Lola (chce zmieniać świat)
Dziś Powiśle. Niedzielny rodzinny obiad zjedliśmy w bufecie w Starym BUWie. Będzie mi lżej iść tam we wtorek... Dziś jeszcze powolutku, dziś Mały rzucał widelcami, a ja wmawiałam mu, że cukinia to ogórek, żeby tylko zjadł. Ukochany popijał colę, było nam spokojnie. Place zabaw, parki, ogrody. Kawa w Tarabuku, oglądaliśmy książki. Sobie chcę kupić Auto da Fe Canettiego, a wspólnie „Niesamowitą słowiańszczyznę” Janion. Tak naprawdę, to chciałabym kupić jeszcze tysiąc książek. Tysiąc tysiąców książek.
Zachwycam się teraz Buninem. Taki jest wyciszająco - melancholijno-refleksyjny. Odpoczywam po emocjach „Ziemi obiecanej”. Ach, to ci była lektura! Czytałam z wypiekami na twarzy. Jak zwykle kończąc starałam się czytać jak najwolniej, delektować się każdą stroną, każdym zdaniem, żeby jak najpóźniej dojść do ostatniego...
Jutro dzień intensywny, dzień trzech spotkań. Plan napięty, najpierw spotkanie dwóch przed chwilą licealistek i ich dzieci, potem kawa z J., tak się za nią stęskniłam!, a na koniec, wieczorne piwo z M., z Braciszkiem moim ukochanym, co nas kropla krwi nie łączy.





