o kolczykach, zapachach, kiecce, Marii Peszek i tym, co lubię
Teraz będzie notatka niemądra. Właśnie uporałam się z górą prasowania, słucham Smithsów i popijam zimny tonic.
Po pierwsze, zgubiłam swoje ulubione kolczyki, które noszę niezmiennie od około ośmiu lat. Wierzę, że się znajdą, bo zawsze się znajdują. Są z białego złota, z malutkimi brylancikami, śliczne, drobne i delikatne. Czasami coś założę dyndającego, ale tylko na chwilę. Moje małe kolczyki są najlepsze. Ich wartość sentymentalna wielokrotnie przewyższa rynkową. I mi zginęły. Rozglądam się z niepokojem i podejrzewam odkurzacz.
Po drugie, dostałam wodę toaletową Kenzo o kuszącej nazwie 7:15 in Bali. Bardzo chętnie znalazłabym się o 7:15 na Bali. W Internecie na polskich stronach czytałam, że nuta zapachowa tej wody zawiera kwiat pomarańczy, wanilię, ambrę, piżmo. Po angielsku doczytałam się, że grejpfrut, jaśmin, orchidea i wanilia (a jednak!). No cóż. Wącham właśnie nadgarstek i czuję, że jest słodko jak lubię, ciepło i orzeźwiająco.
Flakonik stawiam obok zapachu z Sephory Vanilla Pachouli ( zgadza się, lubię wanilię) i wody toaletowej Naomi Campbell. Lubię te moje zapachy. Mam problemy z kupowaniem butów, poważny problem ( raz, że rozmiar dziwaczny, dwa, że stópka arystokratyczna i w byle czym nie pochodzi, bo ją obciera, trzy, że nic mi się nie podoba), kupowanie biustonoszy mnie boli, ubrań kupować jakoś nie lubię, bo w sklepach szybko tracę cierpliwość. Babską potrzebę kupowania realizuję zatem gromadząc torebki ( każdy rozmiar pasuje!) i zapachy. W pierwszym temacie nastąpił pewien zastój, ponieważ szukam teraz torby z miękkiej, cielęcej skóry w kolorze naturalnym, a to, co wchodzi w grę kosztuje od 500 zł w górę. A ja jakoś sobie nie wyobrażam, żebym wydała teraz tyle kasy na torebkę ;)
Po trzecie, wbrew temu co pisałam o kupowaniu ubrań, kupiłam sobie różową, obcisłą mini sukienkę. Po pierwsze jest różowa, a ten kolor mi się nie zdarzał zbyt często. K. twierdzi, że to nie jest prawdziwy różowy i że mu się podoba (nie lubi różu). Po drugie jest obcisła, a to już jest tak niespotykane w moim wykonaniu, że świadczy o poważnych zmianach w mózgu. Fakt, że długość tej sukienki to mini i zimno mi w niej w pupę jest już po prostu trudny do skomentowania. Podejrzewam, że jeśli moi Rodzice mnie w tym zobaczą, to padną z zachwytu, bo zawsze marzyli o tym, żebym ubierała się jak dziewczęta w moim wieku. Zwłaszcza Tata o tym marzył i mówił, w czasach kiedy nosiłam spódnice za kolano i rajstopy oraz obowiązkowe długie rękawy.
A ja wypożyczyłam ją ze sklepu ( tzn. kupiłam z możliwością zwrotu w ciągu miesiąca) i już w drodze do domu uznałam, że ją oddam. Ale Teściowa In spe stwierdziła, że jest git, K. stwierdził, że jest git i kiecka zostaje. Będę zatem marznąć w tyłek, ale za to w fajnej sukience. Nabyłam do niej, zupełnie nie myśląc, czarne legginsy, a ja przecież zawsze uważałam, że legginsy to wynalazek kuriozalny. Po założeniu ich dalej tak twierdzę, ale do skarpetek będą niezłym zestawem z kozakami na zimę ;)
Po czwarte. Skuszona zachwytami nad Marią Awarią postanowiłam zapoznać się z Miastomanią. Można powiedzieć, że programowo nie poznałam ani jednego utworu z tej płyty, bo nie lubię słuchać tego, co jest na fali. No więc sto lat po premierze włączyłam sobie na myspace i kurcze, nie dałam rady. Nie udało mi wysłuchać ani jednej piosenki do końca. Ani nie mam czasu na seks, ani pieprzę cię miasto, ani nic innego mi się nie podobało. Nie dość, że muzycznie nuda, nuda, nudaaa to jeszcze powalające teksty. Nie wiem, może jestem głupia i to, że z zawodu jestem kulturoznawcą nic nie znaczy, ale te teksty są fatalne. Mój facet mnie nie bzyka, bo mu cieknie z imbryka. Też tak umiem. Podejrzewałam, że coś jest nie tak, kiedy dorwałam się w jakimś pisemku do felietonu Marii Peszek i strasznie się zdziwiłam, że to taki pretensjonalny pseudopoetycki gniot. Ale że aż tak?
Jak tylko wyłączyłam Miastomanię, Ukochany włączył Werwolf 77 i kurczę, wolę tych kolesi, bo jak śpiewają „teściowa to nie rodzina, ale do rodziny mi się wcina” albo „kolegów się nie wybiera, kolegów się ma” to ja się bawię i cieszę tym, jak oni się bawią i cieszą. Ja chcę znów na ich koncert! Punk rock!
nawiązując do piosenki i chłopców na scenie – wczoraj na kursie pierwszej pomocy dowiedziałam się, że zgony z powodu urazów statystycznie mają miejsce częściej w przypadku dzieci i młodych mężczyzn. Dlaczego? Z powodu nieumiejętności przewidywania konsekwencji swoich działań, brawury i wysokiego poziomu testosteronu. Tylko koledzy, tylko koledzy ;)


