czwartek, czerwiec 28, 2007

słodko!

Mam wrażenie, że czas, który spędziłam dziś na egzaminie był tak samo zmarnowany jak papier i atrament, które zużyłam na napisanie ok.5 stron truizmów i zdań bez sensu. Udało mi się nie wymienić ani jednego nazwiska krytyka literackiego, co biorąc pod uwagę fakt, że był to egzamin z historii współczesnej literatury hebrajskiej, pozwala mi wątpić w to, że już zaczęłam wakacje. Ale nie dowiem się tego przez najbliższy tydzień, więc mogę zupełnie swobodnie udawać, że wakacje już są.

Jutro po południu jedziemy w trójkę pod Warszawę, na rodzinną imprezę. Bardzo lubię rodzinę K., więc będzie miło. Niestety, wyjazd przewidziany na jedną noc – w niedzielę K. ma próbę z 22 P.M ( a nie 10 P.M jak mi się wydawało, wybrali jednak wersję nieco absurdalną), a próba to wszak rzecz święta. Jeśli chodzi o ten zespół, to jestem pełna wiary. Nagranie które zaprezentowaliśmy u J. spotkało się z aplauzem i płyta była puszczana kilka razy, a dziewczyny mówiły mi na ucho to jest super, lepsze od Kuflersów! Na pewno jest inne, ciekawe, dobrze się słucha. Na jesieni planujemy pierwszy koncert. Życzę chłopakom powodzenia.

Jutro mam dostać okres, co w połączeniu z masakrą domową, nieudanym egzaminem i pogodą przyniosło dwie wielkie bezy mocca, gotowe danie Knorra (poczułam, że MUSZĘ i pobiegłam do sklepu na 5 min przed jego zamknięciem), drożdżówkę z makiem, colę w szklanej butelce, paczkę cukierków i czekoladę na gorąco. Do tego dwa razy popłakałam się opierając się o pierś K. i marzłam cały dzień.
Dzień na szczęście się kończy, a ja zaparzyłam gorzką herbatę (ta ilość słodyczy mnie zabije, jutro nie wchodzę na wagę), czytam dawno odłożoną na bok książkę ( świetne „Szkice piórkiem” Bobkowskiego ) a za chwilę włączę sobie jakiś film. Wybór padnie chyba na „Maszehu matok” czyli „Coś słodkiego”. Dziś bardzo na miejscu.

środa, czerwiec 27, 2007

jak Ola uczy się do egzaminu...

You scored as Odin, You are Odin. You are the leader of the Norse Gods. You are the wisest and always fight evil. You sacrificed your eye for knowledge, as well as hanging for 9 days with a spear in your side. You are the God of Philosophy and Poetry. You will lead the Gods into Ragnorak (the end of the world)

Odin

58%

Freyja

55%

Thor

55%

Loki

53%

Baldr

45%

Tyr

45%

Which Norse God Are You?
created with QuizFarm.com


___

Na spokojną naukę nie pozwala mi masakra piłą mechaniczną II jaka ma miejsce w domu. Młody postanowił brać przykład ze starszej siostry i zawinął się z domu. A że chyba nie bardzo wiedział co zrobić, żeby było jeszcze efektowniej (ja byłam na dwa tygodnie przed 18-stymi urodzinami i wyprowadziłam się do 15 lat starszego faceta), wyprowadził się do Krakowa. No więc on teraz szuka pracy w pięknym mieście, a ja usiłuję nie brać udziału w tej masakrze. Umiarkowanie mi się to udaje i najchętniej też bym spakowała walizeczkę, wzięła Małego i śmignęła na drugą stronę Wisły.

Spędziłam dziś chwilę na Pradze i nie umiem już inaczej mówić o tym mieszkaniu, niż ‘dom’. Tu, gdzie mieszkam, nie ma mowy o grzaniu się w rodzinnym ciepełku.

Brakuje mi spokoju, powieki mam zapuchnięte.
Muzyka na dziś: Hedningarna.

wtorek, czerwiec 26, 2007

I'm so fucked up!

krzyczał ze sceny Iggy Pop, a tłum szalał.

__

Oglądałam kiedyś filmy z koncertów The Beatles, w czasie których publiczność krzyczała, płakała i mdlała na raz. Ja patrząc na to pukałam się w czoło, ale już więcej tego robić nie będę.
Przez 1,5 h koncertu skakałam, krzyczałam, klaskałam tak, że po wyjściu miałam całe ubranie mokre od potu. Staliśmy prawie pod samą sceną i byliśmy tak blisko Iggiego, że widzieliśmy każdy mięsień drgający pod jego skórą.
To było naprawdę niesamowite przeżycie. Tak naprawdę, to nie umiem tego opisać. Cały tłum był jakby w czasie zbiorowego orgazmu.
Ten krzyk został potem we mnie, zbierał się w niebie, aż poleciał w kosmos następnej nocy.

__

A poniedziałek pod znakiem Wrocławia. Spacer totalny, co tam Rynek, co tam ogródki piwne. Zbadaliśmy wszystkie wyspy, oddychaliśmy świętym powietrzem Katedry, obeszliśmy Hale Ludowe dookoła i zachwycaliśmy się blokami za mostem Grunwaldzkim.

Potem niebo, dużo piwa, dużo muzyki. Śpiewaliśmy „Strzelby z Brixton”, a potem wracaliśmy w deszczu, za ręce, śmiejąc się do siebie i świata.

__

Ten czwartkowy egzamin jest tak daleko...

piątek, czerwiec 22, 2007

zapatrzeni w ksieżyc...

Za oknem pada ciepły deszcz. Dwa piętra niżej pracuje K. Naprawdę, bardzo mi się nie chce uczyć. Myślami jestem już we Wrocławiu. Gdzieś między placem Solnym a Podwalem, może z butelką wina, może na bosaka. Trzymamy się za ręce.

Rok temu byłyśmy tam z O. na festiwalu. Czułam się potwornie samotna, niekochana i niechciana. Gdzieś migotał F. ale wiedziałam, że na nic poza romansem nie mam ochoty. A na romans nie miałam czasu. Dookoła spotykałam pary, zakochane, zaszeptane pary. Pamiętam, szłyśmy do kina, pamiętam dokładnie miejsce, zaraz za Arkadami w stronę Rynku. Gorąco było wtedy bardzo.
Marzyłam głośno, mówiłam o mężczyźnie, którego chciałabym poznać. Miał być silny i męski, a najważniejsze, najważniejsze było to, żeby przy całej swej męskości wiedział, kto i gdzie pisał o tuberozach. Byłam przekonana, że to będzie idealny dla mnie partner. Stwierdziłyśmy jednak z O. zgodnie, że taki mężczyzna nie istnieje i trzeba się będzie zadowolić jakimś ersatzem...

Dwa miesiące później siedziałam z K. na Wielkiej Górze, w czasie jednej z bardzo wczesnych randek. Siedzieliśmy na trawie, piliśmy piwo i patrzyliśmy na światła Służewca ( tak, właśnie o tym jest piosenka Kuflersów pt. Góra* ) rozmawiając o różnych sprawach. W pewnym momencie zapytałam K., będącego najbardziej męskim ze znanych mi mężczyzn, o tuberozy. Powiedział „no przecież Tuwim o nich pisał”, a potem pociągnął solidny łyk Królewskiego.
A ja mało nie zemdlałam z wrażenia.
___

*)
stoimy na wielkiej górze
cały świat widzę przed nami
ziemia bez przerwy się obraca
wiruje pod naszymi stopami

dzieci z betonowej dżungli
wychowani na warszawskich przedmieściach
nasze piękno to oddech miasta
zapatrzeni w księżyc nad blokami Służewca

wskazuje mi czarne niebo
jak daleko polecę
za twoim spojrzeniem
za twoim oddechem

Etykiety:

środa, czerwiec 20, 2007

salut a toi

Piję kolejną kawę, ale poziom senności ciągle wysoki. Wieczór bardzo miły. Jedzenie pyszne, muzyka dobra. K. śpiew z akompaniamentem gitary może przejść do historii – tekstami komponowanych na gorąco utworów były przepisy z książki kucharskiej. Przy pierwszych taktach spadłam ze śmiechu z kanapy. Cudne to było.
Potem jeszcze M. wpadła do nas na herbatę, gadaliśmy prawie do 2 w nocy i słuchaliśmy punk rocka z winyli. A ja czułam się tak dobrze, tak u siebie, tak szczęśliwie.
Rano budzik dzwonił co 10 minut przez prawie trzy godziny. Schowany głęboko pod poduszką, zignorowany.
__

Ktoś zaprosił mnie na goldenline.pl argumentując prośbę o akceptację stwierdzeniem, że jestem niezwykle piękna. Czy mogłam odmówić?
;)
__

Robię swoją ulubioną sałatkę: świeży szpinak, truskawki, ser pleśniowy, sok z cytryny, ocet....Pyszna, idealna.

wtorek, czerwiec 19, 2007

deszcze

Jeszcze jeden egzamin i mam wakacje. A przed nim dwa dni we Wrocławiu z ukochanym, Iggy Pop zaśpiewa specjalnie dla nas.
Z gramatyki 5 – nie wiem jakim cudem, bo wchodziłam na egzamin z kalendarzem w ręku, by umówić się na wrzesień.
Dziś impreza u J. Już nie mogę się doczekać, szykuję kreację na wieczór i usiłuję nie myśleć o tym, że mam dziś tzw. dzień brzydala.

__
„Uważam to jako bardzo udany shopping” powiedziało dziewczę do dziewczęcia w kolejce do kasy, a mnie zrobiło się wręcz przykro, a prof. Miodek pewno dostał czkawki i biedaczysko nawet nie wie, dlaczego.

__
Tilt.

piątek, czerwiec 15, 2007

ja stoję, ja tańczę, ja walczę

Gazpacho zimne, pikantne. Do tego tosty czosnkowe, dobrze mi. Prawie dobrze...
Wczoraj kilka godzin w trójkę, odżyłam. Odczuwamy mocno pewną różnicę, w ten czas kiedy tak mało się widzimy. Ja bez jego obecności duszę się, on mówi, że wystarcza mu świadomość, że jestem. Gdzieś, ale jestem.
Jutro piknik na Polach. Weźmiemy koce, jedzenie. Patrzę w niebo z nadzieją, że nie będzie tych zapowiadanych burz.

Egzamin z literatury biblijnej zdany na 3. Grunt, że za mną. Teraz nauka do dwóch kolejnych, najgorszych. Myślę o wrześniu bez strachu.

Kupiłam sobie pierwszą płytę Armii. To jest ten rodzaj hałasu, którego teraz potrzebuję.

środa, czerwiec 13, 2007

warszawa

Nie mogłam się zgodzić na to, że nie zobaczę go aż do dzisiejszego wieczoru, więc wczoraj po spotkaniu w pracy ( pracy-nie-pracy, dziwna sprawa) pojechałam na próbę 10 P.M.
Chłopcy grali, a ja siedziałam na ziemi, zdjęłam buty, popijałam piwo i patrzyłam na ukochanego jak wali w bębny.
A potem postanowiliśmy pójść do domu (tak bliskie jest mi to miejsce, gdzie nie ma nawet mojej szczoteczki, ale są za to zabawki Małego..) na piechotę. Noc ciepła, piękna, a miasto – zachwycające. Rozglądałam się po tej naszej Warszawie i oczy przecierałam ze zdumienia, jak tu pięknie. Siedzieliśmy nad Wisłą, w tym samym miejscu, gdzie na naszej pierwszej randce i patrzyliśmy na wodę. Most Gdański, zielony, pajęczyny, stal i drewno. Tam kiedyś zrobimy zdjęcia ślubne, na tramwajowych torach. Szliśmy przez most, jedyni na całym świecie, trzymając się za ręce. Niebo było co raz mniej czarne, powietrze stawało się rześkie.

Położyliśmy się spać gdy już było jasno. Kiedy obudził mnie po raz pierwszy myślałam, że to południe, była 5 rano... Pół sen, pół jawa, cudnie było.

A teraz znowu go nie ma. Odliczam godziny. Jeszcze sześć.

Etykiety:

wtorek, czerwiec 12, 2007

jestem drzewo, jestem ptak

Zamknęłam ostatnią książkę, kserówki ułożyłam w równe stosiki. Koniec nauki, o 10 rano rozpoczynam egzamin. A teraz wyjmuję z lodówki piwo i idę do wanny.

poniedziałek, czerwiec 11, 2007

tskn

Prorok Elizeusz, kiedy chciał osiągnąć stan ekstazy, kazał grać sobie na harfie. A najstarsza znana inskrypcja hebrajska pochodzi z X w. p.n.e. Ciekawych rzeczy uczę się w tej szkole.
Jutro egzamin ze starożytnej literatury biblijnej. Boję się jak cholera i nie mam ani jednej białej bluzki.
Do tego pani, która miała być moją pierwszą uczennicą odwołała jutrzejsze spotkanie. A z pracy ciągle nie przysłali umowy, a jutro wieczorem mamy niby ją podpisać. Mama mówi, że na pewno mają tam bałagan. A ja mam nerwy. Z tęsknoty już mi pada na mózg i co rozmawiam z ukochanym, to palnę jakieś głupstwo. Zła jestem na siebie.

niedziela, czerwiec 10, 2007

a teraz będzie na wesoło

Miło. Tarta Tatin udana. Wszyscy zjedli, a K. zgrabnie wybrnął z pewnej niezręczności związanej z moim wypiekiem.
W zasadzie zawsze smakuje mu to, co przygotuję, ale tylko przy jednej potrawie nie dorzuca jakiegoś ‘ale’. Jest to czulent. Kiedy zrobiłam gaucamole smakowało mu, ale „byłoby idealnie, gdyby nie awokado...”. Kiedy dostał na talerzyku ciasto z rabarbarem i truskawkami, dostałam z powrotem talerzyk z dokładnie oddzielonymi kawałkami rabarbaru... No, zawsze jest „coś”, już się przyzwyczaiłam.

A dziś ta tarta. Wiedziałam, że Mały nie pozwoli mi na wyrabianie kruchego ciasta i tym podobne bzdury, więc wykorzystałam przepis, w którym postulowano użycie mrożonego ciasta francuskiego. Szybko i bezboleśnie. Robienie karmelu to chwila, układanie jabłek pół chwili, na to ciasto i do pieca. No i przyszedł mężczyzna mojego życia, zachwycił się wyglądem tarty i przy pierwszym kawałku już widziałam, że jest dobrze. Do momentu, kiedy nie usłyszałam „super, idealne, a najlepsze jest to ciasto”. Czyli spód. Mrożony.

Moja ciocia przez lata robiła swojemu mężowi puree ziemniaczane z proszku, a on żył w nieświadomości do momentu, gdy jej nie przyłapał z opakowaniem w ręce. Uznałam więc, że muszę się przyznać, że tę cześć tarty, która najbardziej smakuje K., nie ja robiłam.

Spojrzał na mnie i wiedział już, co jest grane. Po czym powiedział, to tak jak w muzyce, z samplami. Z półproduktów – sampli zrobiłaś idealne ciasto. A to sztuka. No i jak tu go nie kochać?

sobota, czerwiec 09, 2007

muzyka na wieczór: Armia, Dezerter, Karcer czyli pozytywna wibracja

No i mam 22 lata. Totalnie to niczego nie zmienia. Zastanawiam się tylko jak sobie umilę ten swój dzień. Chociaż szczerze mówiąc, odkąd urodziłam Małego mam wrażenie, że dziś główną świętującą powinna być moja Mama. Ja się po prostu urodziłam, a Ona zrobiła niesamowitą robotę, robiła 9 miesięcy przed i robi do teraz.
Ale Mama wyjechała na kilka dni, odpocząć od nas, słusznie, a ja dzielę czas między Małym, domem a nauką do wtorkowego egzaminu. Jak na razie Mały wygrywa. Fajny jest. O rany, ależ ten mój syn jest fajny.
Tak więc zastanawiam się, co sobie upiekę. Zdaje się, że stanie na tarcie Tatin z jabłkami. Truskawki wolę jeść na surowo. Albo w wersji pt. truskawkowa Margarita.

Nie nadaję się na żonę męża-w-delegacji. Prawie się nie widujemy od kilku dni i poza chwilą jutro, trochę więcej czasu razem spędzimy dopiero w środę. Nawet nie mam jego piżamy, żeby w niej spać. Jego pościeli, żeby mi sny nim pachniały. Gdybym miała jego kubek używałabym go nawet przy myciu zębów.
Wyć mi się chce z tęsknoty.

czwartek, czerwiec 07, 2007

No i po co ja się tak irytuję?

Jestem mistrzynią w irytacji, niecierpliwości, trzaskaniu garnkami i minach. Mina to moja broń. Unoszę brew albo zmywam emocje z twarzy. Patrzę w bok lub zaciskam wargi. Wszystko widać. Nawet wtedy, kiedy nie chcę pokazać [ a może tylko tak mi się wydaje?].
No więc dziś się zirytowałam, nagadałam ukochanemu przez telefon, że co jest do cholery i tak dalej. A potem się zastanowiłam – po co? Ułożyłam sobie wszystko w główce, przeprosiłam lubego, wyraziłam skruchę i obiecałam poprawę. Rester zen. Więcej luzu. Muszę zdecydowanie być bardziej wyluzowana.

A szczególnie teraz, kiedy powinnam się uczyć do egzaminu, a on tam gdzieś, pije kolejne już piwo z kolegami, na koncercie, a te panienki, cholera by je, na pewno się kręcą dookoła. Jakbym była panienką, to na pewno bym się koło niego kręciła. Oj tak. Taki K. jak on to się raz w życiu zdarza.

[ to aż dziwne, że ja jestem w nim ciągle taka zakochana, jakbym 16 lat miała, zakochana, rozkochana i kochająca ]


Ciekawa moja charakterystyka uczyniona przez J.
J. opowiada jak to Jej luby postąpił niewłaściwie [ z dziewczętami w tle, żeby była jasność]. Opowiada, a na koniec dodaje:

Ty to byś chyba padła trupem i wstała tylko po to, żeby go zadźgać nożem

spytaj milicjanta, on ci prawdę powie

Fado mnie znudzilo. Najpierw włączyłam The Vapors, a potem Siekierę. Siekiera to jest właśnie to, co kotki lubią najbardziej.
Zadzwoniłam do M. co było dobrą decyzją. Tęsknię za M.
Udało mi się od obiadu pić tylko wodę, kefir i jeść truskawki. Troszeczkę truskawek. Bardzo malutko.
Z egzaminu z judaizmu dostałam 5. Szału nie ma, wszyscy dostali 5. Zero satysfakcji. A tak bardzo chciałam wykazać się wiedzą nt. literatury między Biblią a Miszną, albo chociażby o powstawaniu Talmudu. Nawet o tradycjach religijnych starożytnych Hebrajczyków mogłabym opowiadać. Ale, cholera jasna, wylosowałam pytanie „judaizm a tożsamość żydowska”. No nie. No nie!
Mam już w indeksie połowę ocen. Czyli cztery piątki. Zero satysfakcji. 5 z francuskiego, 5 z jidysz [ nie znam jidysz], 5 z judaizmu [wyżej], 5 od Sz. [ bo lubi naszą grupę]. Został jeszcze praktyczny hebrajski, literatura współczesna, literatura starożytna oraz gramatyka. Piątek nie przewiduję.
K. irytuje się. „jak dostaniesz dobrą ocenę, to nie widzisz w tym swojej zasługi, a jak tylko dostaniesz gorszą, to uważasz, że jesteś beznadziejna”. Mówi jakby jeszcze mnie nie znał...

Czas iść spać. Teraz mi Dezerter gra. Notatki o prorokach spadły na podłogę.

środa, czerwiec 06, 2007

fado

Nalepiłam pierogów z botwinką i bryndzą. Są pyszne i śliczne.

Słucham fado. Tym razem po raz zupełnie pierwszy. Śpiewa mi Aldina Duarte, a ja zastanawiam się, czy mi się to podoba. Jeszcze nie wyłączyłam.
Dni, kiedy go nie widzę, pełne są odliczania, kiedy już będzie jutro. To piękne jutro, gdy będę mogła pooddychać jego zapachem.

Wczoraj poszłam na próbę 10 P.M. Bardzo fajnie grają chłopcy, bardzo. No i sami są fajni – poznałam kolejnych kolegów K. Jednemu nawet oddałam pół zapiekanki ( tak, zapiekanki pod Pałacem, są tym, co po 1 w nocy robi naprawdę dobrze ).

Noce są teraz cudowne, ciepłe, łagodne, kuszące. Zastanawiam się, czy nie przedłużyć naszego pobytu we Wrocławiu o jeden dzień. Jedna noc więcej, sami w obcym mieście, razem w obcym mieście. Pięknie. Wino nad Odrą. Tego jeszcze nie robiliśmy.

Słucham dalej. Podoba mi się. Chociaż i tak kiedy płyta się skończy, włączę sobie jakiś punk rock. Na dobrą naukę.

poniedziałek, czerwiec 04, 2007

love me tender

Wydawało mi się, że to o bólu głowy to moja kwestia. Bardzo się zatem zdziwiłam. Na szczęście moja siła przekonywania jest wielka jak dorzecze Amazonki.

Jutro egzamin z przedmiotu o nazwie ‘wiedza o judaizmie’. Byłoby głupio, gdybym nie zdała.
Czekam na e-mail z pracy potwierdzający, że ją mam. Bo oczywiście zanim nie podpiszę umowy to nawet to, że mam w kalendarzu wpisaną datę kolejnego spotkania redakcyjnego, nie daje mi pewności. Ot tak, lubię się trochę podenerwować. Na zapas. ( co samo w sobie jest dziwne, bo jednocześnie lubię sobie pobumelować, a jednym z moich życiowych haseł jest „no przecież głowy mi nie urwą”. Bliźnięta jednym słowem )

Blur słucham. Po raz drugi w życiu. Nigdy nie słuchałam, bo słuchały tego, razem z Oasis, dziewczęta w okolicy, a ja bardzo nie lubiłam słuchać muzyki/ubierać się/czytać tak jak dziewczęta w okolicy. Nadal tak nie lubię i nie robię. Dlatego kiedy one słuchały Blur to ja słuchałam Clawfingera.
Pierwszy raz był dziś. A K. zasłaniał mi usta dłonią pachnącą tytoniem i mówił „ciii...cichutko...ciii...”.

niedziela, czerwiec 03, 2007

nowa ja / ważny dzień

Radio internetowe The New Wave Channel mi gra.
____________

Wydarzyło się coś przedziwnego.

Kiedyś powiedział, że jedną z lepszych rzeczy, jaka go spotkała jest to, że już nie są razem. I od tej chwili nie mogłam przestać o niej myśleć.

Jeszcze wczoraj upór, złość, antypatia. Walka to naturalny stan tłumaczyłam mu, nie jest mi z tym źle, tak po prostu czuję. Nie chcę jej znać, widzieć, słyszeć o niej, nie zaproszę jej na herbatę, nie zapytam co słychać. Nie podoba mi się ona, denerwuje mnie, jest jej za dużo. Źle się przy niej czuję,
porównuję się z nią i, tu paradoks,

mając tak o niej niskie mniemanie zawsze w porównaniu wychodzę gorzej.


Dlatego nie chcę jej widzieć.

Dziś chyba coś zmieniło się w promieniowaniu kosmicznym, albo moje powiększone piersi są oznaką ciąży, być może też nagle stałam się dorosła.

Dziś weszłam na grono, obejrzałam jej zdjęcia, z sympatią nawet. A potem zaprosiłam ją do swego grona znajomych.

Wczoraj powiedział, że cieszyłby się, gdybyśmy nawiązały nić porozumienia, a ja potem płakałam ze złości.

Dziś pomyślałam, że wcale nie byłoby nieszczęścia, gdyby jednak była na naszym ślubie.
I poczułam jak wielki kamień spada mi z serca. Poczułam ulgę. Jest mi teraz lepiej. Zniknęła buta. Zniknęła agresja. Jest mi lżej i sama aż się dziwię, że to wszystko zrobiło na mnie tak ogromne wrażenie. To było ważne. On jest ważny.

piątek, czerwiec 01, 2007

Danny Zamir - Satlah

a poza tym w głowie ciągle ( To już dziewięć miesięcy razem, niby nic, a jednak tyle,

a kiedy go nie ma obok, to jestem pełna jego, ciągle jestem przy nim, chodzi za mną krok w krok, czuję jego oddech na karku, on wozi mnie na ramie )

What I like about you
You hold me tight
Tell me I'm the only one
Wanna come over tonight?

Warm whispering in my ear
Tell me all the things that I want to hear
'Cause it's true
That's what I like about you

What I like about you
You really know how to dance
When you go up down, jump around
Talk about about true romance

Warm whispering in my ear
Tell me all the things that I want to hear
'Cause it's true
That's what I like about you
That's what I like about you
That's what I like about you

What I like about you
You keep me warm at night
Never wanna let you go
You know you make me feel alright

Warm whispering in my ear
Tell me all the things that I want to hear
'Cause it's true
That's what I like about you
That's what I like about you
That's what I like about you
That's what I like about you
That's what I like about you
That's what I like about you