the scream
1. Na Okęciu z głośników słychać „Voyage, voyage”, a mnie się chce głośno śmiać. Trochę się niepokoję, dawno nie leciałam samolotem, ale co tam, emocje biorą górę. Lot do Brukseli z przesiadką w Zurychu, fajnie jest. W drodze powrotnej potykam się o siatki pełne czekoladek, pralinek i ciastek. Belgia i Szwajcaria, wiadomo co to oznacza dla chocolate addict!
2. Antwerpia fajna. Miasto niewielkie, wiele ulic jednokierunkowych, co znacznie utrudnia jazdę samochodem. Szczególnie w nocy, bez mapy, przy fatalnym oznakowaniu ulic, na Starym Mieście i bez znajomości niderlandzkiego. Ale dajemy radę. Za dnia też jest ekstra, bruk, wąskie uliczki, kamień, katedry, doki, czekoladki, Stella Artois i gouda. Ekstra sklepy z płytami, gdyby tam wpuścić mojego Ukochanego z pełnym portfelem, to takie zakupy mogłyby zakończyć się rozwodem albo przynajmniej długotrwałą separacją. Ale Siglo XX ( zespół belgijski!) ani Lene Levich nie mają, na pocieszenie kupuję sobie Siouxsie and the Banshees The Scream z bonusami.
3. Praca głównie w dzielnicy żydowskiej. Na ulicach chasydzi, kobiety w perukach pchające wózki, rozglądam się i oczom nie wierzę, samolot wylądował w Mea Szearim? Koszerne piekarnie, rzeźnicy, księgarnie żydowskie, a w jednej z licznych koszernych restauracji falafel sprzedaje niereligijny Izraelczyk. Rozmawiam głównie po hebrajsku. W pracy angielski i francuski, ale zdarzyło mi się kilka razy pomagać hebrajskim właśnie, cuda cuda. Pełen zachwyt.
4. W drodze powrotnej trochę napięcia, oczywiście. Tata wypytuje o plany i widzę, że wierci się z niezadowolenia na wieść, że nie obejmują one ślubu w kościele. a dla rodziny? Pyta. Tłumaczę, że nie mam zamiaru robić sobie z Boga żartów i żadnego przedstawienia w kościele robić nie będę. Przyznaje mi rację, ale potem zaczyna mówić rzeczy przy których żałuję, że nie mogę wysiąść z samolotu.
Dopóki mieszkasz w domu, Franek będzie zabierany do kościoła przez dziadków, bez względu na moje zdanie do momentu, kiedy on sam nie zaprotestuje. A jeśli po mojej wyprowadzce będę odsuwała go od kościoła (albo raczej Kościoła) to Franek straci dziadków.
Słucham i jest mi zimno.
Etykiety: wycieczki


