 umieścimy nasze ciała o wyporności nie małej w wodzie na całe 45 minut....Ahhhh...już nie mogę się doczekać. Fajny kostium mam ;)



* Hamantaszen w jidysz, po hebrajsku oznej Haman, a po polsku uszy Hamana. Czyli tradycyjne ciastka purimowe. Kubie tak zasmakowały, że namawia mnie na zorganizowanie jeszcze jednego Purim, „może jakieś poprawiny?...” i nie chce słuchać o tym, że następne za rok.
** Zawsze twierdziłam, że największego wroga rozpoznać można po tym, że tej chudej lafiryndzie nie zostaje ani jedno ziarnko maku w zębach, choćby zjadła pół makowca (co jej i tak na wagę nie zaszkodzi, małpie ). ;)

sobota, marzec 03, 2007

szawua tow, Purim sameach!

Nabrałam sił. Cały dzień w Jadłodajni Filozoficznej ( nowa impreza – Targowisko Rękodzielnicze, ludzie wystawiają się z dziełami rąk własnych, kolczyki, torebusie, ubrania, ceramika etc., muzyka gra, jest fajnie. Muzykę grał Kuba, organizatorzy to przyjaciele więc było miło i rodzinnie* ), potem krótka chwila na oddech i herbatę z szałwii na Pradze ( lubię to mieszkanie, lubię je, oglądamy ściany, urządzamy je w myślach, omawiamy kolor ścian, będzie nam tam dobrze ) i do domu. Uśpiłam młodzieńca i zajęłam się szykowaniem hamantaszen. Masa makowa stygnie, a za dwie godziny wyjmę z lodówki ciasto. Czyli mam jeszcze masę czasu, w sam raz na pisanie wypracowania. No i słucham Kuflersów. ( cieszę się, jakby to było moje dziecko, oglądam płytę, dotykam, ładnie wydana jest, no i w ogóle...)

* znajomi pytali Kubę, czy młody jest jego dzieckiem. „prawie” odpowiadał, a ja przyciągałam do siebie Franka i Antka i myślałam, ale fajnie mieć takich dwóch chłopaków, i mówiłam chłopaki, ale jesteście super. Chrzanię zimowę spacery, chcę się rozmnażać. Płodzić! Płodzić! Płodzić! ( ma melodię „Do przodu Polsko”)

* dobrego tygodnia, wesołego Purim!