wtorek, marzec 31, 2009

Słucham Świetlików, chociaż ta płyta kojarzy mi się z zimą.
Śniło mi się, że Mama przyprowadziła Tatę do domu. Powiedziała, że tamten Tata co prawda już nie żyje, ale ten jest taki sam i całkiem żywy. No i był, elegancki, pachnący Opium, w czarnym kaszkiecie na siwych włosach. Jak żywy, jak mój Tata.
Ale się obudziłam i wiadomo. Ostatnio zapatrzyłam się Tacie w oczy na zdjęciu. I tak patrzyłam, patrzyłam, aż dotarło do mnie, że to tylko zdjęcie. Płaskie zdjęcie. I że tyle mi zostało. Dziś w szkole prawie się poryczałam oglądając izraelską animację o babci, która jest w niebie i tęskni za wnuczkiem. Wczoraj Mały rozpłakał się przed snem, szlochał i mówił, że chce do dziadka. Płakaliśmy razem.

Jest wiosna, jest pięknie. Mogę chodzić w trenczu i pantoflach, wyglądać ładnie. Mam rude włosy, chociaż miała być czekolada. Wyszedł wyrób czekolado-podobny. Ukochany mówi, że jest ładnie, ale ja wiem swoje. To była ostatnia zmiana koloru. Jest wiosna, jest pięknie. Za chwilę Wielkanoc. Bardzo nie chcę tych świąt. Namawiam Mamę na śniadanie u nas. Jeśli my pojedziemy do Mamy i zasiądziemy do śniadania świątecznego, to puste krzesło Taty nie pozwoli na nic. Wszyscy myślimy o tym samym. Nie będzie żadnego śniadania, będzie tylko płacz. Dlatego trzeba pójść świętować tam, gdzie nie będzie pustego krzesła Taty. Nie będzie w szafie jego garnituru, koszul i krawatów których już nikt nie będzie mu dobierał. To mnie zawsze pytał jaki krawat założyć.

piątek, marzec 27, 2009

na dobranoc

przed snem czytam Małemu o Feniksie

- spala się, umiera, a potem odradza się z kupki popiołu
- umiera a potem żyje?
- tak synku
- mamo, ale to przecież niemożliwe!

mój mały, kochany racjonalista...

Tydzień kaszy gryczanej. Pysznie.
Twaróg mieszam z sokiem pomidorowym, dodaję sosu Worcester dla smaku, pieprzu ziołowego dla aromatu i sosu rybnego zamiast soli. No i ząbek czosnku. A potem dodaję to do kaszy gryczanej i jest cudnie.

A poza tym?
Bezsensowne nerwy. Dużo nerwów. O nic i po nic.

Mały okazał się alergikiem, klasyka gatunku, leszczyna, brzoza, byliny, roztocza, pleśnie. No i koty i psy. To nowe dla nas zagadnienie, ale cóż, trzeba się z tym zmierzyć i liczyć na przychylny los i na to, że alergie się nie rozwiną.

Jutro koncert. A przed nim ślub M., mojego kochanego duchowego brata. Kiedy w czasie swojej imprezy osiemnastkowej całował mnie na wojskowej ścieżce zdrowia, mówił, że to ja będę jego żoną. Ale to było siedem lat temu i oboje jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że nie ze sobą się żenimy. Jego przyszła żona jest świetna, mój przyszły mąż jest cudowny.

wtorek, marzec 24, 2009

rano K. powiedział, że ładnie wyglądam, w południe gapił się na mnie Francuz, a wieczorem Mały powiedział "jesteś piękna jak kwiatek na niebie".
tak, to wszystko miłe
ale dlaczego tak się
czuję



/wino i truskawki i diadem z Jabloneksu.wiosno,przyjdź wreszcie/

głowa i mięśnie, zwłaszcza w okolicy szyi
barki, kręgosłup
wszystko boli i boli
mama mówi:stres
łykam ten deprim, kolejne tabletki po cudach na włosy i paznokcie, omega3 i 6 albo i nawet 77, biorę też jeszcze kilka innych tabletek, taka karma. zła karma.
wcale nie jestem spokojniejsza, jak przychodzi co do czego to płaczę na tym odcinku dworca centralnego, co nie wiadomo, czy śmierdzi dworcem, czy pachnie złotymi tarasami, bo stoję trochę tu, trochę tu. i ryczę i kurna cale nie jest dobrze. wcale.

synek pyta: jak przytulają się delfiny?
nosi skarpetki z supermanem, koszulkę ze spidermanem, pasek ze spidermanem, a w przypływie dobrego nastroju zakłada strój batmana. jest super bohaterem i nikt go nie pokona, tak twierdzi, ale kiedy przewrócił sie na chodniku i obtarł skórę z dłoni płakał gorzko i długo mówiąc, że może płakać, bo jest małym spidermanem. jest przede wszystkim słodki.
i pyta kiedy wreszcie będzie miał tego braciszka, no bo on juuuuż chce mieć brata, koniecznie brata. a ja myślę sobie, chłopie, masz dwóch starszych braci, ale pewno nigdy ich nie poznasz.

i chętnie bym się zebrała w sobie, może jakieś inne tabletki albo co, nie wiem, może mi pomoże?
mo że mi po mo że

chciałabym nie być taką świną

poniedziałek, marzec 23, 2009

Głównym tematem są moje bóle głowy.
Oraz ilość pracy związanej ze szkołą.
I pieniądze, których jak zwykle mało.
I kolor rolet na okno, bo nie mogę podjąć decyzji.
Coś bym przeczytała przed snem,
Ale chyba jestem przemęczona.

sobota, marzec 21, 2009

trochę smutno, przyjęcie urodzinowe Małego się nie odbędzie. dziecina znienacka się rozchorowała, coś jakby rotawirus z jednym intensywnym dniem. wczoraj przelewał się przez ręce, bez sił, z gorączką. dziś od 7 jak szczygiełek, nie wiem co o tym myśleć. gości odwołałam, nie wiadomo co będzie jutro. być może pojedziemy na wycieczkę. tak, jak kiedyś.
to w zasadzie byłoby bardzo fajne. tęsknię trochę za tą słodką partyzantką. bez planu, gdzie nas nogi poniosą. odkrywanie Warszawy. bo wycieczka właśnie po niej, po naszym mieście.

ten dzień nie był mój. nie jest.
patrzę w lustro i widzę, że ktoś wymazał gumką wszystkie kolory z mojej twarzy, zostawiając tu i ówdzie nieco czerwieni.

wtorek, marzec 17, 2009

Pada deszcz, różowe kalosze sprawdzają się na medal. W Z. wiosna szaleje. Ptaki szaleją. Czy i ja obudzę się z letargu?
W niedzielę goście Małego. Już się cieszy. A ja układam w głowie zdrowe menu. No, jedynym wyjątkiem będą szyszki, ale to zrobię głównie dla siebie ;)

Włączyłam płytę The Velvet Underground, ale kompletnie mi nie pasuje, nie podoba mi się, chciałam wyłączyć, ale Mały protestuje.
Oprawiliśmy wreszcie plakat Bauhausu. Kupiłam za dużą antyramę i nie mieści się we wnęce między oknem a regałem. Niestety to jedyne wolne miejsce w całym naszym pokoju. Tak więc przewiesimy tam znad łóżka plakat z Blue Train Sessions, a w jego miejsce pojawi się Bauhaus. Teraz budząc się będę patrzyła prosto w oczy Johna Coltrane’a, a wchodząc do pokoju na błękity z museum für gestaltung.
Z pewnym niepokojem myślimy o rozwijającej się wciąż kolekcji płyt. Od biedy upchniemy jeszcze 160, tak przynajmniej twierdzi Ukochany, ale wtedy stracimy miejsce na radia lampowe. Ach, kolekcjonerskie dylematy.


Dostałam legitymację emeryta i rencisty i kupiłam sobie kolejne czarne kryjące rajstopy. Bez związku.

niedziela, marzec 15, 2009

O, jak miło. Jak miło.
Spokojnie porozmawiać z A., posłuchać swoich piosenek i tych dla mnie. Patrzeć na ludzi. Czuć się dobrze.
Nie zostaliśmy ani na BangBang ani na Sex Bombie (już na próbie pokazali, że grają jakby zostali w ’86). Zmieniliśmy klub, dzięki czemu mogłam wreszcie zobaczyć się z całą ekipą Obibokową. A co było najmilsze? Powrót do domu, pomylony autobus nocny, przez co musieliśmy przejść pół dzielnicy marznąc i ciesząc się sobą.

sobota, marzec 14, 2009

Urodził się o 13:25 po prawie dwunastu godzinach miazgi. Kiedy go zobaczyłam zapomniałam o tym, że od piętnastu godzin nie jadłam i, co gorsza, nie piłam, zapomniałam o bólu, zmęczeniu, o wszystkim. Czy to uczucie da się w ogóle z czymkolwiek porównać?
Dziś kończy 4 lata i jest dużym chłopcem. Teraz śpi. Rano upieczemy rycerskie ciasto, potem będzie dmuchał świeczki.
W tej sytuacji wyświechtane słowo „kocham” znaczy niewiele wobec tego, co czuję do mojego chłopczyka, który znowu powiedział mi dziś „jesteś słodka jak cukierek”, a gdy zasnęłam na kanapie usiadł obok i głaskał mnie po policzku.
Zabrałam go dziś do Zachęty na Interaktywny Plac Zabaw i chociaż wystawa nas nie zachwyciła – to było fantastyczne badać ją razem.

Wbrew temu co myślałam, potrafię być nadal szczęśliwa.
Kiedy po słodkim, dobrym kochaniu przychodzi do nas przez sen nasz synek, jestem szczęśliwa. Z lewej strony śpi Mały, z prawej Ukochany, a w środku ja, nie śpię tylko zachwycam się swoim szczęściem i spełnieniem.Banał? Tandeta? Niech trwa zawsze.

środa, marzec 11, 2009

photoblog

Na ten koncert idę w sobotę. Nie wierzcie już myspace.com/thekuflers , bo Kufle grają już inaczej. Z tego co wiem, na koncercie będzie tylko jeden utwór z płyty, a na dodatek w nowej aranżacji. Będą za to dwa utwory z moimi tekstami, w tym jeden premierowy. Tekst "Latarni" bardzo lubię, bo jest romantyczny ;) "Góra" to druga "moja" piosenka, o naszych pierwszych randkach. Baaaardzo romantyczne ;) Ale Kuflersi grają teraz nieco chłodniej, a na pewno inaczej niż kiedyś.
Wokal dalej nie porywa, ale trudno.


Na ten koncert niestety nie pójdę, bo nie mam babysitter na środek tygodnia. Ale polecam. Poza tym - plakat wymiata.


A teraz plakat, który sama sobie zrobiłam. I siadam do nauki. W niedzielę muszę wysłać megapracę na zajęcia z Biblii, a ja na razie tylko skserowałam sobie swój fragment Stuttgartensii. A w sobotę wieczorem nie będę się uczyć, tylko pić wódkę z A. na koncercie K. Bo A.,K. i wódka to moi przyjaciele.

poniedziałek, marzec 09, 2009

Mulatu Astatke

Głupia sprawa. Czekałam tyle na Manifę, a nie poszłam, bo odsypiałam imprezę, z której wróciliśmy o 4 nad ranem. Chociaż trochę się gryzłam, czy iść. Bo jakoś mi nie po drodze z hasłami „precz z kapitalizmem” które też pojawiły się na transparentach. Z lewakami ramię w ramię maszerować nie chcę. Taka nietolerancyjna jestem. Dla cymbalstwa.

Źle się czułam, bardzo źle, myślałam, że wybuchnę, a czułam że bez sensu. Czułam, że sprawa nie jest warta takiego zdenerwowania. No to sobie wzięłam połówkę relanium. I po mnie. Zasnęłam na dwie godziny, a Mały zgodnie położył się koło mnie i śpi do tej pory. A ja muszę coś wymyślić na te nerwy. Bo nie warto. M. mówi, żeby łykać deprim. No to może deprim.
W telewizji mówią, że to lek na depresję. Gówno, nie depresję. Depresję to miał mój Ojciec i to jest straszna choroba, która dotyczy całej rodziny. Podobno dzieci pochodzące z takich domów są lekko skrzywione. Może nie tak jak DDA, ale depresja w rodzinie pozostawia jakiś ślad. Nie wiem jaki, więc nie umiem powiedzieć co we mnie jest nie tak z powodu depresji Taty.
Teraz myślę, że wolałabym mimo wszystko, żeby żył, nawet z tą najgorszą fazą depresji kiedy nie wychodził z pokoju, ale żeby był.
Strasznie za nim tęsknię. Siedziałam znowu ostatnio na cmentarzu i gapiłam się tępo na tabliczkę z jego imieniem i nazwiskiem. Myślałam tylko o tym, że co jak co, ale umieranie było bardzo nie w jego stylu. Tęsknię za nim cholernie. Dziś w DF ukazał się wywiad z Religą i czytając go myślałam, z jakim zainteresowaniem Tata by go czytał. Leżałby na brzuchu na swoim łóżku, z okularami na nosie, w kolorowych bokserkach i białym tiszercie, rozłożyłby gazetę przed sobą i czytał. Kiedy byłam mała kładłam się na jego plecach. Jak mi było wtedy cudownie. I zupełnie tego nie doceniałam. Bo było tak po prostu.

Tęsknię, tęsknię, tęsknię.
Nic się nie zmienia. Nic. Mogę iść na koncert, pić wódkę na imprezie, zachwycać się muzyką. Ale w głowie ciągle tylko On. Czasami idę ulicą i chce mi się krzyczeć. W środku siebie krzyczę.

sobota, marzec 07, 2009

no więc spędziłam rano dwie godziny w komunikacji miejskiej, dwie godziny pełne rozmyślań nad bezsensem życia, dwie godziny z zespołem Werwolf 77.
a w przerwie oblałam ten egzamin. tlenione tipsiary pozdawały, a ja poszłam zapisać się znowu czując się po prostu gorszym gatunkiem.
bardzo mnie podniósł na duchu odzew miłych czytelników, bo do tej pory wydawało mi się, że jestem pierwszą osobą na świecie, która oblała teorię.

w ciągu 3 minut od mojego powrotu do domu udało nam się pokłócić z Lubym, a kiedy już doszliśmy do siebie, zaczęliśmy zastanawiać się dlaczego my się tak ciągle kłócimy. popadamy w emocjonalne skrajności. fakt, że jestem od początku tego roku permanentnie podkurwiona i nienawidzę świata. fakt, że poza naszym wspólnym weekendem nie wydarzyło się w tym roku nic dobrego, a za to cała masa bardzo złych rzeczy. fakt, że po takiej traumie jaką jest śmierć rodzica człowiek głupieje. ale nie chcę się usprawiedliwiać, nie chcę tłumaczyć się "trudnym czasem". czuję, że coś jest ze mną nie tak. za szybko się denerwuję, niecierpliwię, podnoszę głos. bez sensu. i bez sensu jestem niedobra dla najlepszego człowieka pod słońcem. dałabym się za niego pokroić, a tak się z nim kłócę. o co chodzi?

piątek, marzec 06, 2009

no dobra




a teraz wracam do testów. jutro o 9 rano mam egzamin teoretyczny na prawo jazdy i to podobo siara go nie zdać ;)

photoshop - to proste!

U fryzjera byłam. Taki powiedzmy prezent. Salon schowany w starej kamienicy, a wnętrze jak sen podstarzałego hipisa po LSD. Buldog francuski z obrożą w cyrkonie, szklanka w kropki i meble z ’60. Gustaw ślizgał się po parkiecie, a fryzjer z tlenionymi blond dredami (fu), taki więcej guru, na lustrze miał kartki z buziaczkami od polskich celebrities. Ja i moje zimowy buty bardzo tam nie pasowaliśmy.
Potem nie pasowała do mojego stroju fryzura, z którą wyszłam. Loki mi zrobił w ramach prac wykończeniowych. Pukle zakręcone. Patrząc w lustro czułam się najbardziej atrakcyjną kobietą na świecie. Serio. Czułam się idealnie piękna i kosmicznie seksowna. Taki niegrzeczny anioł. A często mi się to nie zdarza. Takie czucie. Ostatnio usłyszałam miły komplement i to chyba też dobrze mi zrobiło.
Szłam potem przez miasto w moich traperkach, z O.S.T.R. w słuchawkach i machałam lokami. A raczej wiatr nimi machał.
Nie wiem jak mam obcięte włosy, bo loki zasłaniają. Powiedziałam, że chcę długie, ale skrócone, żeby się działo, ale żebym nie musiała układać, że marzę o grzywce (odmówił) itd. Machał nożyczkami aż wymachał, ale w czasie suszenia włosów zasnęłam, a potem zaczął prostownicą kręcić loki ( serio)i nie zauważyłam co się właściwie stało. Ale na podłodze było mnóstwo włosów.
Tak więc dopiero jak umyję włosy i skręty zejdą, okaże się na co poszły czas i pieniądze.
Ale co się napatrzyłam to moje.



Zastanawiam się po co ten cholerny anonim ciągle pisze te ścierwiaste komentarze. Po co? Że ja się zmartwię lub zasmucę? Że mi opinię zepsuje? Tak, potrafię być arogancka i bardzo niemiła. I tak, czuję się lepsza od pewnych osób. Mam po nazwiskach?

czwartek, marzec 05, 2009

Szłyśmy sobie z U., moją serdeczną przyjaciółką, Nowym Światem, kiedy nagle ujrzałyśmy starszego pana usiłującego podnieść menela w dresie. Zainteresowałyśmy się tym widokiem niecodziennym, a kiedy ów menel w dresie lat na oko 50 ale kto wie co mu wódka zrobiła z życiorysem, znów się przewrócił lądując głową milimetr od donicy i centymetr od jezdni, postanowiłyśmy zadziałać. Ja, mimo wszystko, ciągle jeszcze naiwnie wierzę w państwo i prawo, zadzwoniłam więc na 112. Kiedy usiłowałam panu z pogotowia wytłumaczyć, że nie zapytam menela w dresie co mu się stało, bo on nie kuma nawet gdzie jest góra a gdzie dół, ale ja nie czuję od niego alkoholu, no to wtedy podeszła do nas jakaś pani mówiąc, że ona już wezwała karetkę ale musi biec. No to co miałyśmy zrobić. Pilnowałyśmy nieboraka którego mimika twarzy nieco nas przerażała. W tym czasie obok nas przejechało bodajże 5 radiowozów policji i dwa straży miejskiej. Być może, gdybyśmy paliły jointy bądź przechodziły na czerwonym świetle, to by nas zauważyli. Ale machanie na radiowóz, leżenie na chodniku i takie tam, to zachowania których widocznie się nie zauważa, kiedy się jest policjantem. Najbardziej rozwalił mnie policjant, wielki grubas, który spał na miejscu pasażera. Dżizas, brakowało mu tylko ryja upieprzonego pączkiem. Zrobiłam się strasznie wściekła, nawet obojętne mi było co się stanie z tym leżącym gostkiem, pewno był po prostu nieprzytomny z przepicia i kiedy to piszę, śpi już na Kolskiej. Ale być może facet choruje na cukrzycę i akurat tego dnia nie przewrócił się z powodu nadmiaru alkoholu, a braku cukru we krwi? No kto to ma wiedzieć?
W końcu jakichś dwóch facetów zainteresowało się nami i leżącym, a jeden z nich był odważniejszy i po prostu wszedł na jezdnię i zatrzymał straż miejską. Panowie przyszli i mogłyśmy sobie pójść. A karetka oczywiście nie przyjechała.

Raju, jak mnie to wkurzyło.

wtorek, marzec 03, 2009

chłopaki nie płacą

Spał dwie godziny, włoski przykleiły się do spoconego czółka. Teraz ogląda bajkę. Potem zrobimy pizzę. Uwielbia pizzę.
W przyszłym tygodniu zapłacę za przedszkole. A potem? Nie wiem. Potem będę się modliła, żeby pensja za luty przyszła szybko, chociaż ta kwota niewiele zmieni, właściwie nic. Nie mam pieniędzy, po prostu nie mam pieniędzy.
Pojawiła się perspektywa jakiejś pracy, ale znów tylko w wymiarze na jaki mogę sobie pozwolić studiując. Poza tym – Małego trzeba odebrać z przedszkola do 17. Pociąg z Warszawy odjeżdża o 15:30. Gdzie pracuje się do 15?
Podliczyłam to, co mam na koncie i w portfelu i zdecydowałam się na krok, o którym nigdy nie myślałam. Napisałam do biologicznego Małego o tym, że potrzebuję pieniędzy. Że jego biologiczny syn potrzebuje alimentów zasądzonych na niego. 500 zł miesięcznie, śmieszne 500 zł których nigdy nie widzieliśmy.
Czy to żebractwo? Czy mam się wstydzić? A może powinnam rzucić studia i wziąć się do porządnej pracy?
Nie jest mi wstyd. To nie ja nie przyjmuję alimentów na syna, to on ich nie płaci. Warunkiem zawieszenia wyroku więzienia jaki ma, jest właśnie płacenie bieżących alimentów. To nie mi powinno być wstyd. Tylko jemu. To on powinien czuć się źle z tym, że dzień po zapłaceniu za przedszkole nie będę miała za co kupić nowych kapci dziecku. Serio. Po prostu nie będę miała tych pieniędzy. Być może pod koniec marca dostanę pierwszą rentę. Być może uda mi się znaleźć jakąś pracę, może coś na weekendy? Bronię się przed tym. Nie chcę pracować w weekendy. Chce je spędzać z dzieckiem.


Feminoteka
Zero tolerancji dla dłużników alimentacyjnych

Jak było? Tak jak miało być. Nic nie trzeba pisać. Było pięknie.
Wróciliśmy dzień wcześniej, ponieważ Mały rozchorował się (znowu). Zapalenie oskrzeli (znowu), dostał antybiotyk (znowu). Dość już mam tych jego chorób. Najbliższe 10 dni spędzi w domu, mimo tego, że już nie gorączkuje i właściwie to jest pełen energii, a jedynym objawem choroby, jest przeraźliwy kaszel.
Tylko dlaczego znowu przypisano mu Zyrtec?