uuuu jaki ze mnie fighter....uuu....
Nie wiem, czy mój partner na treningu to partner świetny czy sadystyczny. Teoretycznie asekuruje mnie kiedy padam na ziemię. Teoretycznie markuje ciosy. Tłumaczy mi wszystko i już nawet przestał się na mnie złościć i patrzeć z ironicznym uśmiechem.
Ale dziś ćwiczyliśmy ścianę. Uczyłam się co zrobić, kiedy zły złoczyńca chce mnie pchnąć na ścianę, twarzą do niej, żeby potem na przykład mnie zgwałcić. (Swoją drogą mój partner wyraził wątpliwość po co ktoś chciałby mnie rzucać na ścianę i dopiero jak spojrzałam wymownie to zrozumiał.)
No więc uczyłam się tego, ale i on się uczył. Więc jak go pchnęłam na tę ścianę, złapałam go za włosy itd., to odwinął się i oczywiście jego łokieć wylądował tak, że rozcięła mi się dolna warga. Strasznie się wkurzyłam, że kurna nie będzie żaden koleś mnie tak traktował, no obudził się we mnie taki jazgoczący, gryzący po łydkach ratlerek ( bo rottweiler to ze mnie być nie może...). Efekt jest taki, że po ćwiczeniu pt walimy głową przeciwnika w ścianę, a to akurat była moja głowa, ledwo się ruszam, mam usztywniony kark, nasmarowałam się amolem i ogólnie rzecz biorąc jest marnie. Bardzo mnie boli.
Aha, no i nauczyłam się co zrobić jak ktoś będzie chciał mnie, leżącą, kopnąć w twarz.
Tego to już ja sama nie jestem sobie w stanie wyobrazić, no naprawdę nie wiem kiedy i kto by chciał to zrobić i uszkodzić moją buzię, ale jeśli będzie chciał, to znaczy, że to będzie jakiś straszny drań. Na następnych zajęciach przećwiczę przewracanie na ziemię tego domniemanego złego złoczyńcy. No i powinno być okej. Jak wiadomo, kiedy się leży nie widać różnicy wzrostu partnerów.
Reasumując. Boli mnie cholernie i nawet rozważałam odwiedziny u lekarza. Ale myślę, że wystarczy, jak mnie Motek wymasuje. A po tym treningu jestem jak nowo narodzona. Bardzo mi to dobrze robi. Bardzo.
Swoją drogą. Ktoś taki jak ja prawdopodobnie nigdy nie będzie miał okazji wykorzystać tych technik. Po pierwsze nie zapuszczam się w niebezpieczne okolice, po drugie w nocy poruszam się po mieście tylko w asyście Motka, który jak wiadomo, jest mistrzem świata wszystkiego, po trzecie noszę spódnice i pantofle, a nie dajmy na to szalik Legii/Polonii, arafatkę, dredy, znaczek jedna rasa ludzka rasa, no słowem zero prowokacji w stosunku do palantów, a po czwarte po alko nie jestem agresywna tylko w nastroju miłosnym. Czuję się absolutnie bezpieczna.
No i jak mimo wszystko jakiś zły złoczyńca będzie mi chciał zrobić kuku, to może będę już na tyle wyćwiczona, że nie spanikuję tylko dam mu w cymbał.
No. Od razu się człowiek czuje lepiej.




