- czy ktoś ci kiedyś powiedział, że masz dziwnych rodziców? Zapytał Małego K., kiedy wracaliśmy z przedszkola.
- Nie, nigdy. Odpowiedział Mały.
- To ja ci teraz to mówię...
Wracaliśmy z przedszkola gdy zaczęła się ulewa, deszcz, grad, wiatr. Wszystko na raz i w środku tego nasza trójka, dwa rowery i zakupy. Wróciliśmy do domu kompletne przemoczeni, musieliśmy zmieniać nawet bieliznę. Było super. Deszcz był ciepły, a my biegliśmy śmiejąc się, przeskakując kałuże ( na nic to się nie zdało, buty i tak były przemoczone).
Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to za tydzień pojedziemy na łódkę.
Przytyłam ewidentnie, chociaż zwalam winę na hormony, zatrzymanie wody w organizmie itd...
Ale takie dobre rzeczy robię!
Na przykład takie.
5 paczek ( takich podwójnych) herbatników typu petitki miażdżę na drobno wysługując się stojącym najbliżej mężczyzną. W tym czasie gotuję puszkę mleka słodzonego skondensowanego, zamkniętą!, przez dwie godziny. Herbatniki mieszam z ok.150g stopionego masła, po czym ubijam całość na dnie tortownicy i wstawiam do lodówki.
Gdy już mleko się ugotuje i przestygnie nieco, wylewam część na spód, a potem rozkładam na tym pokrojone w plasterki banany (tak 2 i pół), a potem znów masa. Wstawiam tę boską, uzależniającą bombę kaloryczną do lodówki na ok. godzinę, a potem to już tylko trzeba walczyć ze sobą, żeby nie zjeść całego ciasta na raz.
Albo takie:
3 jajka, 30g cukru pudru i 30g cukru zwykłego miksuję na kogel mogel, a potem dodaję do tego 30g mąki i mieszam. Formę kwadratową 25 x 30 cm wykładam lekko natłuszczonym papierem do pieczenia, wylewam ciasto i piekę przez 12 minut w 200 st.C.
rozkładam na stole czystą ściereczkę, na niej arkusz papieru do pieczenia i posypuję go troszkę cukrem. Wykładam na to upieczone ciasto, delikatnie zdejmuję z niego papier. Zwijam jeszcze ciepłe razem z papierem na kształt rolady, prostopadle do krótszego boku.
Odstawiam na 5 min. i w tym czasie ubijam szklankę śmietanki 36% z łyżką cukru pudru. Rozwijam ciasto, smaruję śmietaną, posypuję pokrojonymi truskawkami i delikatnie zwijam roladę. Owijam papierem i ściereczką, a potem wkładam na godzinę do lodówki.
Jest bosko. Tylko ta waga psuje nastrój.
Ale jednak wybieram jedzenie. Potem sobie pobiegamy z Ukochany, będzie dobrze.
Słodkie życie sybarytki...


1 Comments:
czytając te przyszności już miałam poczucie winy z powodu kalorii:) ale ty jedz na zdrowie, wszakże drobniutka jesteś:) pozdrawiam
Prześlij komentarz
<< Home