piątek, lipiec 03, 2009

Biegamy wieczorami, a właściwie w nocy. Wychodzimy o 22, czasami o 23. Zależy od dnia. Raz plany pokrzyżowała nam burza, więc postanowiliśmy pobiec nazajutrz rano. I to było błąd. Rozleniwiona po nocy, prawie bez jedzenia, w budzącym się upale dnia nie dałam rady. Pobiegłam 12 minut, a potem czekałam na K. wściekła na siebie. Wracałam do domu płacząc ze złości.

Cały ten bieg to walka ze sobą. Za pierwszym razem po 7 minutach miałam dość a po skończonym biegu nie wiedziałam jak się nazywam. Byłam nieprzytomna ze zmęczenia. Teraz już zmęczenie po biegu nie robi na mnie wrażenia, w domu nie kieruję się prosto w stronę łóżka. Jest w porządku. Ale cały bieg to walka. Na początku luz, rozmawiamy z K., rozważamy trasę. Po ok 8-10 minutach włączam sobie głośno muzykę, nie mam siły rozmawiać, wsłuchuję się w teksty, jednym ruchem palca przerzucam mniej energetyczne numery. Staram się nie myśleć o tym, że biegnę, że jestem zmęczona, że nie mogę się zatrzymać. Wmawiam sobie, że jest dobrze, staram się skupić tylko na muzyce, nie zwracać uwagi na ból w stawie skokowym albo kolkę, pilnować długości kroków, czynić z rytmu biegu swoją mantrę.

Przeciwnikiem w tym biegu nie jest mój brak kondycji ( ciągle duży) czy pojawiające się szybko zmęczenie. Najgorsza jest ta słabość, która podpowiada, by się zatrzymać i odpocząć chwilę. Pilnuję się, wiem, że nie mogę przestać biec, że wybiję się z rytmu, ze to wbrew zasadom, że po prostu mi nie wolno. To wszystko mniej jest ćwiczeniem fizycznym, a bardziej ćwiczeniem charakteru.

A najlepszy jest ten moment, gdy K. daje znak ręką „koniec”. Dobiegam do niego ( zawsze jest trochę z przodu), staję pochylona, opierając dłonie nad kolanami i oddycham równo z jego oddechem. Potem prostujemy się i zawsze, za każdym razem śmiejemy się do siebie, spoceni, zmęczeni, o skórze błyszczącej od potu, śmiejemy się i mówimy „genialnie”, „zajebiście”, „uwielbiam ten stan”, „ja też”. Wracamy do domu nakręceni.

Zastanawiam się wtedy czy wolę bardziej to słodkie rozleniwienie, tę błogość która pojawia się po seksie, czy może zmęczenie, paradoksalnie napełniające energią do działania, które czuję bo biegu. I chyba wolę to drugie. Cuda cuda.

10 Comments:

At 4:55 AM, Blogger inwentaryzacja said...

na mnie lepiej dzialaja spokojniejsze piosenki. bo te bardzo energetyczne/szybkie sprawiaja, ze chce biec szybciej. i jeszcze szybciej mam dosc. a niestety dość mam juz po jednej minucie. czasem (wtedy czuję się masterem biegu) mam dość dopiero po trzech. wiec podziwiam, serio :)

 
At 12:04 PM, Blogger Amparo said...

Podziwiam ze zgrozą. Nikt by mnie nie zmusił.

 
At 1:24 PM, Anonymous ja said...

gdyby ktoś dwa lata temu powiedział mi, że będę TO robić, na TO czekać i TYM się ekscytować, to popukałabym się w głowę. nienawidziłam biegania, a na wf w czasie zaliczenia biegu na 600m symulowałam atak wyrostka robaczkowego. co roku. co zaliczenie. jak to się wszystko zmienia :) a dziś nam wypada dzień biegów, K. gra koncert ( Mały Dziedziniec UW, za darmoszkę, zapraszamy) więc nie damy rady. ale się nadrobi. jakoś ;)

 
At 1:48 PM, Anonymous Mi said...

opisujesz to w ten sposób, że aż mam ochotę zacząć biegać. Z tego wszystkiego aż wstanę i poczekam, aż mi przejdzie ;)

 
At 8:34 AM, Anonymous penn. said...

zazdroszczę - ja nie mogę przekroczyć tej granicy (bólu,zmęczenia,braku siły) i zacząć na poważnie.

 
At 12:55 AM, Blogger malf said...

malenka, biegaj wolno, bardzo wolno. po chwili wyrowna ci sie oddech i bedziesz mogla biec dluzej. ja biegne godzine bez problemu takim truchtem. w tensze sposob wyrobisz kondyche ;)

 
At 10:20 PM, Anonymous ja said...

Ty to Malwa umiesz zrobic, ze czlowiekowi jest gorzej ;)

 
At 12:47 PM, Blogger malf said...

gupia! jak biegne szybko to po 20 min jestes out...taka prawda, truchtac! kondycha przyjdzie

 
At 6:46 PM, Blogger inwentaryzacja said...

ja jak truchtam to jestem out po gora 6. minutach, nie godzinach :)

 
At 11:02 AM, Blogger malf said...

to wolniej..albo marszo biegi na poczatek, kondyche wyrabia sie dosyc sybko, miesiac dwa i powinno byc ok

 

Prześlij komentarz

<< Home