A jednak miałam rację, szkoda, że nie mogę recept wypisywać, bo wizyty jednak są drogie. Ropne zapalenie spojówek i tyle. Mały od rana mówił, że nie pójdzie do żadnego lekarza, bo „lekarz ma nóż i mnie ukroi”. Dzień upłynął nam pod znakiem omawiania różnych specjalizacji i tłumaczeniu dlaczego chirurg ma nóż „taki malutki nożyk, on się nazywa skalpel”, a okulista różne fajne maszyny i latarkę. W czasie wizyty, gdy tłumaczyłam lekarzowi co jest dziecinie, Mały odwrócił się, założył rączki i ze złą miną powtarzał „to nie ładnie tak mówić”. Ale na szczeście dał się zbadać. No, powiedzmy, że było to badanie. Lekarzowi wystarczyło.
Nie kupiłam sobie nic do czytania odmóżdżającego. Szkoda, bo to miał być mój milczący protest przeciwko docinkom Ukochanego, że „takie rzeczy to ja robiłem jak miałem 14 lat”. Jak miałam 14 lat to, zamiast zajmować się piciem wina i zaplataniem dredów ewentualnie kąpaniem się w jeziorze w glanach ( cała masa powodów do chwały), zajmowałam się nauką. Teraz więc postanowiłam manifestacyjnie zacząć zajmowac się bzdurami i wzorem Małego mówić „a ja mam nowe autko, a ty nie, hahaha” w wersji „a ja mam wszystko w nosie i sobie czytam Pudelka, a ty musisz pracować, hahaha”.
Helas! Nie udało się. Drukuję teraz Nostra Aetate, Dabru Emet ( żydowski komentarz do Nostra Aetate) oraz „Czarne jest czarne” ks. Musiała. Seminarium nie poczeka, Szoszi nie wybaczy, a od marnowania czasu, pankroka, jarania jointów i innych tego typu zajęć niech będą inni. I oni na pewno nie wiedzą co to jest Nostra Aetate.







